Lekcja samorządu, ale bez transparentności

0
15

Samorząd terytorialny często przedstawiamy młodym ludziom jako najbardziej namacalną formę demokracji. Miejsce, w którym można zobaczyć, jak działa władza najbliższa mieszkańcom – w świetle dnia, w dialogu, w poczuciu odpowiedzialności za wspólnotę. To właśnie tutaj radni mają najlepszą okazję pokazać młodzieży, czym w praktyce jest jawność życia publicznego
i transparentność decyzji podejmowanych w imieniu mieszkańców. Innymi słowy: udzielić dobrej lekcji samorządu. Szkoda tylko, że w
Zespole Szkół Mechanicznych i Logistycznych w Słupsku radni postanowili tę lekcję pozostawić w sferze teorii.

Fundacja Electio organizuje w szkołach spotkania pod hasłem „Samorząd dla Młodych”.
Idea jest prosta: najpierw kilka słów o tym, czym właściwie jest samorząd i jak działa, potem rozmowa z radnymi o ich pracy i o tym, jak decyzje podejmowane w samorządzie wpływają na codzienne życie mieszkańców.

Krótko mówiąc – teoria i praktyka. Edukacja obywatelska w wersji możliwie najbardziej przystępnej.

Z ciekawością pojawiłam się na spotkaniu w Zespole Szkół Mechanicznych
i Logistycznych w Słupsku
, czyli w popularnym „Mechaniku”. Chciałam zobaczyć,
jak taka rozmowa wygląda w praktyce. Jak radni opowiadają o swojej pracy, jakie pytania padają i czy młodzi ludzie w ogóle interesują się sprawami miasta.

Zapowiadał się ciekawy materiał.

Niestety, tej lekcji nie było mi dane zobaczyć. Spotkanie nie zdążyło się jeszcze na dobre rozpocząć, gdy pojawił się pewien problem. Nie polityczny, nie organizacyjny – raczej techniczny. Problemem okazała się obecność dziennikarki.
W tej sprawie odbyła się krótka narada na korytarzu. Radne Anna Rożek, Aleksandra Karnicka i Renata Stec wyszły z sali, by ustalić, co zrobić z tą nieoczekiwaną komplikacją.
Po kilku minutach wszystko było jasne.
Zostałam poproszona o opuszczenie sali.
Sali, w której za chwilę młodzież miała dowiedzieć się, jak wygląda funkcjonowanie życia publicznego i na czym polega odpowiedzialność radnych.
Trudno o bardziej symboliczny moment.

Bo jeśli opowiada się o samorządzie, o wspólnocie i o decyzjach podejmowanych w imieniu mieszkańców, to jedną z pierwszych rzeczy, które zwykle pojawiają się w takich rozmowach, jest jawność życia publicznego.
Samorząd – przynajmniej w teorii – działa przecież w świetle dnia. Radni reprezentują mieszkańców, wykonują mandat publiczny, a sprawy wspólnoty nie są prywatną rozmową
w zamkniętym gronie.
Albo przynajmniej nie powinny być.

Być może ktoś spróbuje tłumaczyć tę sytuację przepisami tzw. ustawy Kamilka.
Warto jednak od razu uprzedzić taką interpretację. Przepisy te wprowadzają obowiązek weryfikacji niekaralności osób dopuszczanych do pracy lub działalności związanej
z wychowaniem, edukacją czy opieką nad dziećmi .
Nie dotyczą natomiast zwykłej obecności w szkole czy udziału w wydarzeniu, podczas którego opiekę nad uczniami sprawują nauczyciele. Co więcej, sama ustawa nie zawiera przepisów, które zabraniałyby osobom z zewnątrz wejścia na teren szkoły – jej regulacje odnoszą się do stosunku pracy lub działalności opiekuńczej wobec małoletnich.
W sali byli nauczyciele, była dyrekcja szkoły. Dziennikarze pojawiają się w szkołach regularnie – przy konferencjach, uroczystościach czy wydarzeniach takich jak targi pracy.
Te zresztą odbywają się właśnie dziś, 11 marca. I raczej trudno sobie wyobrazić,
by którykolwiek z przedstawicieli mediów czy pracodawców był przy wejściu proszony
o okazanie zaświadczenia o niekaralności. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że nie chodziło tu o przepisy. Problemem okazała się obecność świadka.

Po spotkaniu zapytałam o całą sytuację jedną z uczestniczących w nim radnych, Renatę Stec. Jak przyznała, ona sama nie widziała problemu w obecności mediów.

Ja nie miałam z tym żadnego problemu i szczerze mówiąc nie rozumiem tej sytuacji – powiedziała.

Z jej relacji wynika, że decyzję o wyproszeniu mnie z sali podjęła dyrekcja szkoły.
I w tym momencie historia zaczyna przypominać mechanizm dobrze znany z życia publicznego: odpowiedzialność krąży po pomieszczeniu niczym gorący kartofel. Przechodzi z rąk do rąk, z ust do ust, aż w końcu trudno ustalić, kto właściwie podjął decyzję.

Warto jednak powiedzieć jasno – sam pomysł Fundacji Electio zasługuje na uznanie. Edukacja obywatelska młodzieży to jedna z tych rzeczy, których w Polsce naprawdę nigdy nie jest za dużo. Spotkania, podczas których można z bliska zobaczyć, jak działa samorząd, to inicjatywa potrzebna.
Być może więc młodzież rzeczywiście wyniosła z tego spotkania jakąś lekcję o samorządzie. Nie o jego strukturze.
Raczej o tym, że transparentność w lokalnej polityce bywa wartością niezwykle kruchą – szczególnie w obecności dziennikarzy.

Szanowna Czytelniczko, Szanowny Czytelniku,
ten tekst jest felietonem – autorskim komentarzem do wydarzeń i dokumentów, które funkcjonują w przestrzeni publicznej. Nie musi on odzwierciedlać Twojego punktu widzenia. Zachęcamy jednak do uważnego śledzenia faktów, sięgania
do źródeł i samodzielnego wyrobienia sobie opinii.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here