Kto naprawdę decyduje? Nowe zasady budżetu obywatelskiego w Słupsku

0
229

Czy budżet obywatelski w Słupsku wciąż będzie obywatelski? Nowy projekt uchwały, który właśnie trafił do konsultacji społecznych, budzi poważne wątpliwości. Choć na pierwszy rzut oka porządkuje zasady, w rzeczywistości może znacząco ograniczyć wpływ mieszkańców na to, co dzieje się z projektami.

Budżet obywatelski miał być jednym z najciekawszych narzędzi współczesnego samorządu. Nie dodatkiem, nie akcją promocyjną, ale realnym mechanizmem współdecydowania – momentem, w którym mieszkańcy przestają być jedynie odbiorcami usług publicznych,
a zaczynają być współautorami polityki miejskiej.
W teorii wszystko się zgadza. Ustawa o samorządzie gminnym mówi wprost: mieszkańcy „w bezpośrednim głosowaniu decydują o części wydatków gminy”. To zdanie jest fundamentem całej idei. Problem w tym, że praktyka coraz częściej od tej idei odchodzi.

Budżety obywatelskie w wielu miastach – i Słupsk nie jest tu wyjątkiem – przestają
być przestrzenią wyboru kierunku rozwoju, a zaczynają być przestrzenią zarządzania niedoborem. Mieszkańcy nie decydują, o tym co sami chcieliby stworzyć, tylko
o tym co zdaniem samorządu należy zrobić w pierwszej kolejności: chodnik, oświetlenie, doposażenie szkoły, wydarzenie społeczne.

Właśnie w tym kontekście rozpoczęły się konsultacje społeczne dotyczące nowych zasad Słupskiego Budżetu Obywatelskiego. Trwają one od 7 do 28 kwietnia 2026 roku
i to jest moment, w którym mieszkańcy mogą jeszcze realnie wpłynąć na kształt przyjmowanych przepisów.

Bo przedmiotem konsultacji nie jest drobna korekta regulaminu, lecz projekt uchwały
z dnia 1 kwietnia 2026 r.
określający zasady funkcjonowania całego mechanizmu
na kolejne lata.

A ten projekt – choć przedstawiany jako porządkujący – w rzeczywistości wyraźnie przesuwa logikę budżetu obywatelskiego w stronę większej kontroli administracyjnej
i mniejszej autonomii mieszkańców. I to właśnie jest sedno tej dyskusji.

Jedna zmiana, o której się mówi – i system, o którym się milczy

Oficjalny komunikat skupia się na zmianie kategorii: jeden okręg inwestycyjny zamiast czterech, jedna kategoria społeczna, jedna szkolna.

To jest zmiana widoczna i łatwa do komunikacji. Można się spierać, ale usunięcie inwestycji lokalnych (w okręgach wyborczych) na rzecz tylko ogólnomiejskich – to w rzeczywistości usunięcie z budżetu obywatelskiego małych, ważnych dla dzielnic inwestycji.

Ale rzeczywisty ciężar tej uchwały leży gdzie indziej – w mechanizmach decyzyjnych, które nie są eksponowane w przekazie, a które w praktyce przesądzają o tym, kto naprawdę kontroluje budżet obywatelski.

Najważniejszy przepis całej uchwały

W całym projekcie jest jeden zapis, który ustawia wszystko:

We wszystkich spornych sytuacjach, które wynikną w trakcie realizacji całego procesu Słupskiego Budżetu Obywatelskiego oraz nieuregulowanych niniejszą uchwałą, ostateczną decyzję podejmuje Prezydent.” (§ 1 ust. 9)
To jest przepis kluczowy.
Dlaczego?
Bo oznacza, że uchwała – zamiast kompleksowo regulować proces – zostawia ogromną przestrzeń decyzyjną poza sobą. A tam, gdzie pojawi się luka, niejasność, konflikt interpretacyjny – decyzja należy do jednego organu. To nie jest standardowy zapis techniczny. To jest bardzo szeroka, wręcz blankietowa kompetencja. W praktyce oznacza ona, że reguły budżetu obywatelskiego mogą być współtworzone w trakcie jego realizacji – decyzją wykonawczą, a nie uchwałą rady. Z punktu widzenia przejrzystości i pewności prawa – to rozwiązanie co najmniej wątpliwe.

Prezydent nie tylko rozstrzyga spory – on ustawia system

Kolejny istotny zapis:

Harmonogram, dokładną kwotę przeznaczoną na realizację Słupskiego Budżetu Obywatelskiego, jej podział oraz wzory formularzy corocznie określa Prezydent w drodze zarządzenia.” (§ 1 ust. 7)

Na pierwszy rzut oka – technika.
W rzeczywistości – bardzo duża władza.

Bo o ile sama kwota 0,5% budżetu wynika z uchwały, to już jej podział między kategorie – czyli realne znaczenie poszczególnych typów projektów – zależy od decyzji Prezydenta.
To oznacza, że:

  • można wzmocnić projekty szkolne,

  • można ograniczyć inwestycyjne,

  • można zmienić proporcje bez zmiany uchwały.

Innymi słowy: mieszkańcy głosują, ale w ramach konstrukcji, której parametry są ustalane poza uchwałą.

Deklaracja „wiążącego wyboru” kontra rzeczywistość

Projekt mówi:
Wybór projektów w głosowaniu ma charakter wiążący.” (§ 7 ust. 1)
To zdanie ma budować zaufanie.
Ale dalej czytamy:
Decyzję o sposobie realizacji wybranych projektów podejmuje Prezydent.”
(§ 7 ust. 5)
oraz:
W przypadku wystąpienia oszczędności (…) środki te mogą zostać (…) przesunięte
na realizację innego zadania (…) – ostateczną decyzję podejmuje Prezydent.”
(§ 7 ust. 10).

To zestawienie mówi więcej niż jakikolwiek komentarz.
Formalnie wynik jest wiążący.
Ale:

  • sposób realizacji – uznaniowy,

  • zakres projektu – możliwy do zmiany,

  • środki – możliwe do przesunięcia,

  • a nawet cel finansowania – możliwy do przekształcenia.

W praktyce oznacza to, że wiążący jest wybór projektu jako idei, ale niekoniecznie jego realny kształt. To bardzo istotna różnica.

Co się dzieje, gdy projekt się „rozsypie”?

Projekt przewiduje sytuację, w której nie udaje się wyłonić wykonawcy:

W przypadku niewyłonienia (…) decyzję o przeznaczeniu środków podejmuje Prezydent.”
(§ 7 ust. 11–12)

I to wszystko.
Brakuje:

  • obowiązku przekazania środków kolejnemu projektowi,

  • zasady utrzymania kategorii,

  • jakiegokolwiek ograniczenia tej decyzji.

To oznacza pełną uznaniowość.

W systemie, który miał być oparty na decyzji mieszkańców, pojawia się moment, w którym pieniądze mogą zostać rozdysponowane poza tym mechanizmem.

Odwołania – formalne, ale słabe

Projekt przewiduje odwołanie:

Decyzje w sprawie złożonych odwołań podejmuje Prezydent.”
(§ 5 ust. 2)
Czyli:

  • brak niezależnego organu,

  • brak kontroli zewnętrznej,

  • brak równoważenia decyzji.

To rozwiązanie spełnia wymóg formalny, ale nie buduje realnego systemu gwarancyjnego.
W praktyce oznacza, że cały proces – od oceny po odwołanie – pozostaje w jednym centrum decyzyjnym.

Filtry, które zmieniają charakter projektów

Lista wykluczeń jest szeroka. Projekty nie mogą m.in.:

  • wymagać wielu uzgodnień,

  • obejmować różnych lokalizacji,

  • polegać na samej dokumentacji.

Do tego dochodzą rygorystyczne wymogi ogólnodostępności i ograniczenia dotyczące kosztów (np. sprzęt do 30% wartości projektu społecznego).

To wszystko razem tworzy bardzo silne sito.
Efekt?
System premiuje projekty:

  • proste,

  • szybkie,

  • tanie w utrzymaniu,

  • łatwe proceduralnie.

A więc niekoniecznie:

  • najbardziej potrzebne,

  • strategiczne,

  • rozwiązujące realne problemy miasta.

Budżet obywatelski przestaje być narzędziem zmiany – a staje się narzędziem selekcji „najbezpieczniejszych” pomysłów.

Projekty szkolne – cicha zmiana o dużym znaczeniu

Projekt uchwały wprowadza wyraźne rozróżnienie i automatyczną kwalifikację:

  • inwestycje na terenach szkół → zadania szkolne (§ 2 ust. 12),

  • działania dla dzieci i młodzieży → zadania szkolne (§ 2 ust. 13).

A ostateczna kwalifikacja należy do etapu oceny.

W połączeniu z faktem, że Prezydent określa podział środków, oznacza to, że można realnie przesuwać ciężar budżetu obywatelskiego w stronę instytucji.

A szkoły – jako środowiska zorganizowane i zdolne do mobilizacji – mają w takich systemach naturalną przewagę. To zmienia charakter całego mechanizmu.

Sprzeczności i niedopracowania

W projekcie pojawiają się też niespójności. Z jednej strony – obowiązek prowadzenia konsultacji społecznych przy realizacji inwestycji zgodnie z regulaminem (§ 7 ust. 6),

z drugiej – wyłączenie stosowania tego regulaminu przy budżecie obywatelskim (§ 10).

Do tego błędy redakcyjne, językowe, niespójna numeracja.
To nie są drobiazgi.
To sygnał, że dokument – mimo swojej wagi – nie został dopracowany w sposób,
który gwarantuje jednoznaczność interpretacyjną.

Co tak naprawdę zmienia nowa uchwała

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda znajomo: uporządkowane procedury, nowe kategorie, doprecyzowane zasady. Kolejna aktualizacja – nic nadzwyczajnego.
Tyle, że to tylko powierzchnia.
o już w poprzedniej uchwale znajdował się kluczowy zapis:

We wszystkich spornych sytuacjach (…) ostateczną decyzję podejmuje Prezydent
po zasięgnięciu opinii Zespołu.” (§ 2 ust. 18) W nowej „Zespół” znika.

Silna rola Prezydenta nie jest więc nowością. Różnica polega na skali. Wcześniej dotyczyła głównie sytuacji spornych i była formalnie równoważona przez opinię Zespołu. Sam system był prostszy, a jego logika czytelna:

Przyjęte do realizacji są zadania, które uzyskały największą liczbę głosów…” (§ 5 ust. 15)

W nowym projekcie ten model zostaje zachowany tylko na poziomie deklaracji.

W praktyce kompetencje Prezydenta zostają wyraźnie rozszerzone. Obejmują
nie tylko rozstrzyganie sporów, ale również podział środków, sposób realizacji projektów, decyzje po nieudanych postępowaniach czy sytuacje „nieuregulowane”.

To już nie jest rola arbitra. To jest rola zarządzającego całym procesem.

I na tym polega rzeczywista zmiana – nie w jednym przepisie, ale w przesunięciu kontroli na kolejne etapy. Budżet obywatelski pozostaje. Ale coraz więcej decyzji zapada
już poza głosowaniem.

Jak robią to inne miasta – i dlaczego Słupsk idzie w innym kierunku

Zwolennicy zmian mogą powiedzieć: tak po prostu działa budżet obywatelski. Procedury muszą być elastyczne, ktoś musi podejmować decyzje, ktoś musi „trzymać to w ryzach”.Problem w tym, że w innych miastach wygląda to inaczej.

W Katowicach mechanizm jest prosty i czytelny: administracja weryfikuje projekty, organizuje proces, ale to wynik głosowania mieszkańców rozstrzyga o realizacji. Nie ma przepisu, który pozwalałby Prezydentowi „dopowiadać” zasady w sytuacjach nieuregulowanych ani przejmować decyzji po głosowaniu.

W Szczecinie poszli jeszcze dalej – tam wprowadzono mechanizmy równoważące władzę wykonawczą. Odwołania nie trafiają do Prezydenta, lecz do ciał kolegialnych z udziałem mieszkańców i organizacji społecznych. Decyzje są rozproszone, a nie skupione w jednym miejscu. System jest bardziej odporny na uznaniowość.

A Jastrzębie-Zdrój, miasto najbardziej porównywalne do Słupska, pokazuje coś jeszcze prostszego: budżet obywatelski może działać bez nadmiaru uznaniowości. Podział środków jest określony w uchwale, harmonogram jasny, a zasada oczywista – mieszkańcy wybierają, miasto realizuje.

Na tym tle projekt słupski wygląda inaczej.

Zamiast zamkniętego systemu z jasno określonymi regułami pojawia się konstrukcja otwarta – taka, w której kluczowe decyzje mogą być podejmowane na bieżąco,
także po głosowaniu. Zamiast rozproszenia decyzji – ich koncentracja. Zamiast równoważenia – jedno centrum rozstrzygania.

I to nie jest kwestia interpretacji. To jest kwestia konstrukcji.

( Projekt uchwały 2026 1.pdf )

O co naprawdę chodzi w tych konsultacjach

Na poziomie oficjalnego przekazu wszystko wygląda podręcznikowo: zmiana kategorii, uporządkowanie zasad, więcej przejrzystości. Demokracja lokalna po generalnym remoncie – odświeżona, wyprasowana, gotowa do pokazania. I rzeczywiście – trudno
się nie zachwycić. Formularze są. Konsultacje są. Głosowanie będzie. Wyniki zostaną ogłoszone. Pełen pakiet partycypacyjny. Zgodny z instrukcją obsługi.
Tylko, że – jak to w dobrze zaprojektowanych systemach – najważniejsze elementy
nie rzucają się w oczy. Bo ten projekt nie odbiera mieszkańcom głosu. To byłoby nie tylko zbyt oczywiste, ale i zupełnie niepotrzebne. On robi coś znacznie bardziej eleganckiego. Pozwala mówić.
A potem z właściwym spokojem – i w pełni odpowiedzialnie – decyduje sam.

Mieszkańcy wybiorą projekty, poczują satysfakcję udziału, oddadzą głos, a system –
już dyskretnie – zajmie się ich „racjonalnym uporządkowaniem”. Tu coś się przesunie,
tam coś zostanie skorygowane, gdzie indziej dostosowane do realiów. Wszystko zgodnie
z procedurą. Wszystko dla dobra wspólnego. W końcu ktoś musi nad tym wszystkim panować.
I trzeba przyznać – to rozwiązanie ma klasę. Nic nie zostało zabrane wprost. Jest nawet poczucie wpływu. A, że rzeczywisty wpływ kończy się trochę wcześniej, niż mogłoby
się wydawać – to już detal, który trudno uchwycić bez uważnej lektury uchwały.
Można wręcz odnieść wrażenie, że to model idealny: mieszkańcy zaangażowani, władza spokojna, proces uporządkowany. Demokracja działa w sposób kontrolowany
i przewidywalny.
A jeśli ktoś nie zauważy różnicy – tym lepiej.
I tak, krok po kroku, budżet obywatelski pozostaje dokładnie tym, czym miał być.
Z tą drobną różnicą, że decyzje – te naprawdę istotne – zapadają tam, gdzie zawsze –
w gabinecie prezydenta miasta. Może nawet podejmowane są – jak już wiemy –
w dresie i bez makijażu, ale za to cicho, spokojnie i profesjonalnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here