Czerwony namiot i inne słupskie opowieści

0
167

Słupsk jest miastem niebywale interesującym pod względem architektonicznym. Niemal na każdym kroku można napotkać cenne obiekty zabytkowe, które przed uważnym obserwatorem odkryją swój urok i zapisane w ich losach dzieje miasta. Inspiracją do napisania tego artykułu był wykład, który odbył się w ramach cyklu
pn. „Architektura i ludzie. Forum sztuki i artystów – wykłady z historii sztuki”, realizowany przez Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku. Ostatni wykład odbył
się w styczniu 2026 roku w Białym Spichlerzu w Słupsku w Sali im. Barbary Zielińskiej. Temat związany ze słupską architekturą zaprezentowała
Vladyslava Diachenko z Działu Edukacji i Promocji.

Kościół Mariacki na szlaku…

W pierwszej odsłonie został zaprezentowany gotycki gmach kościoła pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Królowej Różańca Świętego w Słupsku, zwany również Kościołem Mariackim. Ten okazały gmach znajduje się na Europejskim Szlaku Gotyku Ceglanego.(EuRoB). Ów jest stowarzyszeniem zrzeszającym miasta, miejscowości, regiony, gminy i instytucje, na obszarze których znajdują się gotyckie budowle
z cegły. Szlak łączy kilkaset sakralnych i laickich budowli w Danii, Niemczech i Polsce, w tym 
klasztory, kościoły, ratusze i kamienice, a także fortyfikacje miejskie, takie jak mury miejskiewieże oraz bramy wjazdowe do miast.

Podczas II wojny światowej budynek kościelny znacznie ucierpiał, uszkodzony został jego dach, wypalone wnętrze, zniszczony hełm wieży zachodniej. W roku 1946 przykryto korpus kościoła nowym dachem, wnętrze zostało otynkowane i pobielone, nakryto również wieżę. W 1949 roku pojawiła się empora dla organów i chóru. Dopiero w latach 90. XX wieku nastąpiła solidna wymiana pokrycia dachowego nad nawą główną, prezbiterium i nawą boczną, wraz z obróbkami blacharskimi, rynnami
i rurami spustowymi. Wówczas też dokonano naprawy więźby dachowej
i zabezpieczenia drewna środkami przeciwpożarowymi i przeciwgrzybowymi konstrukcji drewnianych. Słupszczanie doskonale pamiętają ten remont. W latach 2004-2005 odbudowano kościelną wieżę.

Vladyslava Diachenko przypomniała, że w XIX wieku teren wokół kościoła nie był tylko miejscem modlitwy, ale też ostatniego spoczynku mieszkańców Słupska. Świątynia stała wśród grobów, a życia i śmierci spotykały się tu każdego dnia,
nie tylko w dni świętowań. Przy cmentarzu stała kaplica do przechowywania zwłok. Prelegentka zwróciła też uwagę na wnętrze kościoła, na jego gwieździste sklepienie. Niestety nie zachował się dawny ołtarz oraz „bursztynowe” zadaszenie ambony, pozostała jedynie jej dolna część zdobiona rzeźbą.

Kartka pocztowa

Tuż obok Kościoła Mariackiego, u zbiegu ulic Łukasiewicza i Mikołajskiej, znajduje się gmach pocztowy, który nawiązuje do neogotyku. Został wybudowany w XIX wieku. Wciąż mieści się w nim Urząd Pocztowy Poczty Polskiej. W roku 1879 przekazano gmach do eksploatacji, jako jeden z kilkuset budynków pocztowych, wybudowanych na polecenie ówczesnego ministra poczty Rzeszy generalnego poczmistrza Heinricha von Stephana. Jego zasługą jest również wprowadzenie do obiegu kart pocztowych, które umożliwiły wysyłanie wiadomości bez potrzeby umieszczania ich w kopertach. Projekt budynku poczty wykonał August Kind. O Heinrichu von Stephanie pisał Jerzy Henke (kolekcjoner, publicysta filatelistyczny, społecznik), i choć odszedł od nas
w 2016 roku, pozostawił po sobie nie tylko kolekcję, ale również publikację
pt. „Heinrich von Stephan najwybitniejsza postać Ziemi Słupskiej XIX wieku”.

Targ rybny

Kolejne zabytki, które były zaprezentowane podczas wykładu, to kościół św. Jacka, kaplica św. Jerzego, siedziba starostwa powiatowego, synagoga (nieistniejąca), szpital psychiatryczny, Hotel Mund’s za pomnikiem Blüchera (nieistniejące), gmach Pomorskiej Biblioteki Pedagogicznej w Słupsku z 1933 roku czy okazały gmach słupskiego ratusza.

Ratuszowa architektura zdradza wpływy budownictwa niemieckiego, widzimy neogotyk słusznych rozmiarów. Wewnątrz znajdują się wiele detali, są też dzieła dawnych mistrzów. Warto wstąpić do tego gmachu nie z numerkiem w dłoni,
a z ciekawością w oczach. Kiedy nie ganiamy od okienka do okienka, nagle wszystko zwalnia, pięknieje. Ceramiczna posadzka przestaje być tylko drogą, a zaczyna opowiadać historię setek stóp, które przed nami po niej stąpały. Rzeźbione schody skrzypią dostojniej, a echo naszych kroków brzmi jak walc w strojnej sukni
na wybiegu. I właśnie ta chwila, kiedy odrywamy wzrok od tablic informacyjnych
i spoglądamy w górę na sklepieniową sztukaterię, staje się chwilą magiczną.
Drewno tłumi dźwięki, nie ma pogłosu, i to światło przeciekające przez barwne szkło.
To wszystko daje nastrój. Tu neogotyk łączy się z secesją.
Flizelinowe tapety, wszędobylskie motywy roślinne w formie dekoracji i malowideł oraz stare meble
i żyrandole są widowiskową drogą po historii architektury.
Malowidła umieszczone wysoko nad naszymi głowami robią wówczas to, do czego zostały stworzone. Przypominają, że to miejsce ma budzić dumę, świadczyć o istnieniu jej mieszkańców, zachwycać. Jest w ratuszu dzieło zwane Targiem Rybnym w Słupsku, jest też Wyładunek w porcie w Ustce. Dawno temu, gdy te malowidła powstały odzywała
się krytyka, a mianowicie, że przedstawiony historycznie obraz nie uwzględnia współczesnych aspektów, nie oddaje realiów obecnego trwania. Okręt zbyt stary, odzienie źle leży, a rybak patrzy nie w tę stronę, w którą powinien…
A jak my, współcześni, podchodzimy do tych ratuszowych dzieł tamtego artysty,
F. Kleina-Chevaliera?

Słupski ratusz zdecydowanie jest neogotycką perłą w koronie naszego miasta, majestatyczną konstrukcją na palach. Umiejscowiony w centralnej części Słupska, zamyka obszerny Plac Zwycięstwa od zachodu. Już samo usytuowanie czyni go ważnym elementem w układzie przestrzennym.

Czerwony namiot

Vladyslava Diachenko przywołała w Białym Spichlerzu, który również kryje własną opowieść, generała Umberto Nobile – włoskiego pilota, konstruktora sterowców
i polarnika, wszak nocował ongiś w Hotelu Mund’s w Słupsk
u. Zatrzymał się
w sytuacji, gdy jego latające cygaro – wielki sterowiec „Italia” – wylądował w bazie sterowców w Jezierzycach. Był rok
1928. Trasa wiodła przez Wiedeń, Kłodzko, Wrocław, Poznań aż do Słupska. To była pierwsza część podróży na Biegun Północny, pierwszy przystanek na trasie. Do dziś w słupskim muzeum przechowywana jest „Złota Księga Miasta” z wpisami załogi. Niestety ta wyprawa skończyła się tragicznie. Życie ocaliło jedynie kilku lotników, co okryło generała niesławą. Nie dlatego,
że on przeżył, ale co uczynił, by inni przeżyli!

Tę historię opowiada „Czerwony namiot”, dramat biograficzny z roku 1969, oparty na autentycznych wydarzeniach z roku 1928. Przedstawia historię niefortunnej ekspedycji włoskich polarników zmierzających na Biegun Północny pod wodzą Umberto Nobile’a. Wyprawa kończy się katastrofą. W trakcie podróży sterowiec „Italia” ulega rozbiciu na lodach Arktyki. Akcja ratownicza przebiega w warunkach skrajnych. Ocalałych jest garstka. Film ma znakomitą obsadę, wystąpili w nim
m.in.: Sean Connery i Claudia Cardinale.

Dziś z wielkiej lotniczej historii w Jezierzycach nie zostało nic, nie ma olbrzymiego sterowcowego hangaru z rozsuwanym dachem, a lotnisko zamieniło się w pole uprawne. Mieszkańcy twierdzą jednak, że nadal istnieją podziemne korytarze łączące dawny port lotniczy z pobliską Bukówką. Pod ziemią rzeczywiście może kryć
się jeszcze wiele tajemnic, bo z
iemia pod naszymi stopami to wciąż w dużej mierze nieodkryta planeta.

Drogowskazy na słupskich ulicach

Słupsk to nie tylko ulice, pomniki i budynki, to także warstwy różnorodnych opowieści. Niektóre odczytujemy z faktury skały, inne z koloru sprayu, jeszcze inne zdradzają historie swym kształtem. Głazy narzutowe i słupskie murale, to gawędy dawne i obecne. Chyba jedne i drugie są kronikami, powiedzmy, że jedna z nich jest kroniką natury, kolejna barwną kroniką człowieka/artysty. Tak jak głazy opowiadają
o dawnych wędrówkach lodowców, tak murale opowiadają o wędrówkach ludzkich myśli i emocji. Czasami na głazach widoczne są rzeźbienia, rysy czy skamieliny,
a czasami żłobienia ryte ludzką ręką. W Słupsku jest ich kilka, symbolizują trwanie
w czystej postaci. Polegują między blokami, przy drogach i skwerach, starsze
niż samo miasto. Zdecydowanie są dowodem na to, że przestrzeń również ma swoją historię, wszak owe głazy pojawiły się zanim pojawił się człowiek, zanim przywędrowali na te ziemie pierwsi osadnicy. Murale też są pamięcią, ale taką
w trakcie. Krzyczą, komentują, protestują, niektóre z nich łączą historię
z teraźniejszością. Opowiadają o życiu, pokazują problemy, bohaterów i emocje.

Symbolami są również pomniki, które zostały opisane m.in. w publikacji
pt. „Pomniki i miejsca pamięci narodowej w Słupsku” prof. Zygmunta Szultki
czy „Słupska ścieżka patriotyczna: pomniki i miejsca pamięci w 2022 roku” Warcisława Machury i prof. Wojciecha Skóry.
Vladyslava Diachenko przywołała pomnik Karola Szymanowskiego i ławeczkę Jerzego Waldorffa z jamnikiem Puzonem. Prawdopodobnie jest tak, że pomniki nie są tylko kawałkami kamienia czy brązu,
one reprezentują idee, wartości, pamięć lub władzę. W Słupsku zdecydowanie mamy wiele pomników, wystarczy wybrać się na spacer ich szlakiem, a przekonamy się,
że zrobiliśmy więcej niż tylko dziesięć tysięcy kroków.

Epilog

Słupsk ma wyjątkowe szczęście do ludzi, którzy są żywą pamięcią historii
i troskliwymi strażnikami dziedzictwa. To prawda, że pamiętających pierwsze powojenne lata jest coraz mniej, jednakże pozostawiają, dla obecnych i przyszłych pokoleń, zbiory, kolekcje i zapiski. Historycy, etnografowie, dziennikarze i regionaliści wciąż przypominają.

Danuta M. Sroka

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here