Dla Kobylnicy ten rok miał być czasem stabilizacji i spokojnego porządkowania finansów. Zamiast tego Gmina stanęła przed koniecznością nagłego zahamowania wydatków i rewizji niemal wszystkich planów.
W trakcie trwającego roku budżetowego (2026) Gmina została poinformowana o znaczącym obniżeniu dochodów z PIT, CIT oraz subwencji ogólnej. Łącznie to ponad 8,1 mln zł mniej, niż zakładano jeszcze na początku 2026 roku. Problem w tym, że decyzja zapadła
już po uchwaleniu budżetu, podpisaniu umów i rozpoczęciu niektórych inwestycji.
W praktyce oznacza to jedno: zamiast koncentrować się na rozwoju, samorząd musi
dziś szukać oszczędności i próbować utrzymać finansową równowagę.
Budżet został przygotowany w oparciu o dane Ministerstwa Finansów z 14 października 2025 roku, potwierdzone ponownie 30 stycznia 2026 roku. Na tej podstawie zaplanowano wydatki i uruchomiono inwestycje. Tymczasem pismo z 16 marca przyniosło radykalną zmianę – ubytek 8 117 881 zł, czyli około 7 proc. dochodów bieżących i niemal 11 proc. wcześniej potwierdzonych wpływów.
Dla władz Gminy to nie tylko problem finansowy, ale sytuacja, która podważa elementarne zasady funkcjonowania samorządu.
– Skutki są bardzo konkretne. Nie mamy jednej dużej inwestycji, którą można po prostu wykreślić z planu i w ten sposób odzyskać ponad osiem milionów złotych.
Trwają już budowy, podpisaliśmy umowy, zaciągnęliśmy zobowiązania. To oznacza,
że będziemy musieli szukać oszczędności w wielu miejscach jednocześnie – ograniczać wydatki bieżące, rezygnować z części mniejszych przedsięwzięć, odkładać remonty, zmniejszać środki na drogi, oświetlenie czy działania społeczne i kulturalne.
W praktyce pod znakiem zapytania stają inwestycje, które jeszcze niedawno
były dla nas czymś oczywistym, elementem normalnego rozwoju gminy, a nie żadnym luksusem – mówi Anna Gliniecka-Woś, burmistrz Kobylnicy.
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że Gmina wciąż spłaca wysokie zadłużenie.
Jeszcze niedawno udawało się je stopniowo zmniejszać.
– To jest tym bardziej dotkliwe, że wciąż dźwigamy ciężar zadłużenia. W 2024 roku przejęliśmy dług przekraczający 104 miliony złotych. Udało się go zmniejszyć
do około 97 milionów i ten rok miał być kolejnym krokiem w stronę stabilizacji.
Dziś wiemy, że ten plan się załamuje. Zadłużenie najpewniej nie wzrośnie,
ale też nie spadnie. Innymi słowy – będziemy walczyć już nie o poprawę sytuacji,
tylko o utrzymanie równowagi – dodaje burmistrz.
Na to wszystko nakładają się skutki wcześniejszej decyzji o zmianie granic samorządu. Część Bolesławic została włączona do Słupska, ale zobowiązania finansowe pozostały
po stronie Kobylnicy.
– Zostały nam kredyty do spłacenia za Bolesławice, które nie są już nasze. Nasze pieniądze zostały zainwestowane w inny samorząd, bo tych środków już nie mamy. Będziemy wnioskować do ministerstwa o rekompensatę za nakłady poniesione na infrastrukturę
w Bolesławicach – mówi Janusz Kaszowski, przewodniczący Rady Miejskiej
w Kobylnicy.

Rozmowy ze Słupskiem na razie nie przynoszą przełomu. Miasto zaproponowało rekompensatę w wysokości 3,5 mln zł rozłożoną na pięć lat, czyli 700 tys. zł rocznie.
W ocenie władz gminy to propozycja dalece niewystarczająca – zarówno w kontekście poniesionych nakładów, jak i obecnych strat.
Kobylnica nie jest jedyna
Co istotne, Kobylnica nie jest odosobnionym przypadkiem. Gmina Ustka ma stracić
z podatku dochodowego ponad 2,2 mln zł, a Nowa Wieś Lęborska – ponad milion złotych.
To pokazuje, że problem ma szerszy charakter i dotyka kilku samorządów w regionie.
W Ustce sprawa ma dodatkowy wymiar – trwa walka o odzyskanie terenów Przewłoki. Kończą się konsultacje społeczne, a wniosek ma trafić do wojewody w najbliższych dniach. Wójt Rafał Konon zapowiada, że Gmina się nie poddaje.
W tym kontekście szczególnie mocno wybrzmiewają ostatnie sygnały ze Słupska. Przewodniczący Rady Miejskiej poinformował o powołaniu stowarzyszenia „MiastoOdNowa”, którego celem ma być doprowadzenie do „zgodnego połączenia” Słupska z gminami Kobylnica i Redzikowo.
W Kobylnicy takie deklaracje budzą poważne wątpliwości.
– Trudno dziś mówić o jakimkolwiek zgodnym połączeniu, bo mieszkańcy już wyrazili swoje zdanie i to jest najważniejsze. W konsultacjach jasno powiedzieli, że nie chcą być mieszkańcami Słupska. Zanim zacznie się mówić o czymś wspólnym, trzeba rozmawiać
i słuchać mieszkańców – podkreśla burmistrz Anna Gliniecka-Woś.
I dodaje:
– Z niepokojem czekamy na to, co może wydarzyć się pod koniec roku.
Obawiamy się, że Słupsk może ponownie złożyć wniosek o rozszerzenie swoich granic
o tereny, których nie otrzymał w ostatniej decyzji rządu.
Władze Kobylnicy zapowiadają złożenie pisma do Ministerstwa Finansów i podjęcie działań w celu wyjaśnienia sytuacji oraz uzyskania rekompensat za umniejszone podatki.
Ale już dziś widać, że problem wykracza poza jedną decyzję i jedną gminę.
Bo jeśli dochody potwierdzone przez państwo mogą zostać w trakcie roku nagle obniżone
o miliony złotych, to trudno mówić o stabilnym systemie finansów samorządowych.
A bez tej stabilności samorząd nie planuje rozwoju – tylko reaguje na kryzysy. I to jest dziś najpoważniejsza konsekwencja tej sytuacji.
































