„Pani zabiła pana”. Zdanie powtarzane przez lata jak ludowa wyliczanka, pijacki refren, makabryczny żart funkcjonujący gdzieś pomiędzy plotką a miejską legendą. W spektaklu „SUPERNOVA Live” w słupskim Teatrze Lalki Tęcza, ten dobrze znany motyw przestaje być jednak niewinną frazą. Staje się punktem wyjścia do opowieści znacznie bardziej gorzkiej – o przemocy wpisanej w codzienność, o społecznych rolach, które potrafią stać się więzieniem, i o świecie, w którym tragedia bardzo szybko zamienia się w widowisko.
„Akcja dramatu Sandry Szwarc rozgrywa się na przełomie lat 40. i 50. XX wieku,
w rzeczywistości rodzącej się Nowej Huty – miasta budowanego w ogniu industrialnej gorączki, propagandowych haseł i wielkiej socjalistycznej obietnicy. To właśnie tam,
pod monumentalnym cieniem pomnika Lenina, w przestrzeni „nowego świata”,
który miał stworzyć nowego człowieka, zaczyna rozgrywać się groteskowa opowieść kryminalna.
Absurdalne śledztwo prowadzi sierżant Twardowski – milicjant przypominający socrealistycznego superbohatera, ludowego Iron Mana wykutego „ze stali narodowej”.
Na jego drodze pojawiają się barwne figury tego świata: knajpiane śpiewaczki, handlarze, lokalni outsiderzy, groteskowi mieszkańcy i postaci balansujące gdzieś pomiędzy realizmem a miejską legendą. Ale im głębiej spektakl wchodzi w tę kryminalną historię, tym wyraźniej okazuje się, że prawdziwym bohaterem pozostaje samo miasto – Nowa Huta przedstawiona jako wielka utopia budowana na pęknięciu, frustracji i społecznej przemocy.” – tyle, mniej więcej wiemy z opisu spektaklu znajdującego się na internetowej stronie Tęczy.
I tak przygotowani możemy spokojnie zasiąść na widowni.
Reżyser Tomasz Kaczorowski bardzo świadomie rezygnuje z realistycznego prowadzenia historii. Nie interesuje go muzealne odtwarzanie PRL-u ani publicystyczna rekonstrukcja epoki. Zamiast tego buduje teatr formy – dynamiczny, muzyczny, przerysowany i chwilami niemal transowy. Kaczorowski znakomicie wyczuwa rytm tego tekstu i nie próbuje
go ujarzmiać. Wręcz przeciwnie – pozwala mu pulsować, rozsadzać scenę, prowokować widza i momentami niemal przytłaczać intensywnością.
Ogromną rolę odgrywa tutaj muzyka Miłosza Sienkiewicza, która nie pełni funkcji ilustracyjnej, ale staje się dramaturgicznym kręgosłupem całego przedstawienia. To dzięki niej spektakl oddycha rytmem miasta pozostającego w stanie permanentnego wrzenia. Rap, elektroniczne brzmienia i pulsujący beat nie są tu dodatkiem do scenicznych wydarzeń – one współtworzą sens tej opowieści. Muzyka Sienkiewicza buduje napięcie, wprowadza widza w rodzaj teatralnego transu i znakomicie wydobywa ukrytą pod groteską brutalność tego świata.
I właśnie w samym środku tego hałaśliwego, rozedrganego uniwersum
pojawia się Anna Rau.
Trudno pisać o „SUPERNOVA Live” bez mocnego podkreślenia jej roli, bo Rau nie jest tutaj po prostu aktorką wykonującą kolejne sceniczne zadania. Ona właściwie organizuje emocjonalny rytm całego przedstawienia. Buduje jego napięcie, tempo i wewnętrzną temperaturę. To rola imponująca nie tylko warsztatowo, ale przede wszystkim intensywnością obecności.
Rau porusza się pomiędzy groteską a emocjonalną prawdą z niezwykłą swobodą. W jednej scenie potrafi być drapieżnie komiczna, niemal bezczelna w swojej energii, by chwilę później odsłonić coś kruchego i głęboko ludzkiego. Rapuje, prowadzi narrację, zmienia emocjonalne rejestry bez najmniejszego wysiłku, a jednocześnie ani przez moment
nie wpada w aktorskie efekciarstwo.
I to właśnie wydaje się w tej roli najcenniejsze.
Bo pod całą sceniczną dynamiką, pod rytmem, groteską i formalną precyzją, Rau nie gubi człowieka. Nie gra emocji „na pokaz”. Nie szuka łatwego wzruszenia ani taniego dramatyzmu. Buduje postać z ogromnym zaufaniem do widza i do tekstu. Dzięki temu nawet wtedy, gdy spektakl świadomie ucieka w absurd czy przerysowanie, emocjonalna prawda pozostaje nienaruszona.
Współczesny teatr często próbuje dziś wybierać pomiędzy chłodną formalnością
a emocjonalną dosłownością. „SUPERNOVA Live” okazuje się ciekawa właśnie dlatego,
że nie idzie żadną z tych dróg do końca. To spektakl niezwykle świadomy formalnie,
ale jednocześnie bardzo żywy emocjonalnie. Taki, który bawi się konwencją, a zarazem mówi o rzeczach poważnych – o przemocy ukrytej pod codziennością, o społecznych mechanizmach wykluczenia, o zbiorowej frustracji i o ludziach próbujących przetrwać
w świecie budowanym na wielkich obietnicach.
Dla kogo jest ten spektakl? Z pewnością dla widzów szukających teatru intensywnego, formalnie odważnego i współczesnego w sposobie myślenia o scenie. Ale także dla tych, którzy chcą zobaczyć teatr żywy – nieprzewidywalny, momentami brutalny, a chwilami absurdalnie śmieszny.
Bo śmiech w „SUPERNOVA Live” bardzo szybko grzęźnie w gardle.
I może właśnie dlatego ten spektakl zostaje z widzem na długo po wyjściu z sali.
Nie jako efektowna teatralna zabawa konwencją, ale jako gorzka opowieść o świecie,
który pod warstwą propagandowego blasku od początku nosił w sobie pęknięcie.

































