Słupsk doczekał się nowego standardu komunikacji z mieszkańcami.
Można wydać setki milionów złotych na inwestycję tonącą w opóźnieniach, kontrowersjach i rosnących kosztach, a gdy ktoś zapyta o termin zakończenia budowy, zamiast odpowiedzi dostaje dowcip o przecinaniu wstęgi.
Krystyna Danilecka-Wojewódzka najwyraźniej uznała, że urząd prezydenta miasta to dziś bardziej scena ironicznego stand-upu niż miejsce poważnego zarządzania miastem. Problem polega na tym, że mieszkańców coraz mniej śmieszy kabaret finansowany z ich własnych pieniędzy.
Prezydentka Krystyna Danilecka-Wojewódzka najwyraźniej uznała, że mieszkańcy Słupska nie potrzebują informacji, tylko żartów. Gdy miasto topi setki milionów złotych w jednej
z najbardziej kontrowersyjnych inwestycji ostatnich lat,
rola prezydenta miasta nie polega na odgrywaniu lokalnego kabareciarza.
Radny Kacper Moroz zadał pytanie banalnie proste:
„Czy wie Pani, kiedy zostanie zakończona budowa IV etapu ringu miejskiego?”
I dalej:
„Jeśli tak, proszę o wskazanie konkretnego i wiarygodnego terminu”.
Nie było tam politycznej filozofii, nie było podchwytliwych pułapek, nie było agresji.
Nie padło pytanie o sens życia, istnienie Atlantydy ani o to, czy na placu budowy odnaleziono przejście do Narnii pod warstwą torfu. Było jedno krótkie pytanie o termin inwestycji finansowanej z publicznych pieniędzy.
Odpowiedź prezydentki Słupska to prawdziwy pokaz urzędniczej pogardy ubranej w tanią ironię. Zamiast konkretnej daty mieszkańcy dostali kpiny o „uroczystym przecięciu wstęgi”. Prezydent miasta odpisała:
„Deklaruję, z pełną świadomością, że o zakończeniu inwestycji i uroczystym przecięciu wstęgi będzie Pan niezwłocznie poinformowany”.
Trudno uwierzyć, że autorką tego pisma jest prezydent miasta, a nie anonimowy administrator prześmiewczej strony na Facebooku pod nazwą „Słupsk – Fakty i Ploteczki”.
To nie jest błyskotliwość. To nie jest inteligentna ironia. To jest polityczna infantylność.
Taki samorządowy odpowiednik wujka na grillu, który po trzeciej kiełbasie i kilku piwach
jest przekonany, że właśnie błysnął humorem roku.
Problem polega na tym, że wujek z grilla przynajmniej nie zarządza inwestycją za setki milionów złotych.
Szczególnie kompromitujące jest to dlatego, że dotyczy inwestycji będącej symbolem chaosu, opóźnień i gigantycznych kosztów. Ring miejski miał być sukcesem propagandowym słupskiego ratusza. Dziś coraz bardziej przypomina pomnik samorządowej pychy
i niekompetencji. Koszty rosną lawinowo, mieszkańcy od miesięcy słyszą o kolejnych problemach technicznych, błędach projektowych, wodach gruntowych, torfowiskach, tłustych dodatkach do pensji i sporach wokół nadzoru nad inwestycją.
Wokół sprawy pojawiają się kontrole i pytania o odpowiedzialność.
I właśnie wtedy, gdy mieszkańcy oczekują powagi, konkretów i wyjaśnień, słupski ratusz organizuje konkurs na najbardziej pasywno-agresywną odpowiedź urzędową roku.
W normalnie funkcjonującym samorządzie prezydent miasta w takiej sytuacji wychodzi
do mieszkańców i mówi jasno: „mamy problem, oto jego skala, oto przewidywany termin zakończenia”. Nawet jeśli termin jest niepewny. Nawet jeśli sytuacja jest trudna.
W Słupsku mieszkańcy dostają natomiast urzędową uszczypliwość i polityczne puszczanie oka. Tak jakby inwestycja za setki milionów była szkolnym projektem z plasteliny,
który po prostu „trochę się przeciągnął”.
Najbardziej uderza jednak coś innego — absolutne oderwanie od powagi urzędu. Krystyna Danilecka-Wojewódzka najwyraźniej zapomniała, że prezydent miasta nie jest od obrażania się na pytania. Nie jest od ironicznych odzywek. Nie jest od budowania swojego wizerunku „tej błyskotliwej”. Prezydent miasta ma obowiązek odpowiadać mieszkańcom. Nawet wtedy, gdy pytania są niewygodne.
Zwłaszcza wtedy.
Bo czym właściwie jest dziś słupski samorząd? Coraz częściej wygląda jak zamknięty klub ludzi przekonanych, że sama obecność przy władzy zwalnia ich z konieczności tłumaczenia się komukolwiek. Krytyka traktowana jest jak bezczelność i odmieniany przez wszystkie przypadki hejt. Pytania radnych jak osobisty atak. Mieszkańcy mają najlepiej siedzieć cicho, oglądać konferencje prasowe i cieszyć się z kolejnych wizualizacji sukcesu.
A potem przychodzi rzeczywistość. Rozkopane drogi. Rosnące koszty. Kolejne opóźnienia.
I odpowiedzi, które bardziej pasują do kłótni na portalu społecznościowym niż do pisma podpisanego przez prezydenta miasta.
Bo jeśli kolejnym etapem komunikacji ratusza będzie odpowiadanie mieszkańcom memami i gifami, to przynajmniej wszyscy będą wiedzieli, w którą stronę rozwija się lokalny samorząd.
Najgorsze w tej historii jest to, że ta odpowiedź mówi o stanie słupskiego samorządu więcej niż setki oficjalnych konferencji i promocyjnych folderów razem wziętych. Pokazuje władzę zmęczoną kontrolą społeczną. Rozdrażnioną pytaniami. Pewną swojej bezkarności.
Taką, która zamiast transparentności wybiera drwinę.
Prezydentka Krystyna Danilecka-Wojewódzka chciała być złośliwie dowcipna.
Problem w tym, że mieszkańców coraz mniej bawi inwestycja za setki milionów złotych, której końca nadal nie potrafi wskazać nawet własny ratusz.
Bo na końcu tego całego politycznego stand-upu pozostaje bardzo proste pytanie: skoro prezydent miasta potrafi obiecać termin przecięcia wstęgi, to może warto byłoby najpierw poznać termin zakończenia budowy.
Całość tej osobliwej wymiany korespondencji można przeczytać w Biuletynie Informacji Publicznej. Warto — choćby po to, by zobaczyć, jak dziś w słupskim ratuszu wygląda odpowiedź na pytania: https://bip.um.slupsk.pl/rada_miejska/interpelacje/42915.html
Szanowna Czytelniczko, Szanowny Czytelniku,
ten tekst jest felietonem, autorskim komentarzem opartym na publicznie dostępnych dokumentach i wydarzeniach. Nie musi być zgodny z Twoją oceną sytuacji — i właśnie na tym polega sens debaty publicznej. Zachęcamy jednak
do sięgania do źródeł, uważnego śledzenia faktów i świadomego uczestnictwa
w życiu publicznym.































