Miasto wydało prawie 200 tysięcy złotych na jedenaście automatycznych słupków, które miały chronić uczestników imprez na Starym Rynku w Słupsku przed wjazdem samochodów. Urządzenia są sprawne, odebrane i objęte gwarancją. Problem w tym, że mimo jarmarków i miejskich wydarzeń ani razu nie zostały użyte. Dlaczego system zaprojektowany dla bezpieczeństwa wciąż pozostaje pod ziemią?
Stary Rynek w założeniu ma być wizytówką Słupska. Nowa nawierzchnia, uporządkowana przestrzeń, miejsce na koncerty, jarmarki, miejskie wydarzenia. W ramach inwestycji „Centrum (z) Sercem – na kompleksową rewitalizację kwartału Starego Rynku w Słupsku” miasto wydało 20 mln zł. Celem było przywrócenie temu miejscu nie tylko rangi,
ale i stworzenie ważnego punktu na słupskiej mapie. W pakiecie z nową estetyką miało pójść bezpieczeństwo.
Jednym z elementów przebudowy były automatyczne słupki blokujące wjazd na płytę rynku. W przedmiarze robót zapisano ich jedenaście – hydraulicznych, automatycznych, wysuwanych z poziomu nawierzchni. Dodatkowo przewidziano także siedem betonowych słupków przeszkodowych jako element stałego zabezpieczenia. Same automatyczne słupki kosztowały 194 511,47 zł brutto. Wykonała je firma Strabag na podstawie umowy
z 12 grudnia 2023 roku. Rozliczenie następowało etapami – w październiku 2024, w maju
i w lipcu 2025 roku. Odbiór techniczny odbył się 7 lipca 2025 r. Komisja potwierdziła,
że urządzenia są sprawne.

Wszystko się zgadza. Dokumenty są. Protokół jest. Gwarancja pięcioletnia obowiązuje.
Jest tylko jeden problem.
Słupki do dziś nie zostały użyte.
Zarząd Infrastruktury Miejskiej w Słupsku w oficjalnej odpowiedzi wyjaśnia jasno,
po co je zamontowano. Celem było zabezpieczenie uczestników imprez organizowanych
na płycie rynku przed wjazdem nieupoważnionego pojazdu. To nie miała być dekoracja
ani gadżet technologiczny. To miało być narzędzie realnej ochrony.
Na co dzień na Starym Rynku obowiązuje zakaz ruchu. Wyjątki są dwa: służby komunalne oraz dostawy do 3,5 tony w godzinach 23.00-7.00. W czasie imprez słupki mają
być podnoszone, jeśli organizator przygotuje i zatwierdzi projekt czasowej organizacji ruchu.
Czyli sprawa jest prosta: gdy rynek wypełnia się ludźmi, wjazd samochodów powinien
być fizycznie zablokowany.
Tymczasem w 2025 roku na rynku odbywały się wydarzenia plenerowe, w tym jarmark,
w którym uczestniczyły m.in. rodziny z dziećmi. W przestrzeni publicznej od miesięcy mówi się o zwiększonym poziomie zagrożeń podczas imprez masowych. Po decyzjach rządu
w 2025 roku samorządy w całym kraju informowały o wzmożonych środkach bezpieczeństwa przede wszystkim podczas wspomnianych jarmarków. W wielu miastach pojawiły się betonowe zapory, dodatkowe patrole, fizyczne bariery chroniące tłum przed ewentualnym wjazdem pojazdu.
Słupsk takich prowizorycznych zapór stawiać nie musi. Ma wbudowany system. Nowoczesny. Automatyczny. Opłacony. Jedenaście urządzeń, które w kilka sekund mogą zamienić otwartą przestrzeń w strefę realnie odciętą od ruchu samochodowego.
A jednak – jak przyznaje ZIM – „do chwili obecnej nie były używane”.
Nie dlatego, że są niesprawne. Miasto podkreśla, że infrastruktura objęta jest pięcioletnią gwarancją, a pracownicy dokonują systematycznych przeglądów i uruchomień w celu weryfikacji poprawności działania. Technicznie wszystko funkcjonuje. Po prostu nie zapadła decyzja o ich operacyjnym wykorzystaniu.
W ostatnim czasie lokalne media opisywały problem wjeżdżających i parkujących samochodów na rynku. Kierowcy ignorowali zakazy, straż miejska wystawiała mandaty. Zakaz ruchu istnieje, ale bez fizycznej bariery pozostaje w dużej mierze kwestią dobrej woli. Tu pojawia się zasadnicze pytanie również o sens tej inwestycji. Skoro miasto
w oficjalnym stanowisku podkreśla, że słupki służą do zabezpieczania uczestników imprez przed nieupoważnionym wjazdem, to w jakich okolicznościach uzna się, że należy
je wreszcie podnieść?
Jest warunek formalny: organizator imprezy musi opracować i zatwierdzić projekt czasowej organizacji ruchu. To oznacza, że procedura istnieje. System został zaplanowany
nie jako ostateczność, ale jako element standardowego zabezpieczenia.
Dlaczego więc nie został użyty?
Czy przy miejskich imprezach projekt nie powstał? Jeśli nie – dlaczego?
Jeśli powstał – co stanęło na przeszkodzie?
Nie chodzi o sianie paniki ani o tworzenie wizji zagrożeń. Chodzi o elementarną konsekwencję w gospodarowaniu publicznymi pieniędzmi. Kwota 194 tysięcy złotych
to nie jest drobny element małej architektury. To konkretna decyzja inwestycyjna,
która – jak rozumiem – miała swoje uzasadnienie w kwestii bezpieczeństwa mieszkańców.
Jeżeli jednak dziś uznaje się, że nie ma potrzeby korzystania z tych słupków, to rodzi
się oczywiste pytanie: dlaczego w ogóle zostały wykonane i dlaczego wydano na nie środki?
Ta historia nie jest spektakularna. Nie ma w niej wielkiej afery ani politycznego trzęsienia ziemi. Jest coś znacznie bardziej przyziemnego: rozjazd między deklaracją a praktyką. Między tym, co zapisano w odpowiedzi urzędu, a tym, co dzieje się w przestrzeni miasta.
Słupki na Starym Rynku w Słupsku miały być symbolem nowoczesnego, bezpiecznego centrum. Na razie są symbolem czegoś innego – inwestycji, która czeka na swój moment.
































