Kolejny akt oskarżenia, kolejne ofiary. Gdzie zawiódł system?

0
269

Do Sądu Rejonowego w Słupsku trafił kolejny akt oskarżenia wobec instruktora tańca Pawła K., obejmujący następne przestępstwa o charakterze seksualnym, które – jak ustaliła prokuratura – miały mieć miejsce w latach 2022–2025,
a więc już w czasie, gdy przeciwko niemu toczyło się postępowanie karne.

To zmienia wszystko.

Bo nie jest to już historia o jednym procesie i jednym wyroku, lecz o zdarzeniach,
które – mimo wiedzy instytucji i trwającego postępowania – miały się powtarzać.
A to prowadzi do wniosku znacznie poważniejszego niż sam opis sprawy: gdyby reakcja
na pierwsze sygnały była szybka, jednoznaczna i rzeczywista – bez bagatelizowania, bez rozbieżnych komunikatów i bez odkładania decyzji na później – być może dziś nie byłoby kolejnych pokrzywdzonych dziewczynek.
Sprawa instruktora tańca ze Słupska z każdym kolejnym miesiącem przestaje być wyłącznie sprawą jednego człowieka i jego odpowiedzialności karnej. Coraz wyraźniej dotyczy tego, jak działa – albo nie działa – system, który powinien reagować w momencie pojawienia
się pierwszych sygnałów, a nie dopiero wtedy, gdy sprawa trafia do sądu.

Sprawa rozpisana na więcej niż jeden proces

W czerwcu 2025 roku Sąd Okręgowy w Słupsku skazał Pawła K. na 12 lat pozbawienia wolności za przestępstwa o charakterze seksualnym wobec małoletnich dziewczynek, kończąc tym samym pierwszy, kilkuletni etap postępowania, które rozpoczęło się aktem oskarżenia wniesionym w 2020 roku i dotyczyło czynów z lat 2013–2017.

W tym samym czasie, gdy sprawa formalnie oczekuje na swój dalszy bieg, do Sądu Rejonowego w Słupsku trafia kolejny akt oskarżenia przeciwko temu samemu człowiekowi, obejmujący trzy następne przestępstwa o charakterze seksualnym, które – jak wynika
z ustaleń prokuratury – miały mieć miejsce w latach 2022–2025, a więc w okresie,
gdy wcześniejsze postępowanie było już w toku, a sprawa funkcjonowała zarówno
w przestrzeni instytucjonalnej, jak i publicznej.

Trudno więc mówić o dwóch oddzielnych sprawach. Chronologia zaczyna się nakładać,
a zdarzenia – zamiast następować po sobie – współistnieją, tworząc obraz, w którym reakcja systemu nie wyprzedza faktów, lecz próbuje je dogonić.

Z ustaleń śledczych wyłania się przy tym mechanizm, który nie zmienia się wraz
z kolejnymi zarzutami. Relacja zależności – instruktor i kursantka, dorosły i osoba małoletnia, pracodawca i młoda pracownica – staje się punktem wyjścia do nadużycia zaufania, które w kolejnych przypadkach przybiera formę przemocy lub działania podstępem. Wśród pokrzywdzonych znajdują się osoby poniżej 15. roku życia, osoby niepełnoletnie oraz osoba dorosła, co pokazuje, że nie mamy do czynienia z jednorazowym zdarzeniem, lecz z powtarzalnym schematem rozciągniętym w czasie.

To, co nie trafiło do prokuratury

Warto przypomnieć, że już na wcześniejszym etapie tej sprawy – jeszcze zanim przybrała ona obecny wymiar procesowy – do instytucji miejskich trafił anonim wskazujący
na niepokojące relacje instruktora z nieletnimi. Z ustaleń śledczych wynikało później,
że informacja ta została przekazana ówczesnej wiceprezydent Słupska Krystynie Danileckiej-Wojewódzkiej, a dalsze działania ograniczyły się do wewnętrznych ustaleń,
po których – jak relacjonowano – zdecydowano, że „na tym koniec”.
Jednocześnie w przestrzeni publicznej pojawiały się deklaracje władz miasta, że sprawa została niezwłocznie zgłoszona do prokuratury. Problem polega na tym, że stanowisko organów ścigania było w tej kwestii odmienne. Prokuratura Okręgowa w Słupsku informowała wprost, że ani Urząd Miejski, ani Słupski Ośrodek Kultury nie skierowały zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa seksualnego przez Pawła K.
przed wszczęciem śledztwa.
Ta rozbieżność – pomiędzy tym, co deklarowano publicznie, a tym, co wynikało z ustaleń prokuratury – nie jest dziś jedynie sporem o interpretację wydarzeń sprzed kilku lat.
W świetle kolejnych zarzutów staje się jednym z kluczowych elementów całej historii,
bo prowadzi do pytania nie tylko o to, czy system zareagował, ale czy zrobił
to w odpowiednim momencie i z należytą powagą.

Wyrok, który nie zamyka sprawy

Pierwszy akt oskarżenia został wniesiony w 2020 roku i dotyczył czynów z lat 2013–2017. W toku tego postępowania wobec oskarżonego stosowano środki zapobiegawcze: dozór policji, zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi, zakaz pracy z małoletnimi, poręczenie majątkowe. Prokuratura dwukrotnie wnioskowała o zastosowanie tymczasowego aresztowania, które jednak – decyzjami sądów – nie zostało utrzymane w sposób trwały.
Dziś, w świetle nowych zarzutów obejmujących okres, w którym te środki
już obowiązywały, nie sposób pominąć pytania, czy były one adekwatne do realnego ryzyka. Nie w sensie formalnym – bo ten zawsze można uzasadnić – lecz w sensie skuteczności, którą mierzy się wyłącznie tym, czy chronią.

Na tym tle szczególnego znaczenia nabiera także tempo działania sądu.

Wyrok zapadł 16 czerwca 2025 roku, jednak do dziś pozostaje nieprawomocny, ponieważ nie sporządzono jego pisemnego uzasadnienia. Od ogłoszenia orzeczenia minęło
już ponad osiem miesięcy, co oznacza, że sprawa – mimo formalnego rozstrzygnięcia
– nie weszła nawet w fazę apelacyjną.

Zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania karnego (art. 423 § 1), sąd powinien sporządzić uzasadnienie wyroku w terminie 14 dni od złożenia wniosku przez stronę,
a jedynie w sprawach szczególnie zawiłych termin ten może zostać przedłużony. W praktyce oznacza to jednak termin instrukcyjny, którego przekroczenie, nawet wielokrotne, nie rodzi żadnych bezpośrednich konsekwencji prawnych.
Powstaje więc sytuacja, w której prawo dopuszcza opóźnienie, ale jego skutki ponoszone
są poza porządkiem prawnym – w rzeczywistości, w której sprawa pozostaje otwarta,
a jej finał wciąż się oddala.
W tym samym czasie pojawiają się kolejne zarzuty, kolejne pokrzywdzone i kolejne pytania. Nie są to już wyłącznie pytania o winę – tę rozstrzyga sąd – ale o moment, w którym system reaguje i o to, czy potrafi robić to wystarczająco wcześnie.

W tekście „Kiedy kultura nie chroni” (https://tramwajslupski.pl/kiedy-kultura-nie-chroni/) pojawiła się sugestia, że zawodzić mogą nie tylko jednostki, ale także instytucje,
które – z różnych powodów – nie podejmują działań w chwili, gdy pojawiają się pierwsze sygnały. Dziś ta perspektywa rozszerza się na kolejne poziomy: decyzje o środkach zapobiegawczych, tempo prowadzenia postępowania, zdolność do reagowania w trakcie trwania sprawy, a nie dopiero po jej formalnym zamknięciu.

To, czego nie widać w aktach

W tym wszystkim najłatwiej zgubić to, co najważniejsze.
Bo ta sprawa – opisywana w aktach, komunikatach i kolejnych artykułach – nie jest tylko ciągiem zdarzeń ani zbiorem decyzji podejmowanych przez instytucje. Jest przede wszystkim doświadczeniem konkretnych osób, które przez lata funkcjonowały w relacji
z kimś, komu ufały, i które – jak dziś wynika z ustaleń – zostały w tym zaufaniu wykorzystane.

Dla nich ta historia nie zaczyna się od aktu oskarżenia ani nie kończy się wyrokiem.

Nie mieści się w terminach procesowych, uzasadnieniach ani kolejnych etapach postępowania. Rozgrywa się poza nimi – w pamięci, w poczuciu bezpieczeństwa,
które zostało naruszone, w relacjach, które przestały być oczywiste, i w konsekwencjach, których nie da się uporządkować żadnym orzeczeniem.
Tu chodzi również o coś znacznie trudniejszego do uchwycenia: o to, czy wszystko,
co mogło ograniczyć skalę tej krzywdy, zostało zrobione wtedy, kiedy było to jeszcze możliwe.
Bo każda taka historia ma swój moment, w którym można było sprawić, że będzie krótsza.
Mniej bolesna i mniej dotkliwa w swoich skutkach.

 

Szanowna Czytelniczko, Szanowny Czytelniku,
ten tekst jest autorskim komentarzem do wydarzeń i dokumentów, które funkcjonują w przestrzeni publicznej. Nie musi on odzwierciedlać Twojego punktu widzenia. Zachęcamy jednak do uważnego śledzenia faktów, sięgania
do źródeł i samodzielnego wyrobienia sobie opinii.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here