Dworzec czy bunkier? Słupsk dostał lekcję, której nie powinien zapomnieć

0
156

Nowy dworzec kolejowy w Słupsku coraz śmielej pokazuje, czym zamierza być. Zza ogrodzenia placu budowy wyrasta masywna, rdzawobrązowa bryła i kończy się czas pocieszania się, że to tylko etap prac, rusztowania albo niefortunne pierwsze wrażenie. Rusztowania znikną, plac budowy zostanie uprzątnięty,
ale dworzec pozostanie. I raczej nie wydarzy się architektoniczny cud,
który
po przecięciu wstęgi zamieni go w zupełnie inny budynek.

Mamy dworzec. A trochę mamy bunkier.

Można oczywiście dyskutować o gustach. Jednym spodoba się geometryczna bryła
i ceramiczna elewacja, inni będą patrzyli na nią jak na schron, którego Słupsk wprawdzie nie zamawiał, ale skoro już stoi, to może kiedyś się przyda. Problem w tym, że dyskusja
o powstającym, nowym dworcu od początku jest czymś więcej niż sporem o to,
czy budynek jest ładny.
Pytanie jest więc inne: dlaczego w jednym mieście samorząd potrafił usiąść z PKP
do rozmów, zgłaszać swoje uwagi i doprowadzić do zmian w projekcie, a w drugim trudno dziś dostrzec ślady podobnej determinacji?
Żeby poszukać odpowiedzi, wystarczy pojechać 110 kilometrów na zachód – do Koszalina.

Ten sam inwestor, zupełnie inna rozmowa

O procedurę przygotowania tamtejszego dworca zapytaliśmy Urząd Miejski w Koszalinie. Odpowiedziała nam Anna Makarewicz, rzeczniczka prasowa Miasta, która na początku zwróciła uwagę na ważne rozróżnienie:

„Na wstępie chcę zaznaczyć, że ani miasto, ani prezydent nie byli organami odpowiedzialnymi za formalne zatwierdzenie projektów architektonicznego i budowlanego nowego dworca, ani za wydanie pozwolenia na jego budowę.”

Pozwolenie na budowę wydał w grudniu 2021 roku wojewoda zachodniopomorski. Miasto nie projektowało więc dworca za PKP i nie mogło formalnie zatwierdzić jego architektury. Ale, to właśnie jest najważniejsze – nie oznaczało to, że Koszalin uznał sprawę za cudzą.

„Koszaliński samorząd uczestniczył jednak w pracach związanych z przygotowaniem inwestycji. Od wielu lat zabiegał w PKP S.A. o kompleksową modernizację istniejącego
lub budowę nowego dworca”
– wyjaśnia Anna Makarewicz.

I dodaje coś, co w kontekście Słupska brzmi szczególnie interesująco:

„Z tego względu od początku przywiązywaliśmy wagę do jakości architektonicznej, funkcjonalności projektu oraz powiązania nowego dworca z miejskim układem komunikacyjnym.”

Koszalin nie miał zatem formalnego prawa powiedzieć PKP: ten projekt zatwierdzamy,
a tego nie. Wykorzystał jednak okazję by dać do zrozumienia inwestorowi, że: to jest nasze miasto, ten budynek będzie jego częścią i mamy wobec niego konkretne oczekiwania.
W październiku 2018 roku odbyły się otwarte konsultacje społeczne. Uczestniczyli w nich mieszkańcy, radni, przedstawiciele organizacji pozarządowych i aktywiści. Rozmawiano
o potrzebach i oczekiwaniach wobec przyszłego dworca, pokazywano również przykłady inwestycji z innych miast.
Później, kiedy w latach 2020-2021 wyłoniona przez PKP pracownia TBiArchitekci z Gdańska przygotowywała koncepcję nowego budynku, rozmowa się nie skończyła.

„Miasto uczestniczyło w konsultacjach i koordynacji projektu z PKP S.A.” – informuje rzeczniczka.

9 lutego 2021 roku odbyło się spotkanie koordynacyjne, a 27 sierpnia – publiczna prezentacja koncepcji architektonicznej w Urzędzie Miejskim.
Najważniejsze wydarzyło się jednak pomiędzy.

Koszalin powiedział, czego chce. I projekt się zmienił

Samorząd wskazuje dwa konkretne rozwiązania, na które udało mu się wpłynąć.
Pierwsze dotyczyło skali budynku. PKP brało pod uwagę wariant oszczędniejszy – parterowy obiekt z wyższym elementem wejściowym. Koszalin opowiedział się jednak za większym dworcem. Jak wyjaśnia Anna Makarewicz, jednym z najważniejszych postulatów było:

„Powstanie pełnowymiarowego, dwukondygnacyjnego budynku dworca, odpowiadającego randze i wielkości Koszalina, możliwościom działki oraz istniejącemu układowi urbanistycznemu.”

I właśnie taki wariant znalazł się w ostatecznej koncepcji. Druga istotna zmiana dotyczyła miejskiego przejścia podziemnego. Początkowo rozważano pozostawienie tunelu
w dotychczasowym układzie, co oznaczałoby wyjście na powierzchnię i dojście do dworca przez plac. Samorząd zabiegał natomiast o jego przedłużenie i bezpośrednie połączenie
z budynkiem.

„Miastu zależało na takim rozwiązaniu, ponieważ pozwala ono funkcjonalnie domknąć układ komunikacyjny i zapewnić bezpośrednie przejście z tunelu do wnętrza dworca” – tłumaczy rzeczniczka.

Ten postulat również został przyjęty.

„Oba te rozwiązania były dla nas istotne i zostały uwzględnione w rozwijanej następnie koncepcji inwestycji” – podkreśla Anna Makarewicz.

Koszalin może dziś wskazać konkretne elementy projektu, które wyglądają inaczej właśnie dlatego, że samorząd zabrał głos. Rzeczniczka precyzyjnie opisuje charakter
tej współpracy:

„Miasto nie pełniło roli projektanta ani organu zatwierdzającego dokumentację projektową, niemniej przedstawiało PKP S.A. swoje oczekiwania i postulaty jako samorząd oraz gospodarz miasta, na którego terenie realizowana jest inwestycja o istotnym znaczeniu publicznym.”

Właśnie słowo „gospodarz” wydaje się tutaj kluczowe zwłaszcza dla inwestycji, która miała na dziesięciolecia stać się częścią jego przestrzeni. W 2021 roku, Piotr Jedliński, ówczesny prezydent Koszalina mówił o dworcu jako o „bramie, przez którą turyści wchodzą
do naszego miasta” i podkreślał, że uwagi samorządu są przez PKP traktowane poważnie. Oficjalna informacja miasta z tego samego roku potwierdza, że publicznie zaprezentowana koncepcja uwzględniała zarówno sugestie samorządu, jak i wnioski z konsultacji społecznych.
I tu wracamy do Słupska.

W Słupsku też były konsultacje. Tylko co z nich zostało?

Zapytaliśmy o to bezpośrednio PKP. Rzecznik spółki Michał Stilger odpowiedział:

„W 2018 r., jeszcze przed przygotowaniem koncepcji inwestycji, spółka PKP zorganizowała w Słupskim Centrum Organizacji Pozarządowych i Ekonomii Społecznej konsultacje społeczne (w formie tzw. warsztatów kreatywnych), w których wzięli udział mieszkańcy oraz samorządowcy (m.in. wiceprezydent Miasta, przewodnicząca Rady Miejskiej). Następnie wykonane zostały studium wykonalności oraz prace projektowe.”

To prawda. Dotarliśmy do prasowych relacji z tamtego czasu.

Warsztaty odbyły się 25 stycznia 2018 roku. Uczestniczyło w nich około 50 osób.
Byli mieszkańcy, przedstawiciele PKP i samorządu. Ówczesnym wiceprezydentem był Marek Biernacki, przewodniczącą Rady Miejskiej – Beata Chrzanowska.
Tyle że już relacja opublikowana po spotkaniu pozostawia po sobie pewien niedosyt. Przedstawiciele PKP nie przywieźli bowiem żadnej koncepcji przyszłego budynku.
Nie było więc czego oceniać pod względem architektonicznym. Warsztaty miały dopiero odpowiedzieć na pytanie, czego mieszkańcy chcieliby od przyszłego dworca.
Paweł Wróblewski z Biura Inwestycji PKP mówił wówczas „Głosowi Pomorza”:

„Na razie chcemy zorientować się, czego w związku z dworcem słupszczanie by chcieli,
a czego nie. Temu służą dzisiejsze warsztaty”.

PKP zapowiadało, że jeszcze przez pół roku będzie przyjmować sugestie, a dopiero potem rozpocznie się etap studyjny i projektowy. Problem w tym, że część uczestników już wtedy wychodziła rozczarowana. Jedna z kobiet powiedziała gazecie:

„Mam wrażenie, że tu chodzi jedynie o odfajkowanie konsultacji społecznych. Ankieta, którą wypełniłam, była jakaś dziwna. Niewiele z niej wynikało”.

To zdanie po ośmiu latach brzmi zaskakująco aktualnie.

Źródło. Bałtycka Biblioteka Cyfrowa

Dworzec miał pasować do Słupska

Jeszcze ciekawsze jest to, co władze Miasta mówiły bezpośrednio po konsultacjach.
W kwietniu 2018 roku, kiedy PKP zdecydowało już, że istniejący dworzec zostanie rozebrany, Marek Biernacki informował o ustaleniach z kolejami. Miasto wiedziało, że nowy obiekt będzie znacznie mniejszy, trzypoziomowy, odsunięty od torów i powiązany
z tunelem. Ale władze Słupska miały też oczekiwanie dotyczące architektury.

„Mamy takie zapewnienie i uczulaliśmy na to PKP, że takie są przede wszystkim oczekiwania mieszkańców, by nie był to typowy budynek modułowy, ale obiekt uwzględniający okoliczną secesyjną zabudowę” – mówił wówczas Biernacki.

PKP miało zapewnić, że dołoży starań, aby budynek był „ciekawy”. Polskie Radio Koszalin relacjonowało tę sprawę jeszcze prościej: władze Słupska chciały, aby nowy dworzec wpasowywał się w sąsiadującą z nim secesyjną zabudowę. I ten fragment warto zapamiętać, patrząc dziś na budowę, bo gdzieś pomiędzy oczekiwaniem z 2018 roku
a projektem pokazanym mieszkańcom kilka lat później zgubiliśmy po drodze secesję.

Projekt powstawał. Słupsk czekał

W listopadzie 2020 roku Rafał Maliński, prezes warszawskiej pracowni Studium projektującej nowy dworzec, mówił, że trwa etap analiz i koncepcji. Projektant świetnie zdawał sobie sprawę z urbanistycznego znaczenia miejsca:

„Kłopot z tym dworcem jest taki, że on mimo, że będzie mniejszy, musi być dominantą
tej przestrzeni, bo jest w osi i kończy ulicę Wojska Polskiego”.

Projektowano więc nie pawilon gdzieś na obrzeżach. Projektowano budynek zamykający perspektywę jednej z najbardziej charakterystycznych ulic Słupska. A później zrobiło
się cicho. Rzecznik PKP zapewnia nas dziś, że przedstawiciele spółki i miasta odbywali
na różnych etapach spotkania robocze.

„Na różnych etapach – zarówno przygotowania inwestycji, jak i już w trakcie realizacji, np. w zakresie organizacji ruchu w rejonie prowadzonej budowy – przedstawiciele PKP S.A.
i Miasta Słupsk odbywali spotkania o charakterze roboczym”
– napisał Michał Stilger.

W 2023 roku przedstawiciele PKP uczestniczyli również w zorganizowanym przez Miasto spotkaniu z architektami, podczas którego – jak informuje rzecznik – „szerzej omówili założenia inwestycji”. Tyle że właśnie w 2023 roku mieszkańcy zobaczyli projekt
i rozpoczęła się awantura.

Architekta chyba nigdy nie było w Słupsku”

Główny zarzut był niemal dokładnym przeciwieństwem tego, czego władze miasta chciały pięć lat wcześniej.
Nowy budynek nie pasuje do ulicy Wojska Polskiego.

„Moim zdaniem, architekta projektującego dworzec chyba nigdy nie było w Słupsku.
Ten budynek kompletnie nie pasuje do budynków na ulicy Wojska Polskiego”
– mówił
w marcu 2023 roku Tomasz Urbaniak, pasjonat historii miasta.
W publicznej dyskusji pojawiły się określenia „kanciasty klocek”, „architektoniczny bubel” czy „symbol braku kreatywności”. Sprawą zajęła się nawet posłanka Paulina Matysiak. PKP odpowiadało, że budynek reprezentuje współczesne trendy i będzie nowoczesną bramą
do miasta. Jednocześnie spółka powoływała się na konsultacje z mieszkańcami i władzami Słupska. Tyle że konsultacje z 2018 roku dotyczyły potrzeb i oczekiwań, bo projektu jeszcze nie było. I właśnie tutaj leży zasadnicza różnica.

Koszalin miał uwagi do projektu. Słupsk miał uwagi, kiedy projekt był gotowy

Nie twierdzimy, że w Słupsku nikt z nikim nie rozmawiał. Dokumenty i wypowiedzi temu przeczą. Rozmawiano. Pytanie brzmi: z jakim skutkiem? Koszalin potrafi dziś wskazać palcem dwa konkretne rozwiązania i powiedzieć: tego chciało miasto, inwestor rozważał
coś innego, rozmawialiśmy i projekt został zmieniony. Sama Anna Makarewicz podsumowuje charakter tej relacji jednoznacznie:

„Była to zatem współpraca konsultacyjna i koordynacyjna z inwestorem, a nie formalna opinia projektu wydawana w ramach procedury administracyjno-budowlanej.”

To rozróżnienie jest ważne również dla Słupska. Argument, że dworzec był inwestycją PKP, nie zamyka więc dyskusji o roli samorządu. Koszalin również nie był inwestorem, projektantem ani organem wydającym pozwolenie. A jednak wpływał. W Słupsku w 2018 roku samorząd publicznie deklarował, że nowy budynek powinien uwzględniać secesyjną zabudowę. Pięć lat później właśnie brak związku z tą zabudową stał się podstawowym zarzutem wobec projektu. A były wiceprezydent Marek Biernacki, ten sam, który uczestniczył w rozmowach w 2018 roku, mówił w marcu 2023 roku:

„Szkoda, że PKP tak długo zwlekały z konsultacjami w sprawie tej inwestycji. To długo była wiedza tajemna”.

Dodawał, że proces powinien być bardziej uspołeczniony oraz, że zabrakło determinacji zarówno PKP, jak i Miasta. Trudno znaleźć lepsze podsumowanie.

A stary dworzec? Arcydziełem też nie był

Nie ma sensu budować legendy poprzedniego budynku. Stary słupski dworzec nie był perłą architektury, którą należało otoczyć aksamitnym sznurem i wpisać do przewodników.
Był ogromny, niefunkcjonalny, kosztowny w utrzymaniu i pochodził z zupełnie innej epoki
i kolei, i architektury. Już w 2018 roku część argumentów za jego rozbiórką była racjonalna. Nowy obiekt miał być mniejszy, bardziej dostępny i funkcjonalny. Spór nigdy nie musiał więc brzmieć: stary czy nowy? Mógł brzmieć: jaki ma być ten nowy? I właśnie tę rozmowę Słupsk najwyraźniej przespał.

Pierwsze wrażenie robi się tylko raz

Dzisiaj możemy już tylko patrzeć, jak to, co jeszcze niedawno było wizualizacją, zamienia się w rzeczywisty budynek. PKP opisuje go jako nowoczesną, geometryczną bryłę
z ceramiczną elewacją w odcieniach cegły. W środku znajdą się poczekalnia, lokale usługowe, toalety, gastronomia i kasy. Zachowany zostanie również charakterystyczny neon „Słupsk”. Być może dworzec będzie funkcjonalny. Być może za kilka lat przywykniemy nawet do jego wyglądu. Tylko, że architektura miasta nie powinna powstawać na zasadzie: przyzwyczaicie się.
Dworzec jest budynkiem szczególnym. Dla tysięcy ludzi przyjeżdżających koleją będzie pierwszym fragmentem Słupska, jaki zobaczą po wyjściu z pociągu. Koszalin w oficjalnych materiałach nazwał swój dworzec „bramą” do miasta. Trudno o trafniejsze określenie. Słupsk również buduje swoją bramę. Tyle że nasza trochę przypomina wejście do schronu.
Może więc jakieś porozumienie pomiędzy Miastem a PKP jednak udało się osiągnąć.
W czasach, gdy coraz częściej rozmawiamy o braku schronów, Słupsk będzie miał przynajmniej budynek, który już z daleka sprawia wrażenie przygotowanego na trudne czasy. Żart jest łatwy. Wniosek już znacznie mniej zabawny.
Nie każda inwestycja prowadzona w Mieście jest inwestycją samorządu. Nie za każdą płaci miejski budżet i nie każdą zatwierdza prezydent. Mamy jednak prawo oczekiwać od władz, że będą interesowały się tym, co powstaje w najważniejszych punktach Słupska
i co zostanie z nami na następne kilkadziesiąt lat. Zwłaszcza jeśli mówimy o miejscu,
przez które dla wielu przyjezdnych zaczyna się całe Miasto.
I właśnie dlatego przykład Koszalina jest tak ważny. Pokazuje, że nie trzeba mieć pieczątki pozwalającej zatwierdzić projekt, żeby próbować go zmienić. Można rozmawiać, zgłaszać uwagi, stawiać oczekiwania i pilnować interesu Miasta. Formalne kompetencje mają znaczenie. Ale równie ważne jest to, czy samorząd chce wykorzystać możliwości, które ma.

Słupskiego dworca już nie zmienimy. Warto jednak zapamiętać nie tylko to, jak wygląda, ale również drogę, która do niego doprowadziła. Bo kolejny projekt, który ktoś zechce postawić w jednym z najważniejszych miejsc Słupska, nie powinien stawać się sprawą mieszkańców dopiero wtedy, gdy pokaże się im gotową wizualizację i zapyta, co o niej sądzą. Wtedy nie rozmawia się już o tym, jak miasto mogłoby wyglądać, ale pokazuje
się tylko, jak będzie wyglądało.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here