40 zł za śmieci. Zanim zapłacimy więcej, policzmy cały system

0
279

Od 1 stycznia 2027 roku słupszczanie zapłacą za odpady 40 zł miesięcznie
od osoby zamiast dotychczasowych 31,50 zł. Czteroosobowa rodzina wyda
więc o 408 zł więcej rocznie. Miasto tłumaczy podwyżkę rosnącymi kosztami, większą ilością odpadów i skutkami systemu kaucyjnego. Tyle że za tymi 40 zł kryje się znacznie więcej: rosnące koszty zagospodarowania odpadów, milionowe inwestycje PGK, osoby niewidoczne w deklaracjach, 1,2 mln zł prognozowanego ubytku po wprowadzeniu kaucji i decyzja, by brakujących pieniędzy nie dołożyć
z budżetu miasta. Skoro rachunek wystawiono mieszkańcom,
warto przeczytać go do ostatniej pozycji.

Rada Miejska zdecydowała 30 września. Za podniesieniem opłaty głosowało 12 radnych, dziewięciu było przeciw, dwóch wstrzymało się od głosu. Od nowego roku podstawowa stawka wyniesie 40 zł od osoby. Właściciele domów jednorodzinnych kompostujący bioodpady będą mogli skorzystać z 3-złotowego zwolnienia, natomiast w przypadku niewypełniania obowiązku segregacji opłata wyniesie 80 zł.

Podwyżka oznacza wzrost opłaty o 8,50 zł, czyli niemal 27 procent. Jedna osoba zapłaci
w ciągu roku dodatkowe 102 zł, czteroosobowa rodzina – 408 zł.
Według przedstawionych radnym danych koszty systemu odbioru i zagospodarowania odpadów w 2026 roku oszacowano na ponad 30,2 mln zł przy wpływach wynoszących około 28,25 mln zł. Brakuje więc blisko 2 mln zł.
Na tym jednak rachunek się nie kończy. Prognozowany koszt systemu w 2027 roku
to ponad 32,6 mln zł, a w 2028 – już ponad 35,3 mln zł.
Można więc podnieść opłatę i na jakiś czas zasypać finansową dziurę. Znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dziura rośnie i co zrobiono, aby była mniejsza.

Największa pozycja na rachunku

Około 64 procent kosztów słupskiego systemu stanowi zagospodarowanie odpadów.
Już samo to każe uważniej przyjrzeć się PGK.
Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej jest spółką należącą do miasta. Słupsk pobiera więc opłatę od mieszkańców, a następnie znaczną część tych pieniędzy przeznacza
na usługę świadczoną przez własną spółkę. Nie ma w tym niczego niezwykłego.
Jest natomiast wystarczający powód, aby mieszkańcy mogli zobaczyć nie tylko końcową fakturę, ale również to, z czego wynika zapisana na niej podwyżka.
Ile Słupsk zapłacił PGK za zagospodarowanie odpadów w 2023, 2024 i 2025 roku?
Ile zapłaci w 2026? Jak w tym czasie zmieniała się cena zagospodarowania jednej tony odpadów zmieszanych, bioodpadów, tworzyw, papieru czy szkła? Jaką część wzrostu powodują wynagrodzenia, energia, paliwa i opłaty środowiskowe, a jaką inwestycje, amortyzacja i koszty finansowe?
Stwierdzenie, że koszty rosną, opisuje skutek. Nie wyjaśnia jeszcze jego przyczyny.

Bierkowo. Od 55 do prawie 85 milionów

W tle podwyżki znajduje się jedna z największych inwestycji PGK ostatnich lat – budowana w Bierkowie instalacja do fermentacji bioodpadów.

W 2022 roku Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej informował,
że przedsięwzięcie będzie kosztowało blisko 55 mln zł. Instalacja miała mieć
wydajność 15 tys. ton bioodpadów rocznie, a jej finansowanie obejmować 13,2 mln zł dotacji i 30,8 mln zł pożyczki. Później liczby znacząco się zmieniły.

PGK podało wartość projektu wynoszącą 84 883 087,40 zł brutto. Dotacja z NFOŚiGW wzrosła do 19 795 282 zł, a pożyczka do 47 903 424 zł.

Różnica pomiędzy pierwotnie podawaną wartością a obecną sięga więc około 30 mln zł.
Sam wzrost kosztów nie jest dowodem na nieprawidłowość. Zmieniały się ceny materiałów, robocizny i technologii, zmianie mógł ulec także zakres inwestycji. Przy 30 mln zł różnicy pytanie o przyczynę przestaje być jednak drobiazgiem.
Co konkretnie wydarzyło się pomiędzy projektem za około 55 mln a inwestycją
za prawie 85 mln zł?
Zwłaszcza że Bierkowo nie ma być jedynie miejscem, do którego przywozi się odpady
i płaci za ich zagospodarowanie.

Ze śmieci mają powstawać pieniądze

Instalacja ma prowadzić fermentację selektywnie zbieranych bioodpadów. W procesie powstanie biogaz wykorzystywany do produkcji energii, a kolejnym efektem przetwarzania ma być kompost lub produkt nawozowy. PGK wskazuje także na produkcję energii ze źródeł odnawialnych.
To oznacza, że inwestycja ma nie tylko generować koszty. Ma także przynosić wymierne korzyści ekonomiczne.
Jakie? Ile energii rocznie wyprodukuje instalacja? Ile PGK dzięki temu zaoszczędzi
na jej zakupie albo zarobi na sprzedaży? Jaką wartość będzie miał produkt nawozowy?
Ile będzie kosztowała eksploatacja obiektu i obsługa pożyczki wynoszącej prawie 48 mln zł?

I najważniejsze: czy i kiedy inwestycja za niemal 85 mln zł przełoży się na koszt zagospodarowania odpadów ponoszony przez mieszkańców?

Tak duża inwestycja musiała zostać poprzedzona analizami ekonomicznymi.
Warto je pokazać. Szczególnie teraz, kiedy jednym z argumentów przemawiających
za sięgnięciem głębiej do kieszeni mieszkańców są rosnące koszty.

1,2 miliona znika razem z butelkami?

Kolejnym argumentem miasta jest system kaucyjny.
Ratusz wskazuje, że z żółtego worka odpływają najbardziej wartościowe surowce – przede wszystkim PET i inne opakowania objęte kaucją. Zostają natomiast odpady, których zagospodarowanie kosztuje. Finansowy skutek tej zmiany oszacowano na około 1,2 mln zł.
Mechanizm jest zrozumiały. Butelka PET czy aluminiowa puszka mają wartość
jako surowiec. Jeżeli zamiast do żółtego pojemnika trafiają do systemu kaucyjnego, miejski system nie uzyska już przychodu z ich sprzedaży.
Ale skoro 1,2 mln zł stało się jednym z argumentów za podwyżką, warto zobaczyć sposób wyliczenia tej kwoty.
Ile ton PET i aluminium ma zniknąć ze słupskiego strumienia odpadów?
Za ile surowce te były dotychczas sprzedawane? Czy 1,2 mln zł oznacza wyłącznie utracony przychód, czy uwzględnia również mniejsze koszty odbioru, sortowania
i dalszego zagospodarowania opakowań, których PGK już nie poniesie?

Różnica jest zasadnicza. Utracony przychód nie jest bowiem tym samym co ostateczna strata.

Skoro butelka ma wartość, kto na niej zarabia?

System kaucyjny rodzi jeszcze jedno pytanie.
Skoro odpływ PET i aluminium ma pozbawić słupski system 1,2 mln zł, czy miasto albo PGK sprawdziły możliwość aktywnego uczestniczenia w nowym systemie?
Nie jest tak, że wystarczy kupić butelkomat i zatrzymać wartość wszystkiego, co do niego trafi. System opiera się na operatorach odpowiedzialnych za rozliczenia kaucji
i zagospodarowanie zebranego materiału. Punkty zbiórki mogą jednak współpracować
z operatorami i otrzymywać wynagrodzenie za obsługę systemu.
Czy PGK policzyło taki wariant? Ile kosztowałby zakup i serwis urządzeń? Jakie przychody mogłyby generować? Po jakim czasie inwestycja miałaby szansę się zwrócić?
Jeżeli rachunek pokazał, że własne punkty lub automaty nie mają ekonomicznego sensu – dobrze byłoby ten rachunek zobaczyć.
Jeżeli nikt tego nie policzył, pytanie brzmi inaczej: dlaczego nie?
Bo trudno jednocześnie wskazywać 1,2 mln zł jako skutek odebrania systemowi wartościowego surowca i nie sprawdzić, czy miejska spółka może odzyskać choć część
tej wartości w nowym modelu.

Ilu mieszkańców rzeczywiście płaci?

Drugim miejscem, w którym mogą ginąć pieniądze, są deklaracje.

I tutaj pojawia się głos radnego Adama Sędzińskiego, który głosował przeciwko podwyżce. Po sesji opublikował obszerny komentarz. Wskazał w nim zarówno rosnące koszty PGK, jak i prognozę przekroczenia 35 mln zł kosztów systemu w 2028 roku, możliwość dopłacania do niego z budżetu oraz problem osób niewykazywanych w deklaracjach.

Sędziński napisał:

„Za dwa lata rocznie na system wydamy ponad 35 mln zł. To taki system samofinansujący jest przecież. Faktury za usługi otrzymamy od PGK, firmy miasta – założę się,
że wykorzystamy każdą złotówkę pobieraną od mieszkańców miasta, aż zabraknie środków.
I co, znowu podniesiemy stawki i nadal nikt nie zajrzy głębiej do kosztów funkcjonowania tej spółki, nie zwiększy ilości osób płacących za odpady? (…) Jak mantrę słyszymy: system odpadowy musi się sam bilansować, ale wcale nie musi, to zależy od decyzji radnych. (…) W Słupsku około 10 000 osób nie płaci za odpady, bo nie deklaruje osób w deklaracjach – co zrobiliśmy, aby to zmienić? 250 kontroli. Co z nich wynika? Materiał ma być dosłany radnym później”.

Wypowiedź radnego jest racjonalna i właśnie dlatego tak interesujący jest drugi element wypowiedzi Sędzińskiego: 250 kontroli.

Co wykazały?

Ile deklaracji było nieprawidłowych? Ilu mieszkańców dopisano do systemu?
Ile dodatkowych pieniędzy dzięki temu wpłynęło? Tutaj matematyka jest wyjątkowo prosta. Przy stawce 40 zł każdy tysiąc dodatkowych osób prawidłowo objętych opłatą oznacza 480 tys. zł rocznie. Dwa tysiące – 960 tys. zł. Cztery tysiące – 1,92 mln zł.
Nie oznacza to, że właśnie tylu niepłacących mieszkańców uda się znaleźć.
Pokazuje za to coś innego: uszczelnienie systemu również ma swoją cenę. A właściwie – swoją wartość. Zanim podniesie się rachunek tym, którzy już płacą, rozsądnie jest
więc zapytać, czy zrobiono wszystko, aby płacili również ci, którzy także powinni.

System musi się bilansować. Tylko niekoniecznie w ten sposób

W dyskusji podczas sesji wielokrotnie powracał argument, że system gospodarki odpadami musi się bilansować. I tutaj potrzebne jest ważne rozróżnienie. Pieniądze pobrane
od mieszkańców w ramach opłaty śmieciowej mają szczególny charakter. Nie można
ich wydać na dowolne inne zadania miasta. Nie działa to jednak w drugą stronę.

Prawo nie zabrania dołożenia do systemu pieniędzy z innych dochodów gminy.

Art. 6r. ust. 2da. Ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach pozwala radzie zdecydować o pokryciu części kosztów gospodarki odpadami z dochodów własnych niepochodzących z opłaty śmieciowej. Jedną z przesłanek jest właśnie sytuacja, w której wpływy z opłat są niewystarczające do pokrycia kosztów. To nie jest prawna ciekawostka,
z której nikt nie korzysta. Koszalin ma uchwałę umożliwiającą pokrywanie części kosztów systemu z innych dochodów własnych. Podobne decyzje podejmowały również inne samorządy, między innymi Sandomierz i Przemyśl. Nie znaczy to, że Słupsk powinien postąpić tak samo. Każde miasto ma inną sytuację finansową, strukturę systemu i inne wydatki. Oznacza natomiast, że podwyżka nie była jedynym rozwiązaniem dopuszczonym przez prawo.

Dwa miliony. Dużo czy mało?

Jeżeli w tegorocznym systemie brakuje około 2 mln zł, warto spojrzeć na tę kwotę również z perspektywy całego budżetu Słupska, którego skala zbliża się do miliarda złotych.
Dwa miliony stanowią jego niewielki ułamek. Ale nadal są dwoma milionami.
Pieniądze przeznaczone na odpady nie zostaną wydane na komunikację, szkołę, drogę, kulturę, pomoc społeczną czy inne miejskie zadanie. To uczciwy argument przeciwko dopłacie i nie ma sensu go przemilczać. Jest jednak również druga strona.

Budżet miasta to nie pieniądze „miasta” w oderwaniu od mieszkańców.
To również pieniądze mieszkańców.

Dlatego rzeczywisty wybór nie brzmi: „zapłacą mieszkańcy czy zapłaci miasto?”.
W obu przypadkach mówimy o publicznych pieniądzach. Różnica polega na sposobie rozłożenia ciężaru. Można finansować system wyłącznie z opłat jego użytkowników.
Można część niedoboru pokryć z innych dochodów. Można również połączyć kilka rozwiązań: częściową dopłatę, skuteczniejsze kontrole deklaracji, analizę kosztów PGK
oraz poszukiwanie nowych źródeł przychodów.
Słupsk zdecydował inaczej. Brakujące pieniądze mają w większym stopniu pochodzić
z kieszeni osób objętych systemem. To decyzja. Nie ustawowa konieczność.

A za dwa lata?

I właśnie dlatego szczególnie ciekawa jest prognoza na 2028 rok: ponad 35,3 mln zł kosztów. Jeżeli dziś odpowiedzią na niedobór jest zwiększenie stawki do 40 zł,
co stanie się, kiedy koszty ponownie wzrosną? 43 zł? 45? 50? A może wcześniej uda się obniżyć koszty, zwiększyć liczbę osób finansujących system, wykorzystać efekty inwestycji w Bierkowie albo znaleźć nowe źródła przychodów?
Do tego dochodzi jeszcze Rozszerzona Odpowiedzialność Producenta – ROP. Jej założeniem jest przeniesienie większej części kosztów zagospodarowania opakowaniami na tych, którzy wprowadzają je na rynek. Jeżeli w przyszłości oznaczać to będzie dodatkowe pieniądze dla systemów komunalnych, pojawi się bardzo proste pytanie: czy wraz ze spadkiem obciążeń systemu spadnie również opłata wnoszona przez mieszkańców? Bo mechanizm nie powinien działać tylko w jedną stronę. Kiedy rosną koszty – podnosimy stawkę. Kiedy znika wartościowy PET – podnosimy stawkę. Kiedy spadają ceny surowców – podnosimy stawkę.
A kiedy pojawią się oszczędności albo nowe przychody?

Rachunek jeszcze nie jest zamknięty

30 września radni odpowiedzieli na jedno pytanie: ile słupszczanie będą płacili za odpady
od przyszłego roku. 40 zł od osoby. Pozostałe odpowiedzi nadal są potrzebne.

Jak policzono 1,2 mln zł skutków systemu kaucyjnego? Co przyniosło 250 kontroli deklaracji? Jak zmieniała się faktura PGK i z czego wynika wzrost znajdującej się na niej ceny? Dlaczego wartość inwestycji w Bierkowie wzrosła z około 55 do niemal 85 mln zł? Ile energii i pieniędzy ma przynieść nowa instalacja? Czy PGK analizowało udział w systemie kaucyjnym? Czy policzono wariant częściowej dopłaty z budżetu? Jak na finanse systemu wpłynie ROP?

Każde z tych pytań dotyczy tej samej kwoty zapisanej na rachunku mieszkańca.
Dlatego 40 zł nie kończy dyskusji o słupskich śmieciach. Daje natomiast dobry powód,
żeby zajrzeć do rachunków.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here