Ofiara, grzech i wiejski trybunał. O książce Janusza Macieja Jastrzębskiego

0
536

Są historie, które bolą, bo przypominają o tym, co wolelibyśmy przemilczeć. Krucjata Obłudowska Janusza Macieja Jastrzębskiego to właśnie taka opowieść – o obłudzie, przemocy i kobiecie, która zamiast wsparcia otrzymała wyrok wydany przez własną społeczność.

Janusz Maciej Jastrzębski w Krucjacie Obłudowskiej mierzy się z tematem, który w Polsce wydawałoby się przerobiliśmy już na wszystkie sposoby: aborcja, prawa kobiet, przemoc wobec nich i społeczny ostracyzm. A jednak książka uświadamia nam, że choć przez lata krzyczeliśmy na ulicach, protestowaliśmy pod sądami i sejmami, choć temat przewijał się przez media, debaty i kampanie wyborcze – to wciąż pozostaje niezałatwiony. Kobiety nadal są karcone, stygmatyzowane, zawstydzane. Nadal zmuszane do przeżywania dramatu nie tylko w samotności, lecz także pod pręgierzem opinii publicznej.

Scenerią tej historii jest fikcyjne Obłudowo – wieś, w której czas niby płynie w XXI wieku, ale mentalność uparcie trwa w świecie patriarchatu, szowinizmu i moralnego dogmatyzmu. To nie tylko literacka fikcja – to przejrzysta metafora Polski, w której nowoczesność zderza się z zakurzonymi nakazami i zakazami.

Główna bohaterka, Hania, to kobieta z krwi i kości – nauczycielka, którą dzieci darzą sympatią, a dorośli szacunkiem. Jej życie zostaje nagle podeptane i zmiażdżone w sposób, którego nie uniesie żadna ludzka godność. Wracając od rodziców, pada ofiarą brutalnego gwałtu – aktu przemocy tak okrutnego, że ledwie uchodzi z życiem. W chwili tego koszmaru nosi już w sobie początek trzeciej ciąży. I choć wydawałoby się, że dramat matki, kobiety
i ofiary zjednoczy społeczność wokół współczucia, solidarność okazuje się tylko cienką warstwą pozoru. Pierwsze łzy litości szybko wysychają, a ich miejsce zajmuje chłód
i podejrzliwość. Gdy Hania nie odzyskuje psychicznej równowagi, gdy depresja spycha ją
w otchłań beznadziei, wieś zaczyna szeptać, plotkować, oceniać – jakby nie gwałt, lecz jej własne cierpienie było powodem wstydu.

W rozmowach z mężem dojrzewa w niej decyzja: mając dwie zdrowe córki, nie chce urodzić dziecka, które na zawsze byłoby związane z traumą. Policja nie potrafi wpaść na trop prowadzący do sprawcy sprawcy, a państwo nie oferuje żadnego wsparcia. Wyjazd za granicę, umożliwiony przez finansową pomoc ojca, staje się jedynym sposobem na odzyskanie choć odrobiny kontroli nad własnym losem. Aborcja jest dla niej wyborem dramatycznym, ale zarazem jedynym, który daje jej szansę na przeżycie.

Wieść o powrocie Hani z zagranicy rozchodzi się po wsi błyskawicznie, jak trucizna
w żyłach. I wtedy rozpoczyna się prawdziwa „krucjata obłudowska” – nie przeciwko przemocy, która ją spotkała, lecz przeciwko samej ofierze. Zamiast wsparcia i empatii spada na nią lawina pogardy. Hania traci pracę, a jej rodzina zostaje napiętnowana
w każdym geście, w każdym spojrzeniu. Obłudowo zamienia się w sąd ludowy – bez prawa do obrony, bez litości, za to z niekończącym się katalogiem oskarżeń. Ksiądz z ambony grzmi o grzechu, a mieszkańcy – ci sami, którzy niedawno klepali ją po ramieniu – dziś stają się samozwańczymi prokuratorami i katami. To obraz szczególnie wstrząsający,
bo pokazuje, że najokrutniejsza przemoc nie zawsze dokonuje się ręką napastnika, lecz często dokonuje się w milczeniu, w szeptach i w codziennym odwracaniu wzroku.

Finał przynosi pozorny zwrot: sprawca zostaje odnaleziony, część mieszkańców dostrzega
w Hani nie winowajczynię, lecz ofiarę. Co ważne – Jastrzębski pokazuje, że nawet wśród tej bezlitosnej społeczności pojawiają się kobiety, które potrafią głośno stanąć w obronie Hani, wesprzeć ją, a nawet sprzeciwić się większości. To odważne bohaterki, które nie dają się zamknąć w sztywnych ramach „wieś = ciemnota”. Dzięki nim historia nie jest czarno-biała – pojawia się przestrzeń dla solidarności, która choć nieliczna, ma ogromną wagę. Jednak dla samej Hani wszystko to dzieje się za późno.

Literacko Krucjata Obłudowska nie jest dziełem wyrafinowanym. Styl bywa prosty, konstrukcja chwilami rozwleka się, a fabuła opiera się na oczywistych kontrastach.
Ale może właśnie w tym tkwi jej siła: to nie powieść, która ma olśniewać formą, lecz taka, która ma działać jak lustro – brutalnie pokazywać dramaty, które stały się częścią naszej codzienności.

I tu dochodzimy do najtrudniejszego wątku tej książki – obrazu wsi. Jastrzębski, kreśląc Obłudowo jako siedlisko patriarchatu i obłudy, buduje obraz niemal monolityczny: społeczność konserwatywna, szowinistyczna, zakleszczona w ciemnocie. To wizja literacko mocna, ale i ryzykowna. Bo o ile trafnie oddaje mechanizmy ostracyzmu, o tyle łatwo może przerodzić się w kolejne stygmatyzowanie – tym razem nie kobiet, lecz całej grupy społecznej. A przecież takie uproszczenie jest równie niebezpieczne jak to, które piętnuje sama książka.
Wieś, którą znamy z rzeczywistości, jest znacznie bardziej zniuansowana. To przestrzeń,
w której obok głosów konserwatywnych słychać także głosy odwagi i solidarności.
To właśnie kobiety z miasteczek i wsi nierzadko stały w pierwszych rzędach protestów, wspierały się nawzajem, potrafiły otwarcie sprzeciwić się presji otoczenia. I na szczęście
w powieści te postacie również się pojawiają – odważne kobiety, które bronią Hani, ryzykując własną reputację, pokazując, że nawet w społeczności zdominowanej przez obłudę istnieją enklawy siostrzeństwa i empatii.

Dlatego lektura Krucjaty Obłudowskiej stawia nam nie tylko pytanie o los kobiet
w patriarchalnym systemie, ale i ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem, że w ferworze krytyki sami zaczniemy powielać schematy, których chcemy się pozbyć. Tak jak Hania staje się ofiarą zbiorowego osądu, tak wieś – przedstawiona bez odcieni szarości – może stać się ofiarą naszego zbiorowego uproszczenia. A przecież literatura mając moc demaskowania, nie powinna wikłać się w kolejne łatwe etykiety.
Mimo to znaczenia tej książki nie można lekceważyć. Krucjata Obłudowska to nie jest intelektualna uczta, ale mocne, potrzebne przypomnienie, że dramaty kobiet nie są abstrakcją – są częścią naszej społecznej teraźniejszości. To literacki krzyk o godność
i prawo do decydowania o sobie.

I tu właśnie tkwi największa siła tej powieści: ona nie kończy się wraz z ostatnią stroną.
Jej echo wybrzmiewa dalej, bo historia Hani to historia tysięcy Polek – zmuszanych do heroizmu, którego nikt nie powinien od nich oczekiwać. To oskarżenie wobec państwa, które od lat nie potrafi ochronić swoich obywatelek. To także pytanie do nas wszystkich: czy naprawdę chcemy żyć w kraju, gdzie współczucie kończy się na progu kościoła, a prawo do godności wciąż trzeba wyszarpywać krzykiem?

Polecam tę książkę każdemu, kto nie boi się zmierzyć z trudną prawdą o naszym społeczeństwie i ma odwagę spojrzeć w lustro, które Jastrzębski podstawia nam bez litości.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here