Dziecko to nie miejsce w systemie

0
304

Negatywna opinia Rzecznika Praw Dziecka dotycząca utworzenia nowej placówki opiekuńczo-wychowawczej w Słupsku uruchomiła ważną i trudną dyskusję
o kondycji pieczy zastępczej. O brakujących miejscach, przeciążonym systemie
i rosnącej liczbie dzieci wymagających natychmiastowego zabezpieczenia.
Ale również o czymś znacznie ważniejszym – czy w świecie procedur, statystyk
i walki o wydolność systemu nadal wystarczająco słyszymy same dzieci.

Wszystko zaczęło się od dokumentu. Negatywnej opinii Rzecznika Praw Dziecka dotyczącej planu utworzenia nowej placówki opiekuńczo-wychowawczej w Słupsku.
Miasto Słupsk wystąpiło do Rzecznika z wnioskiem o wydanie opinii w sprawie utworzenia nowej placówki socjalizacyjnej dla dzieci wymagających zabezpieczenia w pieczy zastępczej. Rzecznik odpowiedział jednak jednoznacznie – opinią negatywną.
W uzasadnieniu wskazał między innymi na niewystarczające działania na rzecz rozwoju rodzinnej pieczy zastępczej, brak wyodrębnionych środków na promocję rodzicielstwa zastępczego oraz niedobór rodzin zawodowych i specjalistycznych.

To właśnie ten dokument uruchomił pytania o rzeczywisty stan pieczy zastępczej w mieście. O dzieci, dla których zaczyna brakować miejsca. O rodziny zastępcze. O przeciążony system. O ludzi pracujących pod ogromną presją. Ale również o granice wydolności modelu, który od lat miał odchodzić od instytucjonalnej opieki nad dziećmi.
O sytuację w Słupsku zapytałam w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie Marcina Tredera, dyrektora placówki oraz Katarzynę Filipiak, jego zastępczynię. Rozmowa, która początkowo miała dotyczyć planów utworzenia nowej placówki, bardzo szybko stała
się opowieścią o systemie znajdującym się pod coraz większą presją.
Z jednej strony – o brakujących miejscach, niewykonanych postanowieniach sądów, przepełnionych placówkach i dramatycznym niedoborze rodzin zastępczych, z drugiej –
o czymś, co po tym spotkaniu wybrzmiało dla mnie chyba najmocniej.
Bo im dłużej słuchałam o procedurach, liczbach, miejscach i możliwościach systemu,
tym mocniej miałam poczucie, że w całej tej dyskusji zaczyna niepokojąco brakować samych dzieci.
W dokumentach, statystykach i urzędowym języku dzieci bardzo często zaczynają funkcjonować w kontekście: „miejsca do zabezpieczenia”, „postanowienia sądu”, „przypadków”, „rodzeństwa do rozdzielenia lub połączenia”.
A przecież piecza zastępcza nie powstała po to, by zarządzać miejscami.
Powstała po to, by ratować dzieci. I być może właśnie od tego trzeba dziś zacząć najuczciwszą rozmowę o pieczy zastępczej w Słupsku.

Rzecznik mówi „NIE”

26 listopada 2025 roku Rzecznik Praw Dziecka wydał negatywną opinię dotyczącą planu utworzenia w Słupsku nowej placówki opiekuńczo-wychowawczej typu socjalizacyjnego
na 14 miejsc.
To właśnie ten dokument stał się początkiem publicznych pytań o kondycję systemu pieczy zastępczej w mieście.
W uzasadnieniu opinii Rzecznik bardzo wyraźnie podkreślił, że utworzenie kolejnej placówki instytucjonalnej nie powinno być pierwszą odpowiedzią na kryzys systemu. W dokumencie czytamy:
„Analiza przedstawionych przez Wnioskodawcę informacji wskazuje, że Miasto Słupsk
nie realizuje pogłębionych działań pozwalających na utworzenie nowych miejsc w rodzinnej pieczy zastępczej.”

Rzecznik zwrócił uwagę, że mimo niewielkiego wzrostu liczby rodzin zastępczych, skala potrzeb systemu nadal pozostaje ogromna. Szczególnie niepokojący – zdaniem RPD –
miał być spadek liczby zawodowych rodzin zastępczych pełniących funkcję pogotowia opiekuńczego oraz brak rodzin specjalistycznych.
W opinii podkreślono również, że:
„Brak wyodrębnienia w budżecie środków na promocję rodzicielstwa zastępczego zarówno w 2024 roku jak i w 2025 roku sugeruje, że nie w pełni jest on wystarczający”.

Rzecznik przypomniał także podstawową filozofię całego systemu pieczy zastępczej –
opartą na założeniu, że dziecko powinno wychowywać się przede wszystkim w środowisku rodzinnym, a placówki instytucjonalne mają mieć charakter wyjątkowy i ostateczny.
W opinii znalazł się również bardzo mocny fragment:
„Żadna placówka nie jest w stanie zastąpić dziecku prawdziwego domu i osobistych relacji
z opiekunem.”

Rzecznik podkreślił, że nawet najlepiej funkcjonująca placówka zbiorowa nie jest w stanie zapewnić dziecku takich więzi emocjonalnych, jakie może stworzyć rodzina zastępcza.
Jednocześnie w dokumencie zwrócono uwagę na niezrealizowane postanowienia sądowe dotyczące dzieci oczekujących na umieszczenie w pieczy zastępczej oraz na konieczność intensywnego rozwoju rodzinnych form opieki.
Miasto Słupsk nie zgodziło się z oceną Rzecznika.
W odpowiedzi przesłanej do Biura RPD podkreślono, że system pieczy zastępczej znajduje się dziś pod ogromną presją, liczba dzieci wymagających zabezpieczenia stale rośnie,
a placówki i rodziny zastępcze są przeciążone.
To właśnie między tymi dwoma stanowiskami przebiega dziś najważniejszy spór:
czy Polska – także na poziomie samorządów – nadal jest w stanie budować system oparty niemal wyłącznie na rodzinnej pieczy zastępczej, gdy liczba dzieci wymagających natychmiastowego zabezpieczenia stale rośnie.

Jednocześnie warto podkreślić, że opinia Rzecznika Praw Dziecka nie ma charakteru wiążącego, w praktyce stanowi jednak bardzo istotny głos w debacie dotyczącej kierunku rozwoju systemu pieczy zastępczej i sposobu zabezpieczania dzieci wymagających natychmiastowej opieki.

„My nie nadążamy za liczbą dzieci”

Podczas rozmowy w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie w Słupsku nie odniosłam wrażenia, że temat nowej placówki opiekuńczo-wychowawczej jest pomysłem wynikającym z wygody czy administracyjnej ambicji.
Wręcz przeciwnie.
Marcin Treder, dyrektor MOPR oraz Katarzyna Filipiak, zastępczyni dyrektora mówili
o systemie, który ich zdaniem znalazł się dziś na granicy wydolności.
Jeszcze kilka lat temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

– Około sześć lat temu zastanawialiśmy się nawet, czy nie trzeba będzie myśleć o likwidacji jednej z placówek. Dzieci trafiających do pieczy było wtedy po prostu znacznie mniej – mówił Marcin Treder.

Jak podkreślają przedstawiciele MOPR, przełom nastąpił po pandemii i w kolejnych latach kryzysów społecznych. W ciągu ostatnich kilku lat liczba dzieci wymagających zabezpieczenia zaczęła gwałtownie rosnąć, a system – mimo rozbudowy rodzinnej pieczy zastępczej – coraz wyraźniej przestaje nadążać.

– Doszliśmy do takiego momentu, że nawet miejsca ponadlimitowe zostały już zapełnione. Pojawiają się kolejne postanowienia sądu, kolejne sygnały ze środowiska i wiemy,
że następne dzieci będą kierowane do pieczy, a my tych miejsc po prostu nie mamy – tłumaczył dyrektor MOPR.

W rozmowie wielokrotnie wracał temat funkcjonowania systemu „na granicy”.
Przez długi czas – jak przyznają pracownicy Ośrodka – udawało się realizować wszystkie postanowienia sądu. Często jednak wymagało to ogromnego wysiłku organizacyjnego
i kierowania dzieci ponad limity przewidziane dla rodzin zastępczych i placówek.

– Nie powinno być tak, że pojawia się potrzeba natychmiastowego zabezpieczenia dziecka, a my dopiero wtedy zaczynamy szukać miejsca i nie jesteśmy w stanie zapewnić go od razu – mówił Treder.

Dziś problem – według MOPR – przestał być wyłącznie trudnością organizacyjną.
Stał się problemem bezpieczeństwa dzieci.
Jak mówią przedstawiciele Ośrodka, według danych przekazanych przez Urząd Wojewódzki w Gdańsku obecnie około 200 dzieci na Pomorzu wciąż czeka na umieszczenie w pieczy zastępczej – rodzinnej lub instytucjonalnej – mimo wydanych już postanowień sądu.
Katarzyna Filipiak przyznaje, że obecnie w samym Słupsku brakuje około 12 miejsc
w pieczy zastępczej.

– Mamy dzieci, wobec których są już wydane postanowienia sądu i one czekają. To między innymi pięciomiesięczne dziecko oraz siedmioletni chłopiec. Szukamy też miejsc
dla rodzeństw oraz dla dzieci, które już są w pieczy, ale wymagają przeniesienia – mówiła zastępca dyrektora MOPR.

Jeszcze bardziej poruszający jest problem rozdzielania rodzeństw.

– Jeżeli mamy do zabezpieczenia trójkę rodzeństwa, a dysponujemy tylko pojedynczymi miejscami, to musimy te dzieci rozdzielać. Dla nas to również nie jest sytuacja akceptowalna – podkreślał Marcin Treder.

Przedstawiciele MOPR bardzo wyraźnie zaznaczają jednak, że pomysł utworzenia czwartej placówki nie oznacza odejścia od idei deinstytucjonalizacji pieczy zastępczej.

– My nie chcemy tworzyć czwartej placówki. Wolelibyśmy nie musieć tego robić.
Ale naszym obowiązkiem jest zapewnić dzieciom bezpieczeństwo i opiekę – mówił dyrektor ośrodka.

W wypowiedziach dyrekcji MOPR wyraźnie wybrzmiewało napięcie pomiędzy teorią systemu a codzienną praktyką. Z jednej strony – obowiązujące od lat założenie, że dzieci powinny trafiać przede wszystkim do rodzinnej pieczy zastępczej.
Z drugiej – rzeczywistość, w której dzieci trzeba zabezpieczyć natychmiast, niezależnie
od tego, czy system ma jeszcze wolne miejsca.

– Kluczowe jest zapewnienie dzieciom bezpieczeństwa, opieki i możliwości pozostawania rodzeństw razem. Nie chodzi o to, żeby dzieci trafiały ponad limity do już przepełnionych miejsc – podkreślał Treder.

I właśnie tutaj pojawia się chyba najtrudniejsze pytanie całej tej historii.
Co zrobić w sytuacji, gdy sąd wydaje postanowienie o odebraniu dziecka rodzicom,
a system zwyczajnie nie ma dokąd tego dziecka skierować?

MOPR: „Robimy bardzo dużo”

Jednym z najmocniejszych elementów rozmowy była długa i bardzo konkretna lista działań, które -jak przekonują przedstawiciele MOPR – od lat realizowane są w Słupsku na rzecz rozwoju rodzinnej pieczy zastępczej.
I uczciwie trzeba powiedzieć: po tej rozmowie trudno postawić prosty zarzut, że miasto
nie robi nic.
Wręcz przeciwnie – dyrekcja Ośrodka próbowała pokazać system, który od kilku lat jest intensywnie rozbudowywany i wspierany na wielu poziomach.

– Jesteśmy jednym z nielicznych powiatów, a być może jedynym w województwie,
gdzie w ciągu dwóch lat liczba zawodowych rodzin zastępczych wzrosła o 100 procent – podkreślała Katarzyna Filipiak.

Podczas rozmowy wielokrotnie wracał temat pieniędzy i wsparcia organizacyjnego kierowanego do rodzin zastępczych.
MOPR przekonuje, że problem systemu nie wynika dziś wyłącznie z braku finansowania,
bo samorząd od kilku lat znacząco zwiększa wydatki na pieczę zastępczą.

– Budżet pieczy zastępczej wzrósł w ostatnich latach z około czterech do ponad sześciu milionów złotych – mówił Marcin Treder.

Jak podkreślali przedstawiciele ośrodka, rodziny zastępcze mogą liczyć między innymi na:

  • finansowanie wynajmu mieszkań i domów,

  • wsparcie koordynatorów rodzinnej pieczy zastępczej,

  • pomoc psychologiczną,

  • finansowanie leczenia, terapii i specjalistycznych badań dzieci,

  • opłacanie korepetycji i kursów,

  • finansowanie remontów, sprzętu AGD czy opału,

  • a także wsparcie osób pomagających rodzinom w codziennym funkcjonowaniu.

– Nigdy nie zdarzyło się, żebyśmy odmówili rodzinie wsparcia w sytuacji,
gdy było ono potrzebne dziecku – przekonywała Katarzyna Filipiak.

Jednym z ważniejszych elementów systemu mają być również mieszkania treningowe
dla usamodzielniających się wychowanków pieczy zastępczej.
MOPR realizuje obecnie projekt „Razem w dorosłość”, który uzyskał dofinansowanie
w wysokości około 6 milionów złotych i znalazł się wśród dziewięciu najwyżej ocenionych projektów w Polsce.

– W ramach projektu tworzymy kolejne mieszkanie treningowe, organizujemy staże zawodowe, kursy, korepetycje i wsparcie dla młodzieży od 15. roku życia – mówiła Filipiak.

Podczas rozmowy dużo miejsca poświęcono również programowi „Zakątek” – Pracowni Samodzielności prowadzonej przez pracowników działu pieczy zastępczej.
To właśnie tam organizowane są weekendy samodzielności dla młodzieży z pieczy zastępczej. Uczestnicy uczą się gotowania, robienia zakupów, opieki nad dzieckiem, zarządzania budżetem czy codziennych obowiązków.

– Nam zależy na tym, żeby ci młodzi ludzie byli przygotowani do życia. Żeby nie opuszczali pieczy kompletnie bezradni – podkreślała zastępca dyrektora MOPR.

W rozmowie wyraźnie wybrzmiewało również, że problem pieczy zastępczej nie sprowadza się dziś wyłącznie do promocji rodzicielstwa zastępczego. Przedstawiciele MOPR otwarcie mówili o głębszym problemie społecznym.

– Być może ten zasób ludzi gotowych do pełnienia funkcji rodziny zastępczej po prostu
się wyczerpuje. Coraz mniej osób jest gotowych wziąć odpowiedzialność za dzieci
po traumach, dzieci z ogromnymi problemami emocjonalnymi czy zdrowotnymi – mówił Marcin Treder.

Dyrektor MOPR zwracał również uwagę, że rodzina zastępcza to ogromne obciążenie psychiczne i emocjonalne, często wymagające także współpracy z biologicznymi rodzicami dzieci.

– Rodzinna piecza zastępcza to nie adopcja. To często konieczność współpracy z rodzicem biologicznym, który bywa niewydolny wychowawczo, uzależniony czy po prostu bardzo trudny we współpracy. Nie każdy jest gotowy udźwignąć taki ciężar – podkreślał.

I właśnie w tej części rozmowy wyraźnie było słychać coś jeszcze.
Zmęczenie systemu, który próbuje nadążyć za rosnącą liczbą dramatów, coraz większą liczbą dzieci wymagających zabezpieczenia i coraz mniejszą liczbą ludzi gotowych wziąć
za te dzieci odpowiedzialność.

Dziecko to nie statystyka

I właśnie tutaj pojawia się pytanie najważniejsze.
Bo choć podczas rozmowy bardzo dużo mówiono o rodzinach zastępczych, procedurach, programach, finansowaniu i brakujących miejscach – zdecydowanie mniej miejsca zajmowały same dzieci. Ich emocje, doświadczenia, trauma, poczucie bezpieczeństwa.
Ich prawo do spokojnego dzieciństwa po doświadczeniu przemocy, zaniedbania czy życia
w ciągłym lęku.

To nie jest zarzut wyłącznie wobec MOPR.
To raczej gorzka refleksja nad całym systemem pieczy zastępczej, który coraz częściej zaczyna mówić językiem procedur, statystyk i wydolności, czy raczej – niewydolności, organizacyjnej.
A przecież dziecko nie jest „miejscem do zabezpieczenia”. Nie jest numerem postanowienia sądu.
Nie jest wolnym łóżkiem w systemie. To człowiek, który bardzo często już raz stracił poczucie bezpieczeństwa. I który będzie pamiętał ten dom – dobry albo zły – przez całe życie.

Dlatego piecza zastępcza nie może sprowadzać się wyłącznie do organizowania miejsc
i reagowania w sytuacjach kryzysowych. Nie może polegać jedynie na szukaniu „wolnego miejsca” i dokładaniu kolejnego dziecka do już przeciążonych rodzin czy placówek tylko dlatego, że system nie ma innego rozwiązania.
Bo za każdą taką decyzją stoi konkretne dziecko.
Dziecko, które często już wcześniej doświadczyło przemocy, zaniedbania, chaosu i utraty poczucia bezpieczeństwa.
Przenoszenie dzieci pomiędzy kolejnymi domami, rozdzielanie rodzeństw
czy funkcjonowanie w ciągowej tymczasowości nie jest wyłącznie problemem organizacyjnym. Dla dziecka to kolejna trauma, kolejny lęk i kolejne doświadczenie utraty stabilności.
Nawet najlepiej działający system nie będzie wystarczający, jeśli w jego centrum nie pozostanie dziecko, jego emocje i jego realne bezpieczeństwo.

Tragedia, która zmieniła zaufanie

W Słupsku nie da się dziś rozmawiać o pieczy zastępczej bez pamięci o śmierci małej Róży w rodzinie zastępczej. Ta tragedia zostawiła po sobie ogromne społeczne pęknięcie.
I nawet jeśli formalnie sprawa dotyczyła systemu powiatowego, a nie miejskiego,
dla mieszkańców ten podział często przestaje mieć znaczenie. Ludzie widzą po prostu system, który miał chronić dziecko. Dlatego tak ważne jest dziś pytanie: czy naprawdę słuchamy dzieci?

Bo żadna liczba kontroli, procedur czy dokumentów nie zastąpi sytuacji, w której dziecko ma bezpieczną przestrzeń powiedzenia: „tu dzieje się coś złego”.

To właśnie dzieci powinny być najważniejszym źródłem wiedzy o tym, co naprawdę dzieje się w rodzinach zastępczych. Nie wyłącznie dokumenty. Nie tylko wizyty. Nie same procedury.
Podczas rozmowy MOPR przyznał, że w ostatnim czasie rozwiązano współpracę z dwiema zawodowymi rodzinami zastępczymi z powodu nieprawidłowych metod wychowawczych.
Jednocześnie podkreślano, że monitoring rodzin jest stały, a każdy sygnał – nawet anonimowy – jest sprawdzany.
Ale tragedia Róży pokazała również coś bardzo bolesnego: że czasem system dowiaduje
się za późno.

Zaufanie społeczne też jest częścią bezpieczeństwa

Dlatego jednym z najtrudniejszych momentów rozmowy była kwestia zatrudnienia Urszuli Dąbrowskiej na stanowisku zastępcy kierownika Działu Pieczy Zastępczej
i Specjalistycznej Pomocy Rodzinie w MOPR.

To temat, który dla części mieszkańców — także dla mnie — pozostaje bardzo trudny
do zaakceptowania i budzi ograniczone zaufanie do systemu pieczy zastępczej.

Urszula Dąbrowska wcześniej pełniła funkcję dyrektorki Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Słupsku. To właśnie w czasie kierowania przez nią PCPR doszło do tragicznej śmierci małej Róży w rodzinie zastępczej. Po odejściu z PCPR znalazła zatrudnienie
w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie w Słupsku, obejmując stanowisko zastępcy kierownika Działu Pieczy Zastępczej i Specjalistycznej Pomocy Rodzinie.

I to właśnie ta decyzja dla wielu mieszkańców stała się trudna do zrozumienia —
nie dlatego, że komukolwiek przypisano odpowiedzialność karną, ale dlatego, że sprawy dotyczące bezpieczeństwa dzieci nie kończą się wyłącznie na odpowiedzialności formalnej czy prawnej. Istnieje jeszcze odpowiedzialność instytucjonalna, społeczna i moralna.
A zaufanie społeczne w systemie ochrony dzieci jest jednym z jego najważniejszych fundamentów.
Po tragedii śmierci małej Róży wielu mieszkańców zaczęło zadawać pytania nie tylko
o procedury, ale również o nadzór, reakcje systemu i odpowiedzialność osób zarządzających pieczą zastępczą w tamtym czasie. I nawet jeśli formalnie nikomu nie postawiono zarzutów, nie oznacza to automatycznie odbudowania społecznego zaufania.

Marcin Treder podczas rozmowy nie unikał tego tematu.

– PR-owo być może jest to cena, którą płaci Ośrodek – przyznał, jednocześnie podkreślając doświadczenie, kompetencje i wieloletnią pracę Urszuli Dąbrowskiej w obszarze pomocy społecznej.

I być może właśnie tutaj kryje się jeden z najtrudniejszych problemów całej tej historii.

Bo system pieczy zastępczej nie może działać wyłącznie formalnie. Nie może opierać
się jedynie na procedurach, strukturach i zgodności z przepisami. Musi być jeszcze systemem, któremu ludzie ufają. Zwłaszcza wtedy, gdy powierzają mu bezpieczeństwo dzieci.

Co dalej?

Piecza zastępcza jest dziś potrzebna bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Coraz więcej dzieci wymaga natychmiastowego zabezpieczenia, a ludzie pracujący w systemie funkcjonują pod ogromną presją odpowiedzialności, emocji i decyzji, od których często zależy czyjeś bezpieczeństwo i przyszłość.
Po rozmowie z przedstawicielami MOPR trudno nie dostrzec, że wielu z tych ludzi naprawdę próbuje ratować przeciążony system. Widać zmęczenie, frustrację i świadomość, że liczba dramatów rośnie szybciej niż możliwości ich rozwiązywania.
Ale właśnie dlatego ta rozmowa musi być uczciwa.
Nie po to, by kogokolwiek publicznie potępiać ani udowadniać, że cały system pieczy zastępczej jest zły. Byłoby to równie niesprawiedliwe, co niebezpieczne. W pieczy zastępczej są ludzie, którzy wykonują ogromną i potrzebną pracę. Są rodziny dające dzieciom bezpieczeństwo, stabilność i prawdziwy dom.
Jednocześnie nie można pozwolić, by wśród procedur, projektów, statystyk i walki o kolejne miejsca zgubić to, co powinno pozostać najważniejsze.
Dziecko.
Nie jako element systemu, ale człowieka, który bardzo często już raz został zawiedziony przez dorosłych. Człowieka, który po doświadczeniu przemocy, zaniedbania czy chaosu trafia do świata instytucji, decyzji sądów i kolejnych obcych ludzi.
I być może największym wyzwaniem pieczy zastępczej nie jest dziś już tylko znalezienie miejsca dla dziecka.
Ale stworzenie takiego systemu, któremu dziecko będzie mogło naprawdę zaufać.

Aktualności – 1 | MOPR Słupsk

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here