Małe przedmioty, wielkie wspomnienia: nowa propozycja Muzeum Pomorza Środkowego

0
237
Fot. Arch. Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku

Słupskie Muzeum Pomorza Środkowego wchodzi w nowy rozdział swojej historii. Pod kierownictwem Gerarda Radeckiego instytucja pokazuje świeże propozycje dla odwiedzających, łączące przeszłość z osobistymi doświadczeniami i nowym spojrzeniem na historię regionu. Od 13 marca w Czerwonym Spichlerzu będzie można zobaczyć wystawę „Małe przedmioty, wielkie historie. Dzieciństwo w PRL”, przygotowaną przez kuratorkę Joannę Rutkowską. Ekspozycja przenosi w świat codziennych cudów dzieciństwa: drobiazgów, które stawały się skarbami, podwórkowych zabaw ciągnących się do zmroku i przedmiotów, które pamięta
się przez całe życie. To podróż w przeszłość, która okazuje się jednocześnie niezwykle osobista i zaskakująco bliska.

Słupsk od lat ma Muzeum, które działa spokojnie, bez nadmiaru hałasu, ale z zasobem, którego mogłyby pozazdrościć mu większe ośrodki. Teraz jednak instytucja wchodzi
w moment wyraźnej zmiany. Nowy dyrektor Muzeum Pomorza Środkowego, Gerard Radecki, zapowiada nie rewolucję, lecz przesunięcie akcentów – takie, które może sprawić, że muzeum zacznie być postrzegane nie tylko jako miejsce przechowywania przeszłości, lecz jako przestrzeń żywej rozmowy o tym, skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy.

Program nazwany „Pomiędzy biegunami” porządkuje działalność muzeum wokół czterech osi: historii Pomorza do 1945 roku, powojennych losów miasta i jego mieszkańców, etnograficznego dziedzictwa regionu oraz jednej z największych dum Słupska – światowej klasy kolekcji dzieł Stanisława Ignacego Witkiewicza. Każdy z tych biegunów istnieje
już dziś, ale nowa dyrekcja chce nadać im bardziej współczesny język i wyraźniej otworzyć Muzeum na nowych odbiorców.
Zmiany mają dotyczyć nie tylko samych wystaw, lecz także sposobu komunikowania
się z publicznością, współpracy z lokalnymi środowiskami, dostępności dla osób
z niepełnosprawnościami oraz spójnej identyfikacji wszystkich oddziałów muzeum. Ambitnie brzmi również plan stworzenia w przyszłości muzeum osadników – miejsca opowiadającego o powojennych losach ludzi, którzy budowali polski Słupsk niemal od zera.

Ale muzeum żyje przede wszystkim wystawami. To one przyciągają zwiedzających
i kształtują opowieść instytucji, nadając jej ton tu i teraz. Jedna z przygotowywanych ekspozycji może stać się pierwszym wyraźnym sygnałem tego, jak Muzeum Pomorza Środkowego potrafi łączyć historię z osobistymi doświadczeniami odwiedzających.

Tą wystawą będzie prezentowana w Czerwonym Spichlerzu ekspozycja „Małe przedmioty, wielkie historie. Dzieciństwo w PRL”, którą można będzie oglądać już od 13 marca. Na pierwszy rzut oka – temat dobrze znany. PRL wraca dziś do muzeów, książek i filmów
z zaskakującą regularnością. Tym razem jednak nie chodzi o politykę ani wielkie przemiany. Bohaterami będą przedmioty najmniejsze: zabawki, szkolne drobiazgi, codzienne rekwizyty dzieciństwa, które w tamtych realiach urastały do rangi skarbów.

I być może właśnie dlatego ta wystawa ma szansę stać się jedną z najbardziej osobistych opowieści, jakie muzeum pokaże od lat.

Bo PRL, choć wydaje się już epoką zamkniętą, wcale nie jest historią odległą.
To rzeczywistość, którą ogromna część obecnych czterdziesto- i pięćdziesięciolatków pamięta z własnego dzieciństwa. To czas kolejek, niedoborów i nieustannego kombinowania, ale też podwórek pełnych dzieci, trzepaków będących centrum świata, jednej gry planszowej i jednej zabawki, którą pamięta się przez całe życie.

Kurator wystawy, Joanna Rutkowska z Działu Edukacji i Promocji MPŚ, podkreśla,
że przygotowując ekspozycję, coraz częściej wracała do własnych wspomnień.

Jestem gdzieś pomiędzy – pamiętam końcówkę tamtych czasów, ale dorastałam
już w świecie, który szybko się zmieniał. I może właśnie dlatego ta wystawa jest dla mnie tak bardzo osobista
– mówi.

Jak opowiada, obrazy z dzieciństwa wracały podczas pracy nad scenariuszem właściwie same.

– Pamiętam, jak mama ustawiała mnie w jednej kolejce, a sama biegła stać w drugiej. Dziś brzmi to trochę jak trening strategiczny, ale wtedy było po prostu codziennością. Pamiętam wnętrza domów towarowych w Słupsku i Pewex – miejsca pełne rzeczy, które wydawały mi się absolutnie nieosiągalne. Pamiętam też witrynę sklepu Harcerz przy Mostnika
i to marzenie o wielkiej makiecie kolejki, która zajmie pół pokoju i będzie jeździć bez końca.

I nagle okazuje się, że te drobne wspomnienia wcale nie są prywatne, że tworzą
coś na pozór pamięci zbiorowej. Wielu zwiedzających odnajdzie w nich własne doświadczenia: zbieranie historyjek z gumy Donald, przechowywanych jak największy skarb, czy szkolne piórniki z dziesiątkami przegródek, w których często niewiele było,
ale które same w sobie stanowiły powód do dumy.

Byłam przekonana, że kiedyś wytapetuję pokój historyjkami z gum Donald. To był chyba mój pierwszy projekt wystawienniczy, tylko jeszcze w wersji dziecięcej – śmieje
się Joanna Rutkowska.

Ale, jak podkreśla, najważniejsze było coś innego.

Zabawki i zabawa często powstawały z niczego. Wystarczyło trochę dziecięcej wyobraźni
i dobre towarzystwo. Patyk mógł być mieczem, pudełko domkiem, a kawałek sznurka czymś absolutnie niezbędnym do szczęścia. I myślę, że wielu z nas pamięta właśnie taką kreatywność, która brała się z braku, ale też z potrzeby wspólnego bycia razem.

W pamięci pozostały też detale codzienności.

– Pamiętam mój szkolny fartuszek, w którego kieszeni zawsze była czysta chusteczka
do nosa, bo mama uważała, że to podstawa bycia porządnym człowiekiem. Pamiętam
też chiński piórnik z milionem kieszonek i zakamarków, w których właściwie nigdy
nic nie było, ale sam fakt jego posiadania był fascynujący –
opowiada.

Do tego dochodziły pierwsze okna na świat.

Miałam starsze rodzeństwo, które miało na mnie ogromny wpływ. W pokoju brata wisiały plakaty CC Catch, u siostry Depeche Mode. Dzięki nim czułam, że świat jest większy
niż moje podwórko
– dodaje.

Wspomnienia rodzinne także budowały obraz epoki.

Moi rodzice wychowali się w czasach PRL i ich opowieści były dla mnie niewyczerpanym źródłem inspiracji. Zawsze słuchałam ich z ogromnym zainteresowaniem i myślałam: „Matko… jak oni dawali radę?”. A dziś z uśmiechem myślę, że nasze dzieci pewnie dokładnie tak samo będą kiedyś mówić o nas.

To właśnie takie historie stały się osią wystawy. Około trzystu eksponatów z Muzeum Zabawek i Zabawy w Kielcach oraz ze zbiorów prywatnych stworzy opowieść o dzieciństwie widzianym nie przez pryzmat wielkiej historii, lecz codzienności.

Historia PRL-u nie kryje się tylko w wielkich wydarzeniach i podręcznikach. Ona kryje
się w tych małych przedmiotach: lalce z urwaną ręką, piórniku, fartuszku z kieszenią, kolejce, o której marzyło się latami
– podkreśla kuratorka.

Fenomen powrotu PRL do muzeów i kultury popularnej sam w sobie pozostaje zjawiskiem intrygującym. Jeszcze dwie dekady temu wielu chciało od tamtej epoki uciec jak najdalej, zamknąć ją bez sentymentów i nie wracać do niej ani myślą, ani rozmową. Dziś jednak powraca jako temat wystaw, publikacji i rodzinnych opowieści – nie dlatego, że była łatwa czy wygodna, lecz dlatego, że stanowiła doświadczenie wspólne dla milionów ludzi. Każdy pamięta ją inaczej, lecz niemal każdy nosi w sobie własną, prywatną wersję tej historii, zapisaną w drobnych zdarzeniach i codziennych obrazach.

Dla młodszych zwiedzających to niemal egzotyczny świat – rzeczywistość bez internetu, smartfonów i nieograniczonego dostępu do wszystkiego, co dziś wydaje się oczywiste
i dostępne na wyciągnięcie ręki. Dla ich rodziców i dziadków była to codzienność, w której trzeba było czekać, naprawiać, pożyczać i dzielić się tym, co akurat udało się zdobyć. Rzeczy nie pojawiały się natychmiast, dlatego nabierały wartości i zostawały z ludźmi
na dłużej, często przechodząc z rąk do rąk i z domu do domu.
I może właśnie dlatego takie wystawy oddziałują dziś tak silnie. Pokazują nie tyle system polityczny, ile samo doświadczenie życia, jego rytm, drobne radości i sposoby radzenia sobie z rzeczywistością, która nie zawsze była łatwa, ale zawsze była czyjaś. Podobnie
ma być w Słupsku. Ta ekspozycja nie wymaga przewodnika ani długich opisów – wystarczy przyjść z kimś, kto pamięta tamte czasy. Reszta wydarzy się naturalnie: w rozmowach,
w nagle powracających obrazach sprzed lat, w opowieściach, które pojawiają się niemal same, gdy któryś z przedmiotów otworzy drzwi do dawno nieprzywoływanych wspomnień.

Bo każdy z tych przedmiotów uruchamia czyjąś historię: pierwszej, długo wyczekiwanej zabawki, zeszytów pachnących nowością na początku września, planszówki rozkładanej
na stole na cały wieczór czy podwórkowych zabaw ciągnących się aż do zapadnięcia zmroku, kiedy do domu trzeba było wracać dopiero na ostatnie wołanie z okna. W takich chwilach przedmioty przestają być rzeczami, a stają się nośnikami emocji, sytuacji i ludzi, którzy wtedy byli obok – przyjaciół, rodzeństwa, sąsiadów, całego świata zamkniętego
w jednym podwórku.
Dla muzeum są to eksponaty. Dla odwiedzających, fragmenty osobistego świata,
do którego wraca się z zadziwiającą łatwością, czasem z uśmiechem, czasem z lekkim wzruszeniem, gdy okazuje się, że pamięć przechowała znacznie więcej, niż można
było przypuszczać.

I może właśnie w tym tkwi siła nowej propozycji Muzeum Pomorza Środkowego.
Nie w nostalgii za minionym ustrojem, lecz w przypomnieniu, że nawet w świecie niedoborów dzieciństwo potrafiło być pełne wyobraźni, wspólnoty i radości. A muzeum, które potrafi wydobyć z przedmiotów taką pamięć, staje się czymś więcej niż tylko miejscem oglądania historii. Staje się przestrzenią, w której przeszłość zaczyna mówić głosem każdego z nas, gdzie pojedyncze eksponaty zamieniają się w opowieści, a historia przestaje być datą w podręczniku i znów staje się doświadczeniem ludzi.

Wystawa „Małe przedmioty, wielkie historie. Dzieciństwo w PRL” zostanie otwarta
już 13 marca w Czerwonym Spichlerzu. I choć do tego momentu pozostało jeszcze trochę czasu, warto zapisać tę datę w kalendarzu już dziś, bo zapowiada się podróż nie tylko
w przeszłość, lecz przede wszystkim w przestrzeń osobistych doświadczeń i wspomnień, które, choć wydawało się, że dawno minęły wciąż pozostają zaskakująco blisko. Muzeum zaprasza wszystkich, którzy chcą do tej opowieści powrócić albo odkryć ją po raz pierwszy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here