O północnej nitce ringu miejskiego w Słupsku mówi się od lat – z nabożną powagą i politycznym namaszczeniem. Miała odczarować korki
na ul. Kaszubskiej, uporządkować komunikacyjny chaos północnej części miasta i zapisać się w kronikach samorządu jako jeden z najpiękniejszych sukcesów obecnej władzy. Wokół niej nawarstwiły się obietnice, konferencje prasowe i wyborcze deklaracje. Najpierw miała być wytyczona na odcinku
od ul. Kaszubskiej do ronda przy Portowej. Omijałaby wtedy miejskie zabudowania i pozwalała na tranzyt, którego bardzo dziś mieszkańcom brakuje.
Ostatni – jeszcze do niedawna obowiązujący – przebieg tego połączenia, nazwany Trasą Olimpijską, łączyć miał Kaszubską z rondem przy ul. Morskiej i biec bliżej centrum miasta. Olimpijska coraz bardziej przypomina jednak inwestycję, która zamiast prowadzić do przodu, grzęźnie w papierach, błocie i urzędniczej improwizacji.

Z pisma słupskiego magistratu z 16 stycznia 2026 roku wynika jasno: dotychczasowa umowa na przygotowanie dokumentacji projektowej trasy Olimpijskiej została zerwana. Powód? „Wadliwość prac dotychczas wykonanych w zakresie m.in. złożonego do organu raportu oddziaływania
na środowisko oraz wykonanej dokumentacji projektowej branży sanitarnej.”
Pismo podpisała Marta Makuch, zastępczyni prezydenta Słupska.
Projekt utknął. I to nie po raz pierwszy
Odpowiedź ratusza jest reakcją na pismo przewodniczącego Rady Miejskiej
z 5 stycznia 2026 roku, w którym Paweł Szewczyk domagał się wyjaśnień dotyczących rezygnacji z prac projektowych nad Trasą Olimpijską.
Urzędnicy poinformowali o odstąpieniu od umowy z wykonawcą projektu (28 listopada 2025 r.) nie godząc się na wydłużenie terminu realizacji, o które występował wykonawca.
Wiceprezydentka Słupska twierdzi w tym samym piśmie, że planowana jest realizacja połączenia drogowego od ul. Kaszubskiej do ul. Gdańskiej, zgodnie z koncepcją drogową poddaną wcześniej konsultacjom społecznym. Ma powstać nowe zadanie inwestycyjne pod nazwą „Połączenie ulic Kaszubskiej i Gdańskiej w Słupsku”,
a w pierwszej połowie 2026 roku zlecone zostanie wykonanie wielobranżowej dokumentacji projektowej wraz z niezbędnymi uzgodnieniami i zezwoleniami.
Środki, które miały sfinansować dokumentację Olimpijskiej, mają zostać przeniesione do nowego zadania budżetowego, obejmującego projekt w „ograniczonym zakresie”, czyli jedynie odcinek od ul. Kaszubskiej do ul. Gdańskiej.
Droga pełna kontrowersji
Trasa Olimpijska od początku była inwestycją obciążoną politycznie i społecznie.
Jej przebieg, sens i koszty były przedmiotem gorących dyskusji, protestów
i interpelacji.
Mieszkańcy terenów sąsiadujących z planowaną trasą alarmowali, że droga
ma przebiegać przez trudne, podmokłe tereny, o wysokim poziomie wód gruntowych. Ostrzegali przed ryzykiem osiadania gruntu, podnoszeniem kosztów inwestycji
i problemami eksploatacyjnymi w przyszłości.
Działkowcy z koła „Nad Słupią” zwracali uwagę, że nowa trasa może przeciąć ich ogrody i tereny rekreacyjne, zmieniając charakter tej części miasta. Radni opozycji podnosili, że projekt został „wyjęty” z pierwotnej koncepcji północnej nitki ringu miejskiego i przeniesiony bliżej zabudowy mieszkaniowej bez szerokiego, transparentnego dialogu.
Mimo tych zastrzeżeń samorządowcy wielokrotnie zapowiadali, że Trasa Olimpijska będzie jedną z kluczowych inwestycji drogowych tej kadencji. Dziś okazuje się,
że inwestycja nie wyszła nawet z etapu poprawnie przygotowanej dokumentacji.
Nieścisłości i komunikacyjna gimnastyka magistratu
Analiza pisma słupskiego magistratu ujawnia kilka niepokojących luk informacyjnych.
Po pierwsze: urzędnicy zapewniają, że środki z Rządowego Programu na rzecz zwiększania szans rozwojowych Ziemi Słupskiej na lata 2019–2027 nie zostaną utracone, ponieważ możliwe będzie ich wykorzystanie na inne inwestycje drogowe, które przedstawiono Ministerstwu Funduszy i Polityki Regionalnej. Nie pada jednak ani jedna konkretna nazwa takiej inwestycji. Nie wiadomo, czy są one równie zaawansowane, równie potrzebne i równie pilne jak Trasa Olimpijska.
Po drugie: w piśmie nie ma ani słowa o kosztach całej inwestycji. Tymczasem
w przestrzeni publicznej od miesięcy krążą szacunki mówiące o kwotach rzędu kilkudziesięciu milionów złotych.
Po trzecie: ratusz nie odnosi się wprost do najważniejszego problemu technicznego tej inwestycji – czyli budowy drogi na trudnym, podmokłym terenie,
który od początku był największym wyzwaniem projektowym.
Zamiast tego czytamy o „wadliwości dokumentacji” i „ograniczonym zakresie nowego projektu”.
Droga, która miała być sukcesem
Historia Trasy Olimpijskiej coraz wyraźniej pokazuje, że mamy do czynienia
nie z pojedynczym potknięciem, lecz z ciągiem błędów, pośpiechu i decyzji podejmowanych bez wystarczającego przygotowania. To także opowieść o tym,
jak wielka inwestycja infrastrukturalna – mająca realnie poprawić jakość życia mieszkańców – zamienia się w serial z kolejnymi odcinkami: zerwane umowy, poprawki, nowe koncepcje, nowe przetargi. I o tym, jak ratusz próbuje gasić pożar kolejnymi zapewnieniami, że „środki nie przepadną”, choć nikt nie mówi wprost,
ile czasu i pieniędzy już stracono. A mieszkańcy, którzy od lat czekają na realne odciążenie ul. Kaszubskiej, po raz kolejny słyszą, że wszystko zaczyna się od nowa.






























