„Tramwaj zwany pożądaniem”. Rewizja klasyki w Nowym Teatrze

0
116

Już w najbliższy piątek, w dniu szczególnym – Międzynarodowego Dnia Teatru, obchodzonego w tym roku pod hasłem „Teatr. Sztuka bycia Tobą. W wielu aktach” – na scenie Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku odbędzie się premiera jednego z najważniejszych dramatów XX wieku: „Tramwaju zwanego pożądaniem” Tennessee Williams w reżyserii Tomasza Cymermana.

Sztuka, napisana w 1947 roku, należy dziś do ścisłego kanonu światowego teatru. Opowiada historię Blanche DuBois – kobiety, która po utracie rodzinnego majątku trafia
do skromnego mieszkania swojej siostry i jej męża, Stanleya. To spotkanie dwóch światów: wrażliwości i brutalności, iluzji i rzeczywistości, kończy się stopniowym rozpadem bohaterki.

„Tramwaj…” to jednak coś więcej niż dramat psychologiczny. To opowieść o napięciach, które rodzą się między ludźmi zamkniętymi w jednej przestrzeni – o przemocy, która często zaczyna się od rzeczy drobnych, i o samotności, której nie potrafi ukoić nawet bliskość drugiego człowieka.

W interpretacji Tomasza Cymermana klasyczny tekst Williamsa zostaje przeniesiony
w obszar współczesnych doświadczeń. Staje się przejmująco aktualny – i niepokojąco bliski. To teatr, który nie tyle opowiada historię, ile wciąga widza w doświadczenie.

Między iluzją a rzeczywistością. O „Tramwaju…” z Tomaszem Cymermanem rozmawia Urszula Markowska

To właśnie w tym miejscu klasyczny tekst spotyka się z dzisiejszym widzem – już nie jako opowieść „o kimś”, ale jako doświadczenie, które wydarza się tu i teraz. O tym, gdzie dziś przebiegają jego najważniejsze napięcia i jak czytać „Tramwaj…” na nowo.

„Tramwaj zwany pożądaniem” należy do kanonu światowego teatru. Co sprawia, że ten tekst – tak dobrze znany – wciąż rezonuje z dzisiejszym widzem? Jaką perspektywę proponuje Pan we współczesnej inscenizacji? Czy to spektakl, który ma widza konfrontować, wytrącać z komfortu?

Jeżeli chodzi o to, co w tym tekście pozostaje współczesne, to tych elementów
jest bardzo wiele. Przede wszystkim opowiadamy o mechanizmie, w którym chaos – zarówno wewnętrzny, jak i społeczny – porządkowany jest poprzez agresję, gniew,
a w konsekwencji przemoc. Mimo że na poziomie społecznym bardzo dużo zostało
już powiedziane
o tym, czym jest przemoc, czego należy unikać i jak regulować napięcia emocjonalne, by nie krzywdzić drugiego człowieka, wciąż – jako społeczeństwo – wpadamy w te same pułapki. Wciąż dopuszczamy się działań, które są po prostu okrutne.
To okrucieństwo, wyrastające z drobnych, pozornie nieistotnych sytuacji, wydaje mi się dziś szczególnie aktualne. Istotny jest także kontekst historyczny – akcja dramatu rozgrywa
się dwa lata
po II wojnie światowej. W pewnym sensie opowiadamy więc historię dwóch żołnierzy.

W materiałach opisujących spektakl pojawia się obraz Blanche jako kruchej ćmy. Jak Pan odczytuje tę postać? Co było w niej najważniejsze podczas pracy
nad spektaklem – potrzeba miłości, iluzja, a może autodestrukcja?

Nie postrzegam Blanche jako postaci autodestruktywnej. W moim odczuciu znacznie bardziej autodestrukcyjna jest chociażby Stella. Blanche to osoba, która dźwiga na swoich barkach zbyt duży ciężar – i nie znajduje zrozumienia wśród najbliższych.
Nikt tak naprawdę nie rozumie, czym jest ten ciężar. Ona sama nie dysponuje narzędziami, które pozwoliłyby jej sobie z nim poradzić. Nie ma też zaplecza ekonomicznego –
nie ma pieniędzy, które dawałyby jej jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa.

Relacja Blanche i Stanleya bywa interpretowana jako konflikt płci, klas,
siły i wrażliwości. Jak Pan buduje tę relację w swojej inscenizacji?

Niewątpliwie jest to konflikt klasowy. Interesuje mnie przede wszystkim sytuacja człowieka, który funkcjonował w określonym systemie wartości i obyczajów, a następnie zostaje skonfrontowany z zupełnie inną rzeczywistością – i to w bardzo ograniczonej przestrzeni, właściwie na 35 metrach kwadratowych. W takiej sytuacji bardzo łatwo uruchamia się mechanizm projekcji. Pojawia się też bezradność w komunikacji –
nie umiemy rozmawiać z kimś, kto pochodzi z zupełnie innego świata. To działa w obie strony. Zarówno Stanley nie rozumie Blanche, jak i Blanche nie rozumie Stanleya.
Ich relacja opiera się na fundamentalnym braku porozumienia.

W spektaklu silnie wybrzmiewa motyw alkoholu, który zostaje osadzony
w szerszym kontekście społecznym. Czy traktuje Pan tę historię jako komentarz do współczesności – także tej polskiej?

Tak, zdecydowanie. Mam poczucie, że współczesny świat – zwłaszcza w starszym pokoleniu – bardzo często próbuje zaleczać swoje smutki alkoholem. W „Tramwaju…” ilość spożywanego alkoholu jest wręcz przytłaczająca – bohaterowie właściwie nieustannie piją.
I to ma swoje bardzo czytelne odniesienia do rzeczywistości: piątkowe wyjścia, weekendowe spotkania, rodzinne uroczystości – celebracja niemal każdej emocji wiąże
się ze spożyciem alkoholu.
To jest pewien rodzaj społecznego piekła. Warto też zauważyć, że w wielu polskich miastach wprowadzono ograniczenia w sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych.
Statystyki pokazują, że takie regulacje mają realny wpływ na ograniczenie zachowań afektywnych, które bardzo często kończą się tragedią. Zaleczanie emocji alkoholem – szczególnie w dużych, szybkich dawkach – prowadzi do eskalacji napięcia,
a nie do jego rozładowania.

Do pracy nad spektaklem zaprosił Pan koordynatorkę scen intymnych.
Jak ta współpraca wpłynęła na proces twórczy i budowanie relacji między postaciami?

To jest doświadczenie absolutnie przełomowe. Po raz pierwszy pracuję z Olą Osowicz
i z osobą odpowiedzialną za koordynację scen intymnych – i jest to jakość pracy, której wcześniej nie znałem. Obecność specjalistki, która potrafi w sposób świadomy prowadzić rozmowę z aktorami na temat scen intymnych, wprowadzenie określonych metod pracy
i procedur – to wszystko znacząco podniosło poziom naszej pracy.
Nie chodzi tu o dosłowność czy radykalność scen, ale o napięcie, które pojawia się między aktorami – o subtelny, cielesny dialog. Te sceny są budowane technicznie, w ściśle określonych warunkach, a następnie włączane w strukturę spektaklu. Nie ma miejsca
na przypadek czy emocjonalne „rozpędzenie się”.
To daje aktorom ogromne poczucie bezpieczeństwa i zaufania. I myślę, że bez takiego systemu pracy nie bylibyśmy w stanie osiągnąć takiego poziomu precyzji i intensywności.

Z czym chciałby Pan zostawić widza po tym spektaklu? Z empatią, niepokojem,
a może z pytaniami, które nie dają łatwych odpowiedzi?

Mam poczucie, że wychodzimy poza poziom czysto emocjonalny.
Pytania, które ten spektakl stawia, mają już charakter polityczny. To opowieść o zwykłych ludziach,
którzy próbują znaleźć dla siebie miejsce w świecie. To bardzo ludzki spektakl.
Nie ma tu polityki wprost, ale napięcia obecne w tekście mają wymiar polityczny – choćby kwestia pozostawienia żołnierzy po wojnie bez wsparcia, problem traumy,
z którą
nie potrafią sobie poradzić, czy bardzo aktualny kryzys mieszkaniowy. Bohaterowie
nie mają gdzie żyć – funkcjonują w ciasnej przestrzeni, Blanche pochodzi
z rodziny, która była bogata, ale zbankrutowała, więc ona również w pewnym sensie
jest osobą bezdomną. To są wątki, które otwierają bardzo konkretne tematy,
choć nie są one
w spektaklu nazwane wprost. Mam nadzieję, że doświadczenie
tego przedstawienia –
które momentami jest bardzo intensywne, także poprzez obecność drastycznych scen – uruchomi w widzach wyobraźnię i wrażliwość na te kwestie.

 

Tegoroczne hasło mówi o teatrze jako sztuce bycia sobą.
Ale być sobą – to także zmierzyć się z tym, co niewygodne, kruche i nieoswojone.„Tramwaj zwany pożądaniem” w Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku nie daje prostych odpowiedzi. Zamiast tego proponuje spotkanie – z drugim człowiekiem i z samym sobą.

 

Tomasz Cymerman – absolwent Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie oraz Wydziału Reżyserii Dramatu tej samej uczelni. Po latach pracy jako aktor, związany m.in. z Teatrem STU w Krakowie oraz Teatrem Współczesnym we Wrocławiu, z powodzeniem rozwija karierę reżyserską. Jest twórcą spektakli takich jak „Pan Schuster kupuje ulicę” w Teatrze Wybrzeże czy „Chłopki” w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie, a także licznych projektów dramaturgicznych i adaptacyjnych realizowanych na scenach teatrów w całej Polsce.

 

Autor tekstu: Tennessee Williams
Przekład: Jacek Poniedziałek
Reżyseria: Tomasz Cymerman
Scenografia: Marta Śniosek-Masacz
Kostiumy: Lila Dziedzic
Asystent kostiumografki: Marco Saidov
Muzyka: Dominik Strycharski
Choreografia i koordynacja scen intymnych: Aleksandra Osowicz

Obsada:
Igor Chmielnik, Anna Grochowska, Krzysztof Kluzik, Wojciech Marcinkowski, Kuba Mielewczyk, Katarzyna Pałka, Julia Wojnowska

 

Spektakl przeznaczony jest dla widzów 18+.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here