Najbezpieczniejsze słupki w Polsce stoją w Słupsku

0
279

Blisko 194 tysiące złotych kosztowały hydrauliczne słupki zamontowane
na obrzeżach Starego Rynku w Słupsku. Miały zwiększać bezpieczeństwo uczestników wydarzeń organizowanych w centrum miasta, ograniczać możliwość wjazdu nieuprawnionych pojazdów i stanowić element nowoczesnego zarządzania przestrzenią publiczną. Dziś można zaryzykować stwierdzenie,
że są to jedne z najbardziej “wypoczętych” słupków w Polsce.

Jak wynika z odpowiedzi udzielonych Tramwajowi Słupskiemu przez rzeczniczkę Urzędu Miejskiego Monikę Rapacewicz, w latach 2025-2026 nie wpłynął ani jeden wniosek dotyczący ich wykorzystania.
Ani jeden.
A przecież wydarzeń na rynku nie brakowało. Odbywały się jarmarki, imprezy plenerowe, spotkania mieszkańców i różnego rodzaju wydarzenia organizowane zarówno przez instytucje, jak i sam ratusz.

Mimo to słupki konsekwentnie pozostawały tam, gdzie czują się najlepiej. Pod ziemią.
Zapytaliśmy więc urząd, po co właściwie zostały zamontowane.

Odpowiedź była konkretna.

„Słupki zamontowane na Starym Rynku mogą być wykorzystywane przez organizatorów wydarzeń do zabezpieczenia uczestników imprez organizowanych na płycie rynku przed wjazdem nieupoważnionego pojazdu.”

Trudno się z tym nie zgodzić.
W czasach, gdy kwestie bezpieczeństwa podczas imprez plenerowych traktowane są coraz poważniej, podobne rozwiązania stały się standardem w wielu miastach.

Jeszcze ciekawsze jest jednak kolejne zdanie.

„Celem samorządu było udostępnienie takiej możliwości, która bywa praktykowana
w przypadku takiej infrastruktury.”

I właśnie tutaj dochodzimy do słowa klucza.

„Bywa”. Bo rzeczywiście bywa. W Gdańsku bywa codziennie.

W 2023 roku zakończono tam montaż ponad stu słupków blokujących w ścisłym centrum miasta. Ich zadaniem jest ograniczanie ruchu samochodowego, kontrola wjazdu pojazdów
i ochrona przestrzeni przeznaczonej dla pieszych. Nie są elementem dekoracyjnym
ani ciekawostką urbanistyczną. Można je zobaczyć podczas pracy. Podnoszą się. Opuszczają. Blokują wjazd. Po prostu wykonują zadanie, do którego zostały stworzone.
(źródło: Montaż słupków na Głównym Mieście zakończony | Komunikaty | Referat prasowy Urzędu Miejskiego w Gdańsku )

W Słupsku również postanowiono pójść w tym kierunku. Tyle, że najwyraźniej zatrzymaliśmy się na etapie zakupu. Gdańsk kupił słupki i ich używa. Słupsk kupił słupki
i rozmawia o możliwości ich użycia.

To jednak nie jest dokładnie to samo. Być może mamy do czynienia z nową szkołą zarządzania bezpieczeństwem. Taką, w której urządzenie działa najdłużej wtedy, gdy nikt go nie używa. Samochód nie zużywa się, jeśli stoi w garażu. Buty nie ścierają się,
jeśli pozostają w pudełku.
A słupki nie wymagają konserwacji, jeśli miesiącami nie opuszczają swojej podziemnej kwatery. Problem polega tylko na tym, że kupiono je po to, aby chroniły ludzi, a nie same siebie. Jak wyjaśnia urząd, ich wykorzystanie nie jest jednak tak proste, jak mogłoby
się wydawać.

„Automatyczne słupki blokujące będą wykorzystywane incydentalnie, w związku
z wprowadzeniem zatwierdzonej czasowej organizacji ruchu, dostosowanej do konkretnych okoliczności.”
Za tym jednym zdaniem kryje się cała procedura. Projekt czasowej organizacji ruchu. Opinie. Uzgodnienia. Zatwierdzenia.
Co więcej, choć przepisy nie wskazują konkretnego terminu składania dokumentów, urząd rekomenduje organizatorom około 30-dniowe wyprzedzenie.

I tutaj pojawia się kolejny paradoks.

W Gdańsku słupki są elementem codziennego funkcjonowania miasta.
W Słupsku wygląda to tak, jakby największym wyzwaniem było nie samo podniesienie słupka, ale uzyskanie zgody na dokonanie tej czynności. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że słupki są dostępne dla każdego. Pod warunkiem, że odpowiednio wcześnie przewidzi,
iż za miesiąc będzie potrzebował słupków.
Najlepiej jeszcze zanim zacznie organizować wydarzenie. A może nawet zanim wpadnie
na pomysł jego organizacji. Oczywiście urząd podkreśla, że nie ma możliwości uproszczenia procedur.

„Wszystkie procedury wynikają z przepisów prawa i samorząd nie dysponuje narzędziami, nie ma kompetencji do zmiany, uproszczeń, ingerencji w określone ustawą
i rozporządzeniem obowiązki, procedury, zasady.”

I zapewne jest to prawda. Tylko mieszkańca interesuje zwykle nie rozporządzenie,
ale efekt. A efekt jest taki, że infrastruktura zakupiona po to, aby zwiększać bezpieczeństwo uczestników wydarzeń na Starym Rynku, nie została wykorzystana
ani razu.
Trudno więc nie odnieść wrażenia, że słupki na Starym Rynku osiągnęły status niemal legendarny. Wszyscy wiedzą, że istnieją. Niektórzy pamiętają, po co je zamontowano,
ale nikt nie widział ich podczas pracy.
Może więc rzeczywiście staliśmy się posiadaczami najbezpieczniejszych słupków w Polsce. Nie dlatego, że skutecznie chronią ludzi, ale dlatego, że przez cały okres swojego istnienia nie spotkało ich nic niebezpiecznego.

Nawet konieczność wykonania pracy. I właśnie dlatego pozostaje pytanie, którego
nie sposób nie zadać.
Jeżeli nie podczas jarmarków, miejskich imprez i wydarzeń organizowanych na Starym Rynku, to kiedy właściwie nadejdzie ten wielki dzień, w którym słupki wyjadą z ziemi
i spełnią rolę, dla której wydano na nie blisko 194 tysięcy złotych?

A może podzielą one los tak zwanych „półkowników” – rzeczy ważnych i koniecznych,
np. różnego rodzaju strategii i dokumentów, które samorządy mają obowiązek stworzyć,
a których realizacja odkłada się na lata albo w niebyt. Czyli trafiają na półkę właśnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here