Misja w dresie. Jak wiceprezydent Słupska tłumaczy wysokie dodatki do pensji

0
565
Fot. źródło. GP24

Środa, 11 lutego, otworzyła w Słupsku nowy rozdział po głośnej miejskiej
(a według niektórych tylko medialnej) awanturze o nagrody i dodatki dla urzędowej elity. Była to pierwsza konferencja prasowa od chwili, gdy liczby zaczęły żyć własnym życiem, a pytania dziennikarzy stały się nieuniknione.
W jej trakcie zwykły dodatek do pensji przeszedł zadziwiającą metamorfozę:
z budżetowej rubryki przeistoczył się w ideę. Padło bowiem słowo „misja”.
A kiedy w Urzędzie rozbrzmiewa „misja”, rachunkowość cicho opuszcza salę, robiąc miejsce metafizyce.

Pierwsza wiceprezydent Słupska, Marta Makuch, tłumacząc zasadność pobieranego dodatku specjalnego, opisała swoją pracę jako stan permanentnej gotowości do: reagowania
na kryzysy, nadzorowania kilkudziesięciu inwestycji i czuwania nad projektami unijnymi.
A także – co stało się najbardziej obrazowym elementem tej opowieści – do działania nawet wtedy, gdy przebywa w domu, poza godzinami pracy, w dresie i bez makijażu, lecz w pełnej urzędniczej mobilizacji.
W tym miejscu konferencja przestała być wydarzeniem administracyjnym, a stała się pokazem narodowej skłonności do nadawania rzeczom zwyczajnym znaczeń podniosłych. Urzędniczka samorządowa zaczęła funkcjonować w narracji jako bohaterka nieustannego czuwania, choć w świetle przepisów pozostaje po prostu wysokim rangą pracownikiem administracji – a więc kimś, komu za gotowość do pracy już zapłacono i to całkiem sporo,
w ramach etatu.

Słuchając o całodobowej dyspozycyjności, można było z umiarkowanym zdziwieniem zastanowić się nad jej zakresem. Czy obejmuje ona również spożywanie pizzy w „Poranku”, udokumentowane filmowo w godzinach pracy? Jeśli tak, należałoby uznać, że słupski samorząd wprowadził pionierską metodę nadzoru gastronomicznego, lub drugiego śniadania w której kontrola jakości odbywa się w obecności kamery i za którą płacimy
my wszyscy.
Tak oto zwyczajna konferencja prasowa przeobraziła się w intensywny kurs języka władzy – dialektu, w którym zwykłe obowiązki pęcznieją do rangi misji dziejowych, a dodatki
do pensji zaczynają brzmieć jak odznaczenia przyznawane za bohaterstwo w czasie pokoju.
W tym języku każda czynność nabiera patosu, a każda decyzja – historycznego ciężaru. Tylko rzeczywistość, wierna swoim skromnym standardom, zachowuje powściągliwość
i przygląda się całemu zajściu z miną kogoś, kto widział już wiele podobnych przedstawień
i wciąż nie może się nadziwić, jak poważnie traktują je urzędnicy.

6 410 zł, czyli arytmetyka misji

Dodatek specjalny wiceprezydent wynosi 6 410 zł brutto miesięcznie, co w skali roku daje około 77 tysięcy złotych. W dokumentach figuruje on jako wynagrodzenie
za „okresowe zwiększenie obowiązków”. To sformułowanie zasługuje na osobną uwagę, ponieważ w praktyce oznacza dodatek wypłacany regularnie, miesiąc po miesiącu, z godną podziwu konsekwencją.
„Okresowość” w tej konstrukcji ma charakter niemal literacki. Trwa bowiem nieprzerwanie przez cały rok, co pozwala przypuszczać, że mamy do czynienia z okresem wyjątkowo rozciągliwym. Dodatek, który z definicji powinien być wyjątkiem, staje się w ten sposób elementem stałym – czymś w rodzaju finansowego krajobrazu, do którego wszyscy zdążyli się przyzwyczaić.
Z punktu widzenia księgowości wszystko się zgadza: liczby sumują się bez zarzutu.
Z punktu widzenia logiki organizacyjnej pojawia się jednak drobne zamieszanie. Jeśli bowiem „zwiększenie obowiązków” polega na reagowaniu na kryzysy, nadzorze nad strategicznymi inwestycjami i stałej dyspozycyjności, to opis ten brzmi zaskakująco podobnie do definicji stanowiska kierowniczego w samorządzie.

I tu wraca pytanie, które trudno zignorować: gdzie w tej konstrukcji znajduje się Prezydentka miasta? To ona – zgodnie z ustrojem samorządu – ponosi ostateczną odpowiedzialność za decyzje i funkcjonowanie Urzędu. Jej wynagrodzenie nie jest wzbogacane o dodatki za gotowość, ponieważ sama funkcja zakłada najwyższy poziom dyspozycyjności.
Jeśli więc dodatek przysługuje za wykonywanie zadań wpisanych w naturę kierowniczego stanowiska, można odnieść wrażenie, że w konferencyjnych wyjaśnieniach nastąpiło lekkie przesunięcie kompetencyjne. Role zaczęły na siebie nachodzić, a hierarchia – przynajmniej w opisie – uległa subtelnemu rozmyciu. To drobne pomieszanie stanowisk nie byłoby może warte uwagi, gdyby nie fakt, że zostało precyzyjnie wycenione w skali rocznej.
Jeśli gotowość do reagowania na kryzysy stanowi podstawę dodatku specjalnego wiceprezydent, to należałoby zapytać o architekturę władzy w ratuszu. Bo w klasycznym modelu administracyjnym najwyższy poziom gotowości powinien reprezentować prezydent miasta – osoba, która nie pobiera żadnych dodatków specjalnych, za to otrzymuje wynagrodzenie właśnie po to, by być w pełnej dyspozycji wobec spraw miasta.

Innymi słowy: jeśli ktoś w tym systemie powinien pozostawać w stanie permanentnego czuwania, to właśnie ona. Nie tylko podczas wydarzeń kulturalnych i oficjalnych uroczystości, lecz przede wszystkim w chwilach, gdy miasto mierzy się z realnymi problemami.

Tymczasem konferencyjna narracja wprowadziła osobliwą hierarchię gotowości. Wiceprezydent jawi się w niej jako urzędnik w trybie alarmowym, podczas gdy prezydent – zgodnie z logiką dodatków – zdaje się funkcjonować poza tą kategorią. Powstaje
więc subtelny paradoks: odpowiedzialność za decyzje pozostaje na najwyższym szczeblu, ale retoryka nadzwyczajnego poświęcenia koncentruje się szczebel niżej.
To konstrukcja tak finezyjna, że mogłaby zainteresować nie tylko specjalistów
od administracji publicznej, ale i badaczy współczesnych odmian komizmu. Oto bowiem miasto, w którym gotowość staje się osobnym stanowiskiem pracy – niemal specjalizacją – choć z definicji powinna być fundamentem każdego kierowniczego urzędu.

Etyka, czyli dział pomijany w tabelach

W tym miejscu rozmowa o dodatkach siłą rzeczy opuszcza bezpieczny teren księgowości
i wchodzi w obszar znacznie mniej komfortowy – etykę. To dział administracji,
który nie posiada własnej rubryki w budżecie, nie generuje załączników i rzadko doczekuje się konferencji prasowych, a jednak w dłuższej perspektywie decyduje o tym, czy władza brzmi poważnie, czy zaczyna brzmieć komicznie.
Konferencja była pod tym względem pouczająca. Zamiast namysłu nad proporcjami między wynagrodzeniem a społecznym odbiorem decyzji usłyszeliśmy przede wszystkim spokojne zapewnienie, że dodatek się należy. Argument poprawny w sensie prawnym i jednocześnie zaskakująco ubogi w sensie filozoficznym. Prawo odpowiada bowiem na pytanie
„czy można”, natomiast etyka zaczyna się dopiero przy pytaniu „czy wypada”.

To rozróżnienie bywa dla administracji kłopotliwe, ponieważ „czy wypada” nie daje się ująć w paragraf ani opatrzyć pieczątką. Wymaga natomiast pewnej wyobraźni: umiejętności spojrzenia na własne decyzje oczami tych, którzy je finansują. A z tej perspektywy stały dodatek za „okresowe” zwiększenie obowiązków wygląda mniej jak techniczny szczegół regulaminu, a bardziej jak ćwiczenie z elastyczności pojęć.

Mieszkańcy nie prowadzą sporu o literalną interpretację przepisów. Intuicyjnie wyczuwają coś prostszego: rozdźwięk między językiem uzasadnień a codziennym doświadczeniem pracy. Gdy władza mówi o misji i nadzwyczajnym obciążeniu, a jednocześnie opisuje czynności wpisane w naturę stanowiska, pojawia się wrażenie, że uczestniczymy
w spektaklu, w którym etyka gra rolę statysty – obecna na scenie, ale bez kwestii mówionej.
A właśnie w tej ciszy etyka staje się najgłośniejsza. Przypomina, że urząd to nie tylko mechanizm wypłacania zgodnych z prawem świadczeń, lecz także instytucja zaufania publicznego. A zaufanie ma tę nieprzyjemną właściwość, że nie podlega dodatkom specjalnym i bardzo łatwo reaguje na nadmiar patosu.

Republika nocnej gotowości

Prawdziwy komizm systemu dodatków ujawnia się dopiero wtedy, gdy spróbujemy potraktować go z pełną powagą. Skoro mają one wynagradzać szczególną dyspozycyjność, należałoby przyjąć, że kierownictwo ratusza funkcjonuje w stanie całodobowego czuwania. Słupsk jawi się w tej wizji jako republika zarządzana przez kadrę na wiecznym dyżurze –
i to dyżurze całkiem solidnie wycenionym, bo na poziomie wyższym niż pensje sporej części mieszkańców.

Na konferencji 11 lutego w południe tę ideę reprezentowała wyłącznie pierwsza wiceprezydent. Druga wiceprezydentka, Beata Chrzanowska, oraz skarbniczka miasta, Anna Gajda, nie pojawiły się, choć i one pobierają dodatki za rozszerzone obowiązki: odpowiednio około 5 424 zł oraz nawet 8 500 zł brutto miesięcznie. Być może ich dyspozycyjność ma charakter bardziej dyskretny i ujawnia się dopiero wtedy, gdy kamery są już wyłączone, a miasto przechodzi w tryb wieczorny. Bo przecież, jak twierdzi Marta Makuch, prawdziwa gotowość zaczyna się po godzinach.

Jest 22:00. Przeciętny mieszkaniec Słupska kończy dzień, lecz mieszkalnictwo komunalne trwa. Druga wiceprezydent, być może w papilotach i z kremem na twarzy – a więc w stroju roboczym nocnej administracji – sprawuje nad nim nadzór w trybie kontemplacyjnym. Każdy lokal może spać spokojnie, wiedząc, że w tle pracuje dodatek w wysokości ponad pięciu tysięcy złotych.

Około 21:15 skarbniczka prowadzi swój wieczorny rytuał z długiem miasta. Herbata paruje, kalkulator spoczywa w pobliżu, a liczby układają się w znajome szeregi. Dług – nadzorowany za kwotę sięgającą 8 500 zł miesięcznie – wymaga przecież troski. Można sobie wyobrazić, że w tej chwili pojawiają się pytania natury twórczej: czy odpowiednio pielęgnowany nie mógłby stać się jeszcze bardziej okazały? Matematyka finansów publicznych zna w końcu pojęcie wzrostu.

Jeśli tak wygląda wieczorna topografia słupskiej administracji, mieszkańcy mogą spać spokojnie. Nad ich miastem ktoś nieustannie czuwa – nawet jeśli czyni to między papilotami a herbatą. A czuwanie, jak wiadomo, najlepiej smakuje po godzinach.

Co pozostało po tej konferencji?

Po tych nocnych rozważaniach o czuwającej elicie ratusza wracamy na salę konferencyjną z 11 lutego – do miejsca, w którym cała ta opowieść się zaczęła.

Pod warstwą humoru pozostaje bowiem pytanie całkiem poważne. Dodatek Marty Makuch w wysokości około 77 tysięcy złotych rocznie nie jest figurą retoryczną
ani literacką przesadą. To konkretna suma z publicznego budżetu – pieniądze, które mieszkańcy odruchowo zestawiają z własnym doświadczeniem pracy, zarobków i codziennych proporcji.

Konferencja skupiła się na technicznym uzasadnieniu tego dodatku. Znacznie mniej miejsca poświęcono refleksji, czy system, w którym stała gotowość staje się osobno premiowanym elementem pracy kierownictwa Miasta, jest rozwiązaniem nie tylko zgodnym z przepisami, ale i przekonującym z punktu widzenia społecznego poczucia miary. Prawo potrafi wiele wyjaśnić, lecz rzadko odpowiada na pytanie o proporcje, ale i zwykły szacunek
do mieszkańców.
Satyra rodzi się właśnie w tej szczelinie: tam, gdzie język oficjalnych uzasadnień zaczyna rozmijać się z codzienną intuicją. Im bardziej podniosłe deklaracje, tym wyraźniej słychać cichy śmiech rzeczywistości, która z uporem sprowadza wszystko do prostych rachunków.

Słowo „misja”, które otworzyło konferencję, wraca więc na końcu jak refren – już nie jako hasło retoryczne, lecz jako skrót całej sytuacji. Jeśli zarządzanie miastem jest misją,
to jest to misja szczególnego rodzaju: jednocześnie wzniosła i precyzyjnie wyceniona, idealistyczna i starannie wpisana w tabelę dodatków.
Obraz wiceprezydent w dresie, gotowej do działania o każdej porze, pozostanie zapewne jednym z trwalszych symboli tej debaty. Nie jako złośliwy mem, lecz jako skrót pewnej filozofii rządzenia: miasta opisywanego językiem heroizmu, a rozliczanego językiem księgowości.

A mieszkańcom pozostaje najprostsze z możliwych pytań: czy to jeszcze opis administracyjnej rzeczywistości, czy już satyra, którą życie – jak to często bywa – napisało szybciej niż jakikolwiek felietonista.

 

Szanowna Czytelniczko, Szanowny Czytelniku,
ten tekst jest felietonem – autorskim komentarzem do wydarzeń i dokumentów, które funkcjonują w przestrzeni publicznej. Nie musi on odzwierciedlać Twojego punktu widzenia. Zachęcamy jednak do uważnego śledzenia faktów, sięgania
do źródeł i samodzielnego wyrobienia sobie opinii.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here