Między kroniką sukcesów a diagnozą miasta. Czego zabrakło w Raporcie o stanie Słupska?

0
596

Raport o stanie Miasta miał być diagnozą wspólnoty samorządowej, a nie kroniką aktywności Urzędu. Powinien opowiadać przede wszystkim o tym, jak żyje
się mieszkańcom i z jakimi wyzwaniami mierzy się Miasto. Lektura Raportu
o stanie miasta Słupska za 2025 rok pozostawia pytanie, czy otrzymaliśmy rzeczywisty obraz kondycji Miasta, czy raczej starannie przygotowaną opowieść
o jego sukcesach.

Właśnie po to kilka lat temu wprowadzono obowiązek przygotowywania raportów o stanie gminy. Miały być nie tylko sprawozdaniem z działalności urzędu, ale przede wszystkim diagnozą wspólnoty samorządowej. Dokumentem pozwalającym mieszkańcom, radnym
i władzom spojrzeć uczciwie na miejsce, w którym żyją.
Po lekturze Raportu o stanie miasta Słupska za 2025 rok trudno odmówić samorządowi aktywności. Na kolejnych stronach znajdziemy inwestycje, wydarzenia kulturalne, projekty społeczne, działania edukacyjne, programy ekologiczne i informacje o pozyskanych środkach zewnętrznych. To obraz miasta dynamicznego, pełnego inicjatyw i energii.
Jednocześnie coraz częściej pojawia się pytanie, czy raport opowiada o stanie Miasta,
czy raczej o działalności Urzędu.
To nie jest to samo.
Prowadzenie szkół, organizowanie pomocy społecznej, utrzymywanie dróg, wspieranie kultury, zapewnianie komunikacji miejskiej czy dbanie o przestrzeń publiczną
nie są szczególnymi osiągnięciami władz samorządowych. To podstawowe obowiązki gminy. Mieszkańcy finansują je ze swoich podatków i mają prawo oczekiwać ich realizacji.

Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi: „Co zrobił samorząd?”
Najważniejsze brzmi: „Jaki przyniosło to efekt?”

Bo między wykonaniem zadania a rozwiązaniem problemu istnieje zasadnicza różnica. Można zorganizować dziesiątki wydarzeń, przeprowadzić setki działań i zrealizować kolejne inwestycje, a jednocześnie nie odpowiedzieć na najważniejsze wyzwania stojące przed miastem. Raport o stanie miasta powinien pokazywać nie tylko aktywność samorządu,
ale przede wszystkim skuteczność podejmowanych działań oraz ich wpływ na codzienne życie mieszkańców.
Mam wrażenie, że właśnie tej perspektywy zabrakło w raporcie najbardziej.

Miasto rośnie, mieszkańców rodzi się coraz mniej

Jeżeli szukać miejsca, od którego warto rozpocząć rozmowę o kondycji Słupska,
to właśnie tutaj.
W 2024 roku w mieście urodziło się 378 dzieci, a zmarły 1062 osoby. Rok później liczba urodzeń spadła do 356, natomiast liczba zgonów wzrosła do 1112. Deficyt przyrostu naturalnego pogłębił się z minus 684 do minus 756 mieszkańców.
Jednocześnie liczba mieszkańców wzrosła. Nie stało się to jednak za sprawą poprawy sytuacji demograficznej, lecz przede wszystkim zmian granic administracyjnych miasta.
To ważne rozróżnienie. Bo liczba mieszkańców może rosnąć na mapie, podczas gdy liczba mieszkańców z roku na rok maleje w statystykach urodzeń. A właśnie te statystyki najwięcej mówią o przyszłości miasta.

Ludzie ukryci za programami i projektami

Raport szczegółowo opisuje działania prowadzone przez instytucje pomocy społecznej. Wymienia programy, inicjatywy, kampanie i formy wsparcia.
Znacznie mniej miejsca poświęca samym mieszkańcom, do których ta pomoc
jest kierowana. Czy osób potrzebujących wsparcia jest więcej czy mniej niż rok wcześniej?
Jak zmienia się skala ubóstwa? Ilu seniorów wymaga codziennej pomocy? Jak wygląda sytuacja osób zagrożonych wykluczeniem społecznym lub mieszkaniowym?

Część tych informacji można oczywiście odnaleźć w raporcie. Dowiadujemy się między innymi o działaniach skierowanych do osób w kryzysie bezdomności, funkcjonowaniu ogrzewalni, łaźni, streetworkingu czy projektach wspierających rodziny znajdujące
się w trudnej sytuacji życiowej. Problem polega jednak na tym, że są to przede wszystkim opisy działań i realizowanych programów. Znacznie trudniej znaleźć odpowiedź na pytanie, czy skala problemów społecznych w Słupsku rośnie, maleje czy pozostaje na podobnym poziomie. To właśnie odpowiedzi na takie pytania pozwalają ocenić, czy miasto radzi sobie
z problemami społecznymi, czy jedynie nimi zarządza.

Mieszkanie nadal pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań

Od lat słyszymy o odpływie części mieszkańców do gmin ościennych, potrzebie budowy nowych mieszkań i zatrzymywaniu młodych ludzi w mieście.
Tymczasem w raporcie trudno znaleźć pełny obraz sytuacji mieszkaniowej.
Co znamienne, główna część raportu praktycznie nie rozwija tego zagadnienia, odsyłając czytelnika do osobnego załącznika poświęconego polityce mieszkaniowej. Trudno
nie odnieść wrażenia, że jeden z najważniejszych problemów współczesnych miast został potraktowany bardziej jako materiał uzupełniający niż jeden z kluczowych elementów diagnozy.
A ja chciałabym się dowiedzieć, ilu mieszkańców oczekuje dziś na lokal komunalny?
Jak zmienia się liczba pustostanów? Czy kolejka oczekujących się skraca, czy wydłuża?
Jakie efekty przynoszą prowadzone programy mieszkaniowe?
Bez takich danych trudno ocenić, czy miasto skutecznie odpowiada na jeden
z najważniejszych problemów rozwojowych ostatnich lat.

Codzienność mieszkańców nie kończy się na inwestycjach

W raporcie znajdziemy informacje o kolejnych przedsięwzięciach, modernizacjach
i zadaniach inwestycyjnych. Znacznie mniej miejsca zajmuje jednak pytanie o jakość codziennego życia.
Czy przejścia dla pieszych są dziś bezpieczniejsze? Czy poprawił się stan chodników?
Czy udało się wyeliminować miejsca szczególnie niebezpieczne dla pieszych?
Jakie wnioski wyciągnięto po problemach związanych z zimowym utrzymaniem miasta?
Jak służby poradziły sobie podczas gwałtownych opadów, podtopień czy burz?
Mieszkańcy oceniają miasto nie tylko przez pryzmat wielomilionowych inwestycji. Równie często oceniają je przez drogę do szkoły, odśnieżony chodnik, oświetlone przejście
dla pieszych czy szybkość reakcji służb w sytuacjach kryzysowych. A to również
są wskaźniki pokazujące rzeczywistą kondycję samorządu.

Przyroda między statystyką a rzeczywistością

W części poświęconej środowisku raport opowiada przede wszystkim o działaniach. Czytamy o programach edukacyjnych, wydarzeniach ekologicznych, akcjach społecznych
i inicjatywach promujących troskę o przyrodę. Znacznie trudniej znaleźć odpowiedź
na pytanie o efekty. Czy zieleni w mieście jest dziś więcej niż rok temu?
Czy stan miejskiego drzewostanu się poprawia, czy przeciwnie – wymaga coraz większej interwencji? Czy przestrzeń, w której żyją mieszkańcy, staje się bardziej odporna na skutki zmian klimatu? To właśnie takie informacje pozwalają ocenić rzeczywistą kondycję środowiska.
W raporcie za 2024 rok odnotowano zniesienie ochrony prawnej pięciu pomników przyrody. Rok później takich przypadków było siedem. Nie musi to oczywiście oznaczać błędnych decyzji. Drzewa starzeją się, chorują, czasem stwarzają zagrożenie dla ludzi i mienia. Problem leży gdzie indziej.
Raport nie pokazuje bilansu.
Wiemy natomiast, że w 2025 roku odnotowano siedem przypadków zniesienia ochrony prawnej pomników przyrody, a do urzędu wpłynęły dziesiątki zgłoszeń i wniosków związanych z usuwaniem drzew oraz krzewów. Same liczby niewiele jednak mówią
bez szerszego kontekstu. Nie wiemy, czy miejski drzewostan powiększa się dzięki nowym nasadzeniom, czy maleje. Nie wiemy, jaki jest bilans strat i zysków w zieleni wysokiej.
A właśnie taki bilans pozwala ocenić rzeczywisty stan środowiska.
Nie wiemy również ile nowych drzew objęto ochroną, czy liczba pomników przyrody rośnie, czy maleje, ani jak zmienia się ogólny stan najcenniejszych przyrodniczo zasobów miasta.
A przecież troska o środowisko nie sprowadza się do liczby wydarzeń czy kampanii edukacyjnych. Ostatecznie najważniejsze jest to, co pozostaje po ich zakończeniu –
ile drzew nadal daje cień, ile terenów zielonych zachowuje swoją wartość i czy mieszkańcy rzeczywiście żyją w mieście bardziej przyjaznym przyrodzie niż jeszcze kilka lat temu.

Kultura – liczby warto czytać razem

Kultura od lat pozostaje jedną z najmocniejszych stron Słupska. Trudno z tym polemizować.

Raport pokazuje imponującą skalę działalności miejskich instytucji kultury. Teatr Lalki Tęcza w 2025 roku zrealizował 160 przedstawień na własnej scenie oraz 27 pokazów wyjazdowych poza Słupskiem. Był również gospodarzem 14 spektakli festiwalowych prezentowanych na scenach Tęczy, Nowego Teatru i Teatru Rondo. Łącznie jego działalność przyciągnęła 28 327 widzów.
To jednak nie tylko spektakle. Tęcza prowadzi również intensywną działalność edukacyjną. W warsztatach teatralnych uczestniczyło blisko 5800 osób, a kolejnych 300 dzieci wzięło udział w programie „Moja pierwsza wizyta w teatrze”. Trudno nie zauważyć, że instytucja
ta pełni rolę znacznie szerszą niż tylko prezentowanie repertuaru teatralnego.
Nowy Teatr zrealizował w tym samym czasie 139 spektakli, które obejrzało 27 184 widzów.
Polska Filharmonia Sinfonia Baltica zorganizowała 32 koncerty symfoniczne
oraz 22 koncerty edukacyjne, docierając do 7484 słuchaczy.
To jednak nie koniec. Słupski Ośrodek Kultury przeprowadził 412 wydarzeń, w których uczestniczyło 36 750 osób. Kino Rejs wyświetliło 971 seansów, przyciągając 21 248 widzów.

Trudno znaleźć drugą dziedzinę życia publicznego, w której aktywność miejskich instytucji byłaby tak duża i tak różnorodna. To wyniki, których wiele miast mogłoby pozazdrościć.
Raport pokazuje jednak przede wszystkim frekwencję i liczbę wydarzeń. Znacznie mniej miejsca poświęca relacji pomiędzy nakładami a efektami.
Tymczasem budżet miasta na 2025 rok przewidywał dotacje podmiotowe w wysokości 5,85 mln zł dla Polskiej Filharmonii Sinfonia Baltica, 3,5 mln zł dla Nowego Teatru oraz 2,3 mln zł dla Teatru Lalki Tęcza.

Nie chodzi o tworzenie rankingów ani sprowadzanie kultury do prostego rachunku ekonomicznego. Instytucje kultury pełnią różne funkcje, docierają do różnych odbiorców
i realizują odmienne misje. Filharmonia nie będzie działała według tych samych kryteriów co teatr repertuarowy, a teatr dla dzieci według tych samych zasad co dom kultury.

Ale właśnie dlatego warto pokazywać pełniejszy obraz.

Mieszkańcy mają prawo wiedzieć nie tylko, ile wydarzeń zorganizowano i ilu uczestników wzięło w nich udział, ale również jak kształtuje się finansowanie poszczególnych instytucji, jakie zadania realizują oraz jakie cele stoją za tymi wydatkami. Dopiero zestawienie tych danych pozwala prowadzić poważną rozmowę o polityce kulturalnej miasta.
Trudno bowiem nie zauważyć pewnej dysproporcji. Instytucja otrzymująca najniższą dotację podmiotową spośród miejskich instytucji artystycznych należy jednocześnie
do najbardziej aktywnych. Teatr Lalki Tęcza nie tylko zgromadził ponad 28 tysięcy widzów, ale prowadził także szeroką działalność edukacyjną, organizował warsztaty, realizował spektakle wyjazdowe i współtworzył wydarzenia festiwalowe. Skala tej aktywności wykracza daleko poza liczbę przedstawień prezentowanych na własnej scenie.
Nie jest to argument za ograniczaniem finansowania innych instytucji ani za prostym przeliczaniem kultury na liczbę widzów. Takie podejście byłoby niesprawiedliwe i zbyt uproszczone.
Rodzi jednak zasadne pytanie o kryteria podziału publicznych środków i o to, jakie cele miasto chce realizować poprzez finansowanie poszczególnych obszarów kultury.
W przeszłości odpowiedź często sprowadzała się do stwierdzenia, że taki model finansowania funkcjonował od lat. Trudno jednak uznać samą tradycję za wystarczające uzasadnienie dla współczesnej polityki kulturalnej.
Być może właśnie takie pytania powinny częściej pojawiać się w raporcie o stanie miasta. Nie po to, by kogokolwiek rozliczać, ale po to, by mieszkańcy mogli lepiej zrozumieć, jakimi wartościami kieruje się samorząd, finansując kulturę i jakie efekty społeczne chce dzięki temu osiągać.

Sport to nie tylko wyniki i medale

Podobna refleksja nasuwa się przy lekturze części poświęconej sportowi.
Raport chętnie opowiada o sukcesach zawodników, osiągnięciach klubów i organizowanych wydarzeniach. To naturalne – sport dostarcza emocji, buduje lokalną dumę i integruje mieszkańców. Znacznie trudniej odnaleźć odpowiedź na pytanie, jak wygląda struktura finansowania tego obszaru. Jaka część miejskich środków trafia do sportu zawodowego,
a jaka do szkolenia dzieci i młodzieży? Ilu młodych mieszkańców korzysta z miejskiego wsparcia? Jakie efekty społeczne przynoszą wielomilionowe nakłady na infrastrukturę sportową i działalność klubów?
To nie są pytania o zasadność wspierania sportu.
To pytania o jego rolę.
Bo samorząd finansuje sport nie po to, by kolekcjonować puchary, lecz po to, by poprawiać jakość życia mieszkańców, wspierać aktywność fizyczną, budować zdrowe nawyki i tworzyć przestrzeń do rozwoju kolejnych pokoleń.
I właśnie o tym w raporcie chciałoby się przeczytać więcej.

Rozwój trzeba umieć policzyć

Jednym z najciekawszych tematów, które w raporcie pojawiają się jedynie na marginesie, pozostaje bilans rozszerzania granic miasta i konsekwencje decyzji podejmowanych w imię rozwoju.

Kilka lat temu Słupsk przejął od Gminy Redzikowo tereny w rejonie Płaszewka.
Była to jedna z najważniejszych decyzji gospodarczych ostatnich lat. Jej zwolennicy wskazywali na nowe możliwości inwestycyjne, większe wpływy podatkowe, rozwój przedsiębiorczości oraz wzmocnienie pozycji miasta w regionie.
Dziś, gdy od tamtych decyzji minęło już kilka lat, warto postawić pytanie o ich rzeczywiste skutki. Nie polityczne. Finansowe i społeczne. Jakie dodatkowe dochody przyniosły miastu przyłączone tereny? Jak wzrosły wpływy z podatku od nieruchomości?
Jaki udział w budżecie miasta mają dziś wpływy od przedsiębiorstw działających na tych obszarach?
W jaki sposób dodatkowe wpływy przełożyły się na codzienne życie mieszkańców?
To jednak tylko jedna strona bilansu. Znacznie rzadziej rozmawiamy o kosztach.
A przecież każde rozszerzenie granic miasta oznacza nie tylko nowe dochody, ale również nowe zobowiązania. Ile kosztowało utrzymanie przejętej infrastruktury?
Jak wzrosły wydatki na drogi, oświetlenie uliczne, transport publiczny, gospodarkę komunalną czy bezpieczeństwo?
Jakie dodatkowe nakłady inwestycyjne musiało ponieść miasto?
I wreszcie najważniejsze pytanie: czy dodatkowe dochody przewyższają dziś koszty związane z utrzymaniem tych terenów?
Nie są to pytania wymierzone przeciwko samej idei rozwoju. Wręcz przeciwnie. Po kilku latach funkcjonowania nowych obszarów mieszkańcy mają prawo oczekiwać uczciwego podsumowania jednej z najważniejszych decyzji rozwojowych ostatnich lat.

Raport o stanie miasta wydaje się naturalnym miejscem do przedstawienia takiego bilansu.
Nie po to, by rozliczać przeszłość. Po to, by lepiej planować przyszłość.
Tym bardziej, że dziś Słupsk stoi przed kolejną dyskusją dotyczącą rozszerzenia granic administracyjnych. Tym razem chodzi o Bolesławice i tereny należące obecnie do Gminy Kobylnica. W tym przypadku nie sposób jeszcze mówić o efektach. Można jednak mówić
o założeniach. Jakich dochodów spodziewa się miasto? Jakie będą koszty utrzymania nowych terenów? Jak zmienią się wydatki na infrastrukturę, edukację, transport publiczny, gospodarkę komunalną czy bezpieczeństwo? Czy przygotowano wieloletni bilans pokazujący zarówno potencjalne korzyści, jak i przyszłe zobowiązania?
W debacie publicznej znacznie częściej słyszymy o tym, ile miasto może zyskać.
Znacznie rzadziej o tym, ile będzie musiało wydać. Tymczasem rozwój miasta nie polega wyłącznie na powiększaniu jego powierzchni. Nie polega nawet na zwiększaniu liczby mieszkańców czy terenów inwestycyjnych. O jego powodzeniu decyduje zdolność
do utrzymania nowych obszarów bez pogarszania jakości usług świadczonych mieszkańcom. Dlatego mieszkańcy mają prawo oczekiwać nie tylko informacji
o potencjalnych zyskach, ale również rzetelnej wiedzy o kosztach i długofalowych konsekwencjach podejmowanych decyzji.
Bo dopiero wtedy można uczciwie odpowiedzieć na pytanie, czy miasto rzeczywiście
się rozwija, czy jedynie staje się większe.

Finanse miasta widziane przez pryzmat inwestycji

Raport koncentruje się przede wszystkim na realizowanych przedsięwzięciach, pozyskanych środkach i prowadzonych inwestycjach. Trudno się temu dziwić. Inwestycje są najbardziej widoczną częścią działalności samorządu. Nowa droga, wyremontowany budynek
czy zmodernizowana przestrzeń publiczna łatwo stają się symbolem rozwoju.
Znacznie trudniej opowiada się o kosztach. A przecież to właśnie one są równie ważną częścią historii miasta. Budżet Słupska na 2025 rok zakładał dochody na poziomie
994,7 mln zł oraz wydatki przekraczające 1,064 mld zł. Planowany deficyt wynosił
ponad 70 mln zł i miał zostać pokryty między innymi emisją obligacji, kredytami
oraz pożyczkami. W samym raporcie informacje te pojawiają się przede wszystkim jako element finansowania kolejnych działań. Znacznie mniej miejsca zajmuje natomiast pytanie o długofalowe skutki podejmowanych decyzji. Jak zmienia się poziom zadłużenia miasta?
Jakie będą koszty obsługi długu w kolejnych latach? Jak wpłynie on na możliwości realizacji przyszłych inwestycji? Jakie ryzyka finansowe dostrzega sam samorząd?

To nie są pytania stawiane przeciwko inwestycjom. Wręcz przeciwnie. Każde rozwijające
się miasto korzysta z instrumentów finansowych i planuje wydatki w perspektywie wielu lat.

Raport o stanie miasta powinien jednak pomagać mieszkańcom zrozumieć nie tylko to,
co udało się zrealizować, ale również cenę, jaką wspólnota ponosi za realizację swoich ambicji rozwojowych. Dobrym przykładem jest ring miejski. W raporcie pojawia się jako jedna z kluczowych inwestycji. Tymczasem koszt przedsięwzięcia, który jeszcze kilka
lat temu szacowano na około 129 mln zł, wzrósł do ponad 215 mln zł.
Nie chodzi o ocenę samej inwestycji. Można ją popierać lub krytykować. Trudno jednak
nie zauważyć, że wzrost kosztów o dziesiątki milionów złotych jest jednocześnie jednym
z najważniejszych faktów finansowych ostatnich lat.
A właśnie takie fakty pomagają zrozumieć rzeczywistą kondycję miasta.
Bo raport o stanie miasta nie powinien odpowiadać wyłącznie na pytanie, co udało
się zbudować. Powinien również pokazywać, jakie zobowiązania pozostawiamy przyszłym budżetom i jaką cenę płacimy za dzisiejszy rozwój.

Paradoks, od którego trudno uciec

Po lekturze raportu trudno oprzeć się pewnej refleksji.

Przez ponad sto stron czytamy o inwestycjach, wydarzeniach, nowych projektach, działaniach społecznych, przedsięwzięciach kulturalnych i kolejnych pozyskanych środkach zewnętrznych. Wyłania się z nich obraz miasta aktywnego, ambitnego i konsekwentnie rozwijającego się.
Nie jest to obraz fałszywy.
Większość opisanych działań rzeczywiście miała miejsce. Inwestycje są realizowane, instytucje działają, wydarzenia przyciągają mieszkańców, a samorząd skutecznie sięga
po środki zewnętrzne. Jednocześnie dokładnie to samo Miasto znalazło się w gronie beneficjentów Polsko-Szwajcarskiego Programu Rozwoju Miast i otrzymało ponad 76 mln zł dofinansowania w ramach projektu „Przyszłość w Równowadze. Wspólnie ze Szwajcarią
dla lepszego i bezpiecznego Słupska”.
To ogromny sukces.
Ale sukces ten ma również drugą stronę. Co ciekawe, informacja o pozyskaniu ponad
76 mln zł pojawia się już na początku raportu, wśród najważniejszych osiągnięć minionego roku. Dopiero kilkadziesiąt stron później czytelnik może znaleźć informację, że Słupsk został zakwalifikowany do grupy miast średnich tracących funkcje społeczno-gospodarcze oraz miast o obniżającym się potencjale rozwojowym. To właśnie ta diagnoza była jednym z powodów objęcia miasta wsparciem.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że najpierw poznajemy sukces, a dopiero później przyczyny, które sprawiły, że takie wsparcie w ogóle stało się potrzebne. Co więcej, między tymi dwoma informacjami znajduje się blisko sto stron raportu. Czytelnik bez trudu dowiaduje się, ile pieniędzy otrzymało miasto. Znacznie trudniej dowiaduje się, dlaczego zostało
ono zakwalifikowane do programu przeznaczonego dla ośrodków wymagających wsparcia rozwojowego.
Program nie jest więc nagrodą za dobre samopoczucie samorządu. Powstał po to,
by wspierać średnie miasta zmagające się z problemami rozwojowymi, społecznymi
i gospodarczymi. Miasta tracące część swoich funkcji, borykające się z niekorzystnymi trendami demograficznymi, odpływem mieszkańców czy osłabieniem potencjału rozwojowego.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego w raporcie praktycznie nie znajdziemy.
Jeżeli Słupsk został uznany za miasto wymagające tak znaczącego wsparcia rozwojowego, to jakie problemy doprowadziły do tej diagnozy?
Które zjawiska uznano za szczególnie niepokojące? Jakie procesy wymagają odwrócenia?
W jaki sposób Urząd chce mierzyć skuteczność działań finansowanych z programu?
To nie są pytania podważające zasadność przyznania środków.
Wręcz przeciwnie.
Skoro instytucje krajowe i międzynarodowe uznały, że Słupsk potrzebuje wsparcia
w wysokości ponad 76 mln zł, mieszkańcy mają prawo poznać pełną diagnozę,
która za tym stoi. Tymczasem raport znacznie chętniej opowiada o działaniach
niż o problemach. Znacznie częściej pokazuje sukcesy niż zagrożenia i dokładniej opisuje to, co udało się zrobić, niż to, czego nadal nie udało się rozwiązać.
A przecież jedno nie wyklucza drugiego.
Miasto może jednocześnie skutecznie pozyskiwać środki zewnętrzne i zmagać
się z problemami demograficznymi.
Może realizować inwestycje i jednocześnie zwiększać zadłużenie.
Może rozwijać kulturę i wciąż mierzyć się z kryzysem mieszkaniowym.
Może być dobrze zarządzane, a jednocześnie potrzebować wsparcia rozwojowego.
Być może właśnie to jest największą słabością raportu.
Nie to, że pokazuje sukcesy.
Lecz to, że zbyt rzadko pokazuje problemy, które stoją za potrzebą tych sukcesów.
Bo mieszkańcy nie potrzebują ani laurki, ani katastroficznej wizji miasta.
Potrzebują uczciwej opowieści.
Takiej, która potrafi jednocześnie mówić o osiągnięciach i wyzwaniach. O powodach
do dumy i powodach do niepokoju. O tym, co się udało, ale także o tym, co nadal wymaga naprawy.
Dopiero wtedy raport o stanie miasta staje się tym, czym miał być w zamyśle ustawodawcy – nie katalogiem działań urzędu, lecz diagnozą wspólnoty samorządowej.
A dobra diagnoza zawsze zaczyna się od nazwania problemu.

Cały raport dostępny na str: Przeczytaj Raport o stanie Miasta Słupska za 2025 rok

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here