Radna mówi, że Słupsk „przestaje być bezpieczny”. Policja tego nie potwierdza. Mimo to opowieść o zagrożeniu ze strony cudzoziemców nabiera rozpędu, a dwa dni później w Internecie pojawia się pomysł tzw. „patrolu obywatelskiego”. Sprawdzamy, co dzieje się, kiedy polityka zaczyna karmić strach – i kto później ponosi odpowiedzialność za jego skutki.
„Nasze miasto, niestety, przestaje być bezpieczne” – napisała 3 sierpnia radna Rady Miejskiej w Słupsku Marzena Gmińska. Tego samego dnia w mediach społecznościowych przekonywała, że migracja zarobkowa ma „duży wpływ na stan bezpieczeństwa Mieszkańców”, a libacje alkoholowe, agresja i niekulturalne zachowania „stają się u nas codziennością”.
To już nie jest wyłącznie sygnalizowanie problemu czy zwracanie uwagi na kilka niepokojących zdarzeń. Z tych słów wyłania się obraz miasta, w którym zagrożenie narasta, a jego źródło zostaje dość wyraźnie wskazane. Problem w tym, że takiego obrazu Słupska nie potwierdza Policja.
Komendę Miejską Policji w Słupsku poprosiliśmy o dane i ocenę aktualnej sytuacji.
W odpowiedzi czytamy:
„Obecna sytuacja dotycząca ewentualnych zagrożeń i wyzwań jest stale monitorowana. Aktualnie nie odnotowano istotnych zmian, bądź nowych zjawisk wymagających szczególnej uwagi”.
Policyjne statystyki pokazują ponadto, że liczba zgłoszeń i interwencji w Słupsku nie rośnie, ale wyraźnie spada. I właśnie w tym miejscu jedna interpelacja przestaje być wyłącznie sprawą radnej i jej politycznej aktywności. Bezpieczeństwo mieszkańców jest zbyt poważnym tematem, by opis miasta budować na emocjach, jeśli dostępne dane pokazują coś innego.
„Liczni mieszkańcy”. Czyli ilu?
Marzena Gmińska swoją diagnozę opiera przede wszystkim na głosach mieszkańców.
W interpelacji pisze o „skargach i wnioskach Mieszkańców Słupska, które są nieustannie
do mnie kierowane”, natomiast we wpisie opublikowanym po jej złożeniu mówi
już o „licznych skargach Słupszczan”. Nie kwestionujemy, że mieszkańcy zwracają
się do radnej. Skoro jednak ich głos staje się podstawą tak poważnej diagnozy warto wiedzieć, o jakiej skali mówimy.
Ilu mieszkańców zgłosiło problem? Kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu, a może kilkuset? Z jakiego okresu pochodzą te sygnały, ilu konkretnych zdarzeń dotyczą, ile trafiło również do Policji i jaka część odnosiła się do zachowania cudzoziemców? Tego z interpelacji
się nie dowiemy.
Nie wiemy również, ile z tych informacji zostało zweryfikowanych. Wiemy natomiast,
że z bliżej nieokreślonej liczby zgłoszeń powstaje bardzo daleko idąca ocena dotycząca Słupska i bezpieczeństwa jego mieszkańców. W interpelacji czytamy też o „dużych grupach obcokrajowców”, które mają spożywać alkohol oraz zachowywać się „bardzo głośno
i agresywnie w stosunku do przechodniów”.
W okolicy lokalu przy ulicy Murarskiej, według radnej, „nie można poruszać się swobodnie, bez obawy o agresywne zaczepki”, a słupszczanie mają być „zastraszani i obrzucani obelżywymi epitetami przy każdej próbie interwencji”.
Wreszcie pada zdanie najdalej idące:
„Nasze miasto, niestety, przestaje być bezpieczne”.
To już diagnoza dotycząca całego Słupska, dlatego postanowiliśmy sprawdzić ją tam,
gdzie informacje o przestępstwach, interwencjach i zagrożeniach nie opierają się na przekonaniach czy pojedynczych relacjach mieszkańców. Zapytaliśmy Policję.
Policja nie potwierdza obrazu miasta, które „przestaje być bezpieczne”
Od 1 stycznia do 31 lipca 2025 roku Policja odnotowała na terenie Słupska 15 186 zgłoszeń i interwencji. W analogicznym okresie 2026 roku było ich 12 842.
Różnica jest znacząca – 2344 zgłoszeń i interwencji mniej, co oznacza spadek
o ponad 15 procent.
W odpowiedzi przekazanej naszej redakcji Komenda Miejska Policji w Słupsku pisze:
„Analiza liczby zgłoszeń odnotowanych na terenie miasta Słupska od 01.01.2026
do 31.07.2026 roku (12842) w porównaniu do analogicznego okresu 2025 roku (15186) wskazuje na wyraźny spadek liczby interwencji i zgłoszeń kierowanych do Policji. Powyższa tendencja może świadczyć o poprawie poziomu bezpieczeństwa oraz zmniejszeniu liczby zdarzeń wymagających interwencji Policji”.
Zestawienie tych danych ze słowami radnej daje dwa bardzo różne obrazy tego samego miasta. Marzena Gmińska mówi, że Słupsk „przestaje być bezpieczny”, tymczasem Policja nie odnotowuje nowych zjawisk wymagających szczególnej uwagi, a liczba zgłoszeń
i interwencji spada.
Statystyka nie unieważnia oczywiście żadnego konkretnego zdarzenia ani niczyjej krzywdy. Pobity taksówkarz nadal jest ofiarą przestępstwa, a policyjna tabela w żaden sposób
nie zmienia tego, co go spotkało. Pijany kierowca stanowi zagrożenie bez względu na to, czy liczba wszystkich interwencji w mieście rośnie, czy maleje. Każde takie zdarzenie wymaga reakcji służb, a sprawca powinien ponieść odpowiedzialność.
Problem zaczyna się wtedy, gdy z kilku głośnych przypadków wyprowadza się wniosek dotyczący bezpieczeństwa całego miasta, a następnie łączy ten obraz z pochodzeniem sprawców.
A co mówią liczby o cudzoziemcach?
Po złożeniu interpelacji Marzena Gmińska napisała w mediach społecznościowych:
„Kwestia migracji zarobkowej ma w Słupsku duży wpływ na stan bezpieczeństwa Mieszkańców”. W tym samym wpisie stwierdziła również, że do Słupska „często” przyjeżdżają „osoby obce kulturowo, o niezweryfikowanej przeszłości, bez wymaganych dokumentów”. To stwierdzenie idzie znacznie dalej niż opis agresywnych zachowań w parku czy przywołanie skarg mieszkańców. Radna wskazuje już bezpośrednio na związek pomiędzy migracją zarobkową a bezpieczeństwem w Słupsku.
Jak przekazał „Tramwajowi Słupskiemu” mł. asp. Amadeusz Galus, oficer prasowy Komendanta Miejskiego Policji w Słupsku, dane dotyczące przestępstw pochodzą
z Komisariatów Policji I i II. Jednostkom tym podlegają również tereny sąsiednich gmin, dlatego zestawienie nie ogranicza się wyłącznie do administracyjnych granic Słupska.
W 2023 roku stwierdzono 2334 przestępstwa, z czego 92 popełnili cudzoziemcy – około 3,9 proc.
W 2024 roku stwierdzono 2440 przestępstw, w tym 66 popełnionych przez cudzoziemców – około 2,7 proc.
W 2025 roku było ich 2489, z czego 123 popełnili cudzoziemcy – około 4,9 proc.
Od początku 2026 roku do 31 lipca stwierdzono 1739 przestępstw,
w tym 61 popełnionych przez cudzoziemców – około 3,5 proc.
W żadnym z tych okresów udział przestępstw popełnionych przez cudzoziemców nie przekroczył więc 5 procent.
Jest jeszcze jedno ważne zastrzeżenie, bez którego te dane nie byłyby pełne.
Dotyczy wykroczeń – czyli zdarzeń innych niż przestępstwa. Jak wyjaśnił nam mł. asp. Amadeusz Galus, Policja nie prowadzi statystyk wykroczeń z podziałem na obywateli Polski
i cudzoziemców. Nie da się więc na podstawie policyjnych zestawień powiedzieć,
ile wykroczeń popełnili cudzoziemcy, a ile Polacy.
Ma to szczególne znaczenie w kontekście przywoływanych przez radną libacji alkoholowych, zakłócania porządku czy innych zachowań w przestrzeni publicznej, które zależnie
od okoliczności mogą być kwalifikowane właśnie jako wykroczenia. W tym przypadku
nie ma danych pozwalających na porównanie sprawców według obywatelstwa.
Są natomiast statystyki dotyczące przestępstw. A te nie pokazują, by cudzoziemcy stanowili dominujące źródło zagrożenia na obszarze objętym policyjnym zestawieniem.
A kiedy przestępstwo popełnia Polak?
Jest jeszcze druga strona tej opowieści, zdecydowanie słabiej obecna w wystąpieniach radnej. Przemoc, agresja, tragiczne wypadki i brutalne zbrodnie nie pojawiły się w Słupsku wraz z cudzoziemcami. W ostatnich latach miastem wstrząsały również zdarzenia, których sprawcami byli Polacy. Niektóre należały do najgłośniejszych i najbardziej brutalnych,
o jakich informowały lokalne media.
W Parku Kultury i Wypoczynku znaleziono szczątki zamordowanego mężczyzny. Według ustaleń śledczych 19-letni Alan G. miał zadać mu śmiertelne ciosy, poćwiartować ciało
i ukryć jego fragmenty właśnie w parku. Tym samym, który dzisiaj pojawia
się w interpelacji jako jedno z miejsc mających ilustrować problemy z bezpieczeństwem związane z zachowaniem cudzoziemców.
Była też sprawa 40-letniego kierowcy, który po drogowym nieporozumieniu miał pojechać za kobietą, a następnie zaatakować ją na parkingu – szarpać, opluć, dusić, uderzyć
i kierować wobec niej groźby. Sprawcą był Polak. To przecież również jest agresja i poczucie zagrożenia – dokładnie te zjawiska, o których tak wiele mówi dzisiaj radna.
Na skrzyżowaniu ulic Garncarskiej i Wiejskiej zginął Rafał Fortuński, wykładowca Szkoły Policji. Prawidłowo jadącego motocyklistę uderzył samochód prowadzony przez Polaka, który wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle.
Była również śmierć kobiety potrąconej na przejściu dla pieszych. Były pobicia, groźby, awantury i inne akty przemocy, których sprawcami byli Polacy.
Czy wtedy również usłyszeliśmy diagnozę, że „nasze miasto przestaje być bezpieczne”?
Czy pojawił się apel radnej o systemowe rozwiązania? Konferencja prasowa? Poseł
z interwencją? Przede wszystkim zaś – czy narodowość sprawców tych zdarzeń stała
się argumentem w dyskusji o poziomie bezpieczeństwa całego Miasta?
Nikt rozsądny po brutalnym ataku Polaka na kobietę nie powiedziałby przecież: „Polacy stają się agresywni, musimy coś zrobić z Polakami”. Po znalezieniu poćwiartowanych zwłok w Parku Kultury nikt nie wyciągał wniosku, że polscy mieszkańcy stanowią zagrożenie dla spacerujących tam osób. Podobnie po śmierci człowieka spowodowanej przez polskiego kierowcę nikt nie domagał się zmian w polityce dotyczącej Polaków.
Brzmiałoby to absurdalnie.
Dlaczego więc ten sam mechanizm generalizacji przestaje wydawać się absurdalny, kiedy sprawca ma inny paszport?
Park i Trzy Stawy. Policja już tam jest
Gmińska wskazuje również miejsca, które określa jako newralgiczne: Park Kultury
i Wypoczynku, szczególnie okolice „Leśnej Chaty”, Trzy Stawy oraz rejon lokalu „Keller”.
Policja potwierdza, że PKiW oraz Trzy Stawy są objęte stałymi kontrolami, a w sezonie letnim patroli jest tam więcej. Nie wynika to jednak z pojawienia się nowego, szczególnego zagrożenia związanego z cudzoziemcami, lecz ze specyfiki tych miejsc i większej liczby osób korzystających z nich latem.
„Policjanci podczas służby realizują zadania ukierunkowane na zapewnienie bezpieczeństwa osób wypoczywających, zapobieganie zdarzeniom zagrażającym życiu i zdrowiu (…) oraz ujawnianie przypadków naruszeń prawa i bieżące reagowanie na nie” – przekazuje KMP.
Policja współpracuje również ze Strażą Miejską i Urzędem Miejskim, wymienia informacje dotyczące zagrożeń i organizuje wspólne służby. W 2026 roku przeprowadzono ich 27. Odbywają się także kwartalne odprawy Policji oraz straży miejskich i gminnych, podczas których analizowany jest stan bezpieczeństwa, występujące zagrożenia i efekty dotychczasowych działań.
Trudno więc mówić o mieście pozostawionym bez nadzoru czy przestrzeni, z której służby nagle zniknęły. Tym bardziej warto oddzielić rzeczywiste problemy wymagające interwencji od obrazu Słupska, który powstaje w politycznej narracji.
Od bezpieczeństwa do polityki migracyjnej – kilka akapitów
Interpelacja Marzeny Gmińskiej rozpoczyna się od wniosku o zwiększenie liczby patroli Policji i Straży Miejskiej. To postulat całkowicie uprawniony. Radna ma prawo pytać
o bezpieczeństwo, domagać się reakcji i przekazywać służbom sygnały otrzymywane
od mieszkańców.
Kilka akapitów później czytamy jednak:
„Wnoszę również o zmianę polityki migracyjnej, w szczególności migracji zarobkowej
w naszym mieście”.
Z tym, że taka polityka nie jest kompetencją samorządów lokalnych. Jedyne co może
to prowadzić działania pomocowe i integracyjne. Nie ma również możliwości by wpływać
na przedsiębiorców zatrudniających obcokrajowców.
W tym miejscu lokalna interpelacja dotycząca bezpieczeństwa zaczyna być czymś więcej. Wchodzi w obszar polityki migracyjnej państwa i staje się częścią znacznie szerszego sporu politycznego.
Nie pojawia się zresztą w próżni. Wcześniej był sprzeciw wobec Centrum Integracji Cudzoziemców, petycje, projekty uchwał i demonstracje przeciwko migracji. Na łamach „Tramwaju Słupskiego” już w czerwcu 2025 roku pisaliśmy o mechanizmie, w którym realne ludzkie obawy zaczynają służyć budowaniu podziału na „nas” i „obcych”.
Słupsk pod presją ksenofobii i strachu – Tramwaj Słupski
Do tego problemu wracaliśmy przy kolejnych antyimigracyjnych demonstracjach.
Marsz po wstyd, czyli brunatny teatr objazdowy – Tramwaj Słupski
Nie dlatego, że o migracji nie wolno rozmawiać. Przeciwnie – trzeba rozmawiać o legalności pobytu, warunkach zatrudnienia, odpowiedzialności agencji pracy, integracji, przestępczości i egzekwowaniu prawa. Taka rozmowa powinna jednak zaczynać się od faktów,
a odpowiedzialność za konkretny czyn nie może być automatycznie przenoszona na całą narodowość.
Dlatego publikujemy również pełną treść interpelacji Marzeny Gmińskiej, aby każdy czytelnik mógł sam ocenić jej język, argumentację i wnioski.
Poseł przyjeżdża z interwencją
3 sierpnia obok Marzeny Gmińskiej przed słupskim ratuszem pojawił się poseł PiS Michał Kowalski. Zapowiadał poselską interwencję i kontrole, a lokalny temat bezpieczeństwa bardzo szybko otrzymało partyjne i ogólnopolskie tło.
Formalnie Kowalski jest posłem z okręgu nr 26 – słupskiego. Mandat objął w czerwcu 2024 roku po wyborze Piotra Müllera do Parlamentu Europejskiego.
Warto jednak przypomnieć, jaki mandat społeczny uzyskał w samym Słupsku. W wyborach parlamentarnych w 2023 roku na Michała Kowalskiego zagłosowało tutaj 111 osób spośród 45 881 oddanych ważnych głosów – 0,24 procent.
Nie będziemy twierdzić, że poseł wcześniej nie interesował się Słupskiem, bo taki wniosek wymagałby przeanalizowania całej jego aktywności parlamentarnej. W tym przypadku interesująca jest jednak sama sekwencja zdarzeń. Marzena Gmińska uruchamia kolejną lokalną debatę dotyczącą migracji, a u jej boku pojawia się poseł z interwencją. Sama radna później publicznie dziękuje mu za „równoległe, wspólne działania”, „interwencję poselską i przeprowadzone kontrole”.
Warto więc zapytać, czy nadal chodzi wyłącznie o bezpieczeństwo mieszkańców, czy lokalne zdarzenia zaczynają być wykorzystywane jako paliwo dla znacznie szerszej politycznej narracji.
Dwa dni później ktoś chce już patrolować miasto
W tej historii szczególne znaczenie ma również chronologia.
3 sierpnia radna składa interpelację. Mówi, że Słupsk „przestaje być bezpieczny”, pisze
o „dużych grupach obcokrajowców”, a w mediach społecznościowych wiąże migrację zarobkową ze stanem bezpieczeństwa mieszkańców. Tego samego dnia odbywa
się konferencja z udziałem posła Michała Kowalskiego.
5 sierpnia, zaledwie dwa dni później, na profilu fb Aktualny Spotted Słupsk pojawia się propozycja zorganizowania „patrolu obywatelskiego”.
Autor wpisu zapewnia, że nie chodzi o zaczepianie ani prowokowanie kogokolwiek.
Patrol miałby zwiększać poczucie bezpieczeństwa, obserwować niepokojące sytuacje
i w razie potrzeby reagować.
Nie ma żadnego dowodu pozwalającego stwierdzić, że pomysł powstał pod wpływem Gmińskiej, Kowalskiego czy PiS, dlatego nie przypisujemy im jego autorstwa
ani odpowiedzialności za tę inicjatywę. Nie sposób jednak pominąć kolejności zdarzeń
i atmosfery, w której taki pomysł się pojawił.
Warto więc zapytać, co dzieje się ze społecznymi emocjami, kiedy osoby publiczne mówią mieszkańcom, że ich miasto przestaje być bezpieczne, a opowieść o zagrożeniu coraz mocniej wiążą z pochodzeniem sprawców.
Słowa wypowiedziane podczas konferencji czy zapisane w interpelacji nie pozostają wyłącznie tam, gdzie padły. Są powtarzane, komentowane, upraszczane, zaczynają funkcjonować własnym życiem. W pewnym momencie rozmowa przestaje dotyczyć konkretnego człowieka, który złamał prawo. Zaczyna dotyczyć Kolumbijczyków, Mołdawian, Ukraińców, migrantów, wreszcie po prostu – „obcych”.
I właśnie tutaj stawiamy granicę.
Przestępca ma nazwisko, nie narodowość zbiorową
Nie zgadzamy się na budowanie poczucia bezpieczeństwa poprzez dzielenie mieszkańców na tych, których należy chronić, i tych, których z założenia należy się bać.
Pobicie dokonane przez cudzoziemca pozostaje przestępstwem konkretnego człowieka. Pijany Mołdawianin za kierownicą odpowiada za własne zachowanie, nie za Mołdawian. Kolumbijczyk poszukiwany za przestępstwo seksualne odpowiada za siebie, nie za ludzi
z Kolumbii, którzy mieszkają, pracują i żyją w Słupsku.
Tak samo traktujemy Polaka, który bije, kradnie, gwałci czy prowadzi samochód
po alkoholu. Wtedy nie pytamy przecież, czy „polska kultura” stanowi zagrożenie
dla bezpieczeństwa mieszkańców. Nie obciążamy odpowiedzialnością jego sąsiada tylko dlatego, że obaj mają ten sam paszport.
Prawo nie zna odpowiedzialności zbiorowej i nie powinniśmy tworzyć jej w debacie publicznej. Od wskazania sprawcy do wskazania całej grupy jest niebezpiecznie blisko,
a jeszcze bliżej od uznania tej grupy za podejrzaną z samego faktu pochodzenia.
Dlatego „patrol obywatelski” pojawiający się w tak rozgrzanej atmosferze powinien budzić pytania, a nie bezrefleksyjny entuzjazm. Kogo właściwie miałby obserwować – zachowania czy ludzi? Czy grupa głośnych Polaków pijących alkohol w parku wzbudzi takie samo zainteresowanie jak grupa rozmawiająca po ukraińsku, hiszpańsku albo gruzińsku?
Bezpieczeństwo albo dotyczy wszystkich, albo zaczyna zamieniać się w selekcję tych, których uznamy za godnych zaufania, i tych, których będziemy podejrzewać.
A kto właściwie jest tutaj „u siebie”?
W tej dyskusji wyjątkowo łatwo padają słowa „nasi”, „obcy”, „mieszkańcy” i „przyjezdni”. Tyle że w Słupsku mają one szczególny ciężar.
Powojenny Słupsk został przecież zbudowany przez przybyszów – przesiedleńców, repatriantów, ludzi, którzy przyjechali z Kresów, Wielkopolski, Mazowsza, Lubelszczyzny, Kaszub i dziesiątek innych miejsc. Przywozili ze sobą własne tradycje, akcenty, przepisy, rodzinne historie i pamięć domów pozostawionych często setki kilometrów stąd.
Z czasem stawali się słupszczanami. Przez pracę, sąsiedztwo, dzieci chodzące do tych samych szkół, codzienne życie i budowanie od podstaw wspólnego miejsca. Ten proces
nie skończył się przecież w 1945 roku.
Ludzie nadal przyjeżdżają do Słupska. Jedni z Ukrainy, inni z Gruzji, Kolumbii czy Białorusi. Jeszcze inni z Poznania, Krakowa, Warszawy albo Śląska.
Ja również nie urodziłam się w Słupsku. Przyjechałam tutaj kilka lat temu z Cieszyna,
a pochodzę z Podhala. Czy to oznacza, że mam mniejsze prawo powiedzieć: „jestem
u siebie”?
Gdzie właściwie przebiega granica swojskości? Po pięciu latach zamieszkania, po dziesięciu, po pierwszym podatku zapłaconym w Słupsku? Po dziecku urodzonym w słupskim szpitalu? A może dopiero wtedy, kiedy przestaje być słychać obcy akcent?
I kto miałby wystawiać certyfikat bycia „naszym”?
To nie są niewinne językowe drobiazgi. Kiedy polityka zaczyna dzielić mieszkańców
na swoich i obcych, ktoś prędzej czy później będzie musiał ustalić kryteria tego podziału.
A wtedy zawsze znajdzie się ktoś, kto się w nich nie zmieści.
Strach potrafi stać się polityką
Mieszkańcy mają prawo się bać. Poczucie bezpieczeństwa nie jest tabelą w Excelu
i człowiek, który został napadnięty albo był świadkiem agresji, nie poczuje się lepiej tylko dlatego, że statystycznie miasto wypada bezpieczniej.
Właśnie dlatego odpowiedzialność osób pełniących funkcje publiczne jest tak duża. Ich rolą nie powinno być dokładanie kolejnych powodów do strachu człowiekowi, który już się boi. Powinni umieć oddzielić pojedyncze zdarzenie od zjawiska, fakt od pogłoski, odpowiedzialność konkretnego sprawcy od oskarżenia całej grupy.
Osoby zabierające głos w debacie publicznej nie powinny nigdy lekceważyć: słowa mają konsekwencje, szczególnie wtedy, gdy wypowiadają je ludzie posiadający publiczny mandat.
Słupsk nie potrzebuje zamiatania problemów pod dywan. Cudzoziemiec, który popełnia przestępstwo, powinien za nie odpowiedzieć. Agencja pracy łamiąca przepisy powinna spotkać się z reakcją państwa. Jeśli w parku dochodzi do agresji, potrzebna jest obecność Policji, a mieszkańców, którzy czują się zagrożeni, trzeba wysłuchać.
Nie potrzebujemy jednak opowieści, w której kilka głośnych zdarzeń zaczyna pracować przeciwko całej grupie ludzi. Między stwierdzeniem „wydarzyło się poważne przestępstwo”
a przekonaniem „oni są zagrożeniem” jest ogromna różnica.
W tej właśnie przestrzeni najłatwiej zasadzić strach. A kiedy już wyrośnie, może wystarczyć kilka dni, żeby ktoś uznał, że skoro zrobiło się aż tak niebezpiecznie, trzeba samemu wyjść na ulicę i zacząć patrolować innych.
Wtedy polityczna opowieść przestaje być tylko polityczną opowieścią. Zaczyna mieć konsekwencje.































