Nigdy nie był w Słupsku, a jednak trudno dziś opowiadać o kulturalnej tożsamości miasta bez jego nazwiska. Stanisław Ignacy Witkiewicz powraca tu w kolejnych odsłonach, za każdym razem wymykając się próbom jednoznacznego zdefiniowania. W Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, w przestrzeni Białego Spichlerza, można oglądać wystawę „Witkacy w fotografii”. Tym razem artysta odsłania się nie poprzez malarstwo, dramaty czy działalność słynnej Firmy Portretowej, lecz za sprawą fotografii, która stawała się dla niego narzędziem eksperymentu, prowokacji i nieustannej gry z własnym wizerunkiem.
Wiele twarzy jednego artysty
Witkacy doskonale rozumiał, że fotografia nie musi być wiernym odbiciem rzeczywistości. Może ją przekształcać, inscenizować, podważać nasze przyzwyczajenia.
W czasach, gdy aparat fotograficzny kojarzono przede wszystkim z dokumentowaniem świata, dostrzegał w nim również możliwości artystycznej ekspresji.
Nie interesowało go wyłącznie utrwalanie własnej podobizny. Chętnie przyjmował role, zmieniał mimikę, wyolbrzymiał gesty, budował sytuacje, w których trudno oddzielić autentyczność od świadomej kreacji. Obiektyw stawał się widownią, a Witkacy – aktorem przedstawienia, którego reguły sam współtworzył.
W jego fotograficznych wcieleniach odnajdujemy groteskę, ironię, niepokój, a niekiedy zaskakującą powagę. Za pozornie błazeńską miną kryje się bowiem artysta świadomy siły obrazu i możliwości oddziaływania na odbiorcę.
Rzeczywistość starannie wyreżyserowana
Ekspozycja prezentuje wielkoformatowe reprodukcje zdjęć z kolekcji Stefana Okołowicza, fotografa i znawcy twórczości Witkacego. Powstały one w latach trzydziestych XX wieku,
a ich autorami byli ludzie z otoczenia artysty, między innymi Tadeusz Langier, Edmund Strążyski, Władysław Jan Grabski, Stefan Zwoliński i Jan Kochanowski.
Towarzyszyli mu podczas górskich wypraw i spotkań towarzyskich, ale przed obiektywem stawali się także uczestnikami starannie aranżowanych scen. Gest, poza, spojrzenie
czy ustawienie postaci nabierały znaczenia wykraczającego poza zwykłą pamiątkową fotografię.
Szczególne miejsce zajmuje seria słynnych „min” Witkacego, utrwalonych przez Józefa Głogowskiego. Trudno o bardziej sugestywny przykład świadomego wykorzystywania własnej twarzy jako tworzywa artystycznego. Wykrzywione rysy, przesadne grymasy
i spojrzenia skierowane wprost w obiektyw układają się w osobliwy katalog emocji,
póz i masek. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o zabawę mimiką. Każde kolejne ujęcie zdaje się kwestionować przekonanie, że portret powinien odsłaniać prawdziwą osobowość przedstawianego człowieka. Wystawę uzupełniają dwa autoportrety wykonane przez samego Witkacego.
Między portretem a przedstawieniem
Fotograficzne eksperymenty Witkacego nabierają szczególnego znaczenia w zestawieniu
z jego malarstwem i działalnością teatralną. Artysta konsekwentnie podważał oczywistość przedstawienia, poszukiwał nowych środków wyrazu i kwestionował utarte sposoby postrzegania człowieka.
Dlatego zdjęcia prezentowane w Białym Spichlerzu warto oglądać nie tylko jako dokumenty biograficzne. Pozwalają dostrzec, jak Witkacy wykorzystywał własną obecność
przed aparatem do prowadzenia przewrotnego dialogu z odbiorcą.
Zmuszał go do zastanowienia się, czy ogląda rzeczywistego człowieka, czy jedną z wielu stworzonych przez niego postaci.
Interesujące jest również samo usytuowanie ekspozycji. Fotografie znalazły swoje miejsce na klatce schodowej Białego Spichlerza, pomiędzy wystawami poświęconymi malarstwu i Firmie Portretowej. Przestrzeń zazwyczaj służąca przemieszczaniu się między salami zyskała odrębny wymiar artystyczny. Jednocześnie stworzyła naturalne połączenie różnych dziedzin twórczości Witkacego, pozwalając spojrzeć na jego dorobek z szerszej perspektywy.
Portret zwielokrotniony
Interesującym dopełnieniem wystawy jest instalacja przekazana przez Muzeum Uniwersytetu Gdańskiego, wcześniej prezentowana na ekspozycji „Witkacy Wielokrotny”. Umożliwia wykonanie własnego portretu wielokrotnego, inspirowanego jednym
z najbardziej rozpoznawalnych fotograficznych wizerunków artysty.
Ten interaktywny element ma również wymiar symboliczny. Pozwala odwiedzającym wyjść poza rolę obserwatora i na chwilę wejść w świat eksperymentów Witkacego, w którym jedna twarz może mieć wiele odsłon. Jest przy tym okazją do zastanowienia się nad tym, jak wiele zależy od sposobu przedstawienia człowieka i jak łatwo pojedynczy obraz uznajemy za świadectwo jego osobowości.
Witkacy zaskakująco współczesny
Fotografie sprzed niemal stu lat przypominają, że Witkacy wyprzedzał swoją epokę również w sposobie myślenia o obrazie i własnym wizerunku. Dziś, gdy niemal każdy dysponuje aparatem fotograficznym, a kreowanie publicznej osobowości stało się codziennością, jego eksperymenty nabierają nowych znaczeń.
Współczesna kultura obrazów, autoportretów i starannie komponowanych wizerunków sprawia, że pytania stawiane przez Witkacego wcale nie straciły aktualności. Gdzie kończy się autentyczność, a zaczyna kreacja? Czy fotografia odsłania człowieka, czy raczej pokazuje jego wybraną wersję? I wreszcie – ile prawdy o nas samych mieści się w jednym spojrzeniu zatrzymanym przez obiektyw?
Witkacy nie pozostawił na te pytania prostych odpowiedzi. Być może właśnie dlatego jego fotograficzne przedstawienia wciąż potrafią intrygować. Przypominają, że pomiędzy twarzą człowieka a jego portretem zawsze pozostaje przestrzeń dla wyobraźni, interpretacji i niepewności.
Wystawa została otwarta 18 września 2026 roku, w związku z 87. rocznicą śmierci Stanisława Ignacego Witkiewicza. Jej kuratorką jest Anna Baruk-Bejda, kustosz słupskiej Kolekcji Witkacego. Ekspozycja powstała we współpracy Muzeum Pomorza Środkowego z Muzeum Uniwersytetu Gdańskiego.
Warto odwiedzić Biały Spichlerz i przekonać się, jak wiele twarzy miał Witkacy – i jak wiele potrafił za ich pomocą opowiedzieć. Szczegółowe informacje o wystawie „Witkacy w fotografii” dostępne są na stronie Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku.
































