Miał kosztować około 129 mln zł. Dziś szacowany rachunek za południowy ring Słupska przekracza 215 mln zł, a ostatecznej kwoty wciąż nie znamy. Po drodze były problemy z dokumentacją, kosztowne zmiany projektowe i wielomiesięczne opóźnienia. Teraz pojawia się pytanie, czy miasto zamierza dochodzić odszkodowania za ewentualne błędy projektowe. Sprawa jest pilna. 15 grudnia minie pięć lat od przekazania dokumentacji. Czy Słupsk zdąży zabezpieczyć swoje interesy?
O problemach z budową ringu pisaliśmy wielokrotnie. Nie były to wyłącznie polityczne zarzuty ani trudności, które nagle zaskoczyły wykonawcę. Zastrzeżenia dotyczące dokumentacji, warunków gruntowych i współpracy z projektantem pojawiały się
w raportach inżyniera kontraktu. Ostrzeżenia były znane, podobnie jak ryzyko dodatkowych kosztów i opóźnień.
Dziś nie chodzi już o kolejne wyliczanie milionów, które pochłonie inwestycja.
Chodzi o ustalenie, czy choć część tych pieniędzy można odzyskać i czy władze miasta zrobiły wszystko, by nie utracić takiej możliwości.
Grunt był znany. Problemy odkrywano na budowie
Słupsk ma trudne warunki gruntowo-wodne. Torfy, grunty organiczne i wysoki poziom wód gruntowych wymagają szczególnej staranności przy projektowaniu inwestycji drogowych.
Tymczasem pierwotne rozpoznanie geotechniczne obejmowało 34 odwierty do głębokości 7,5 metra. Podczas budowy konieczne okazało się wykonanie kolejnych 45, sięgających
już 20 metrów. Ujawnione problemy wymusiły zmiany rozwiązań technicznych, wzmacnianie podłoża i dodatkowe roboty.
Sam fakt przeprowadzenia kolejnych badań nie dowodzi jeszcze błędu projektanta.
Rodzi jednak zasadnicze pytanie: dlaczego na etapie przygotowywania dokumentacji
nie rozpoznano wystarczająco warunków, które później tak poważnie wpłynęły na przebieg inwestycji?
Nie mniej niepokojące były problemy z biurem projektowym. W raportach firmy NBQ, pełniącej funkcję inżyniera kontraktu, wskazywano na rozbieżności dokumentacji, brak wymaganych uzgodnień i trudności w uzyskiwaniu odpowiedzi od projektanta. Ostrzegano, że brak reakcji może skutkować wadliwym wykonaniem robót lub koniecznością zmiany terminu realizacji.
Wykonawca wnioskował o przedłużenie kontraktu o 364 dni, a część prac w rejonie wąwozu wstrzymywano w oczekiwaniu na rozwiązania zamienne. Problemy projektowe
nie pozostawały więc wyłącznie na papierze. Miały wpływ na organizację budowy, harmonogram i potencjalne koszty.
Szczegółowo opisywaliśmy te okoliczności w artykule „Komisja jak teatr. O ringu, nerwach i «fantastycznej» opinii środowiskowej”.
Projektant odpowiada za projekt. A kto za jego sprawdzenie?
W lutym 2026 roku Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej przedstawiła wyniki kontroli inwestycji. Wśród przyjętych wniosków znalazł się postulat rozważenia dochodzenia odpowiedzialności odszkodowawczej od projektanta. Zastrzeżenia dotyczyły również sposobu przygotowania i weryfikacji dokumentacji.
Zarząd Infrastruktury Miejskiej odpierał zarzuty. W swoim stanowisku wskazywał, że jako zamawiający odpowiada za formalną weryfikację i kompletność dokumentacji,
natomiast za poprawność rozwiązań technicznych odpowiada uprawniony projektant.
Tyle że przy inwestycji wartej setki milionów złotych takie rozdzielenie odpowiedzialności nie powinno kończyć dyskusji. Miasto nie musi zatrudniać specjalistów każdej branży,
ale powinno zapewnić sobie możliwość fachowej oceny zamawianej dokumentacji.
Jeżeli własne zaplecze kadrowe jest niewystarczające, istnieje możliwość skorzystania
z niezależnych ekspertów.
Trudno zaakceptować sytuację, w której poważne rozbieżności wychodzą na jaw dopiero podczas budowy, a ich usuwanie pochłania kolejne środki i wydłuża realizację.
O ustaleniach Komisji Rewizyjnej i stanowisku ZIM pisaliśmy w artykule „Ring miejski za 200 mln zł. Komisja Rewizyjna kieruje sprawę do prokuratury i chce odwołania wiceprezydent”.
Publiczne pieniądze nie tracą wartości po wydaniu
Pierwotny szacunek kosztów budowy ringu wynosił około 129 mln zł, umowę z wykonawcą zawarto na 134,9 mln zł, a obecne prognozy przekraczają 215 mln zł. Różnica między początkowymi założeniami a przewidywanym rachunkiem wynosi ponad 86 mln zł.
Nie oznacza to, że cała ta kwota jest skutkiem błędów projektowych. Przyczyny wzrostu kosztów mogą być różne. Jednak w sytuacji, gdy dokumentowano problemy z projektem, konieczność wprowadzania kosztownych zmian i znaczące opóźnienia, obowiązkiem inwestora jest ustalenie, jakie wydatki były nieuniknione, a jakie mogły wynikać
z nieprawidłowości.
Publiczne pieniądze nie tracą swojej wartości tylko dlatego,
że zostały już wydane.
Nie wystarczy wyjaśnić, dlaczego trzeba było zapłacić więcej. Trzeba jeszcze ustalić,
czy rzeczywiście za wszystkie dodatkowe wydatki musiał zapłacić Słupsk.
Jeżeli choć część kosztów wynikała z wad dokumentacji, Miasto powinno zbadać możliwość ich odzyskania. Dotyczy to również ewentualnych strat związanych z przedłużeniem budowy. Nie chodzi o szukanie winnego za wszelką cenę, lecz o rozliczenie konkretnych błędów i ich finansowych konsekwencji.
Pięć lat mija. Co zrobił Urząd?
7 października radny Bogusław Dobkowski skierował do prezydent Słupska zapytanie dotyczące pilnego wystąpienia na drogę sądową w związku z ewentualnymi szkodami spowodowanymi wadliwą dokumentacją IV etapu ringu.
Pełna treść zapytania nr 366/146/26 znajduje się w Biuletynie Informacji Publicznej Słupska.
Radny zwraca uwagę na zbliżający się dzień 15 grudnia, kiedy to upływa pięć lat
od przekazania inwestorowi dokumentacji. O znaczeniu tego terminu mówiono już podczas posiedzeń komisji – nie jest to więc kwestia, która pojawiła się dopiero w ostatnich dniach.
Samo upłynięcie pięciu lat nie musi oznaczać automatycznego wygaśnięcia wszystkich roszczeń. Ich dochodzenie zależy od treści umowy i odpowiednich przepisów.
Nie zmienia to jednak faktu, że urzędnicy powinni znać obowiązujące terminy i odpowiednio wcześnie zabezpieczyć interesy Miasta. Tym bardziej, że Komisja Rewizyjna już w lutym postulowała rozważenie odpowiedzialności odszkodowawczej projektanta. Minęło niemal osiem miesięcy.
Czy w tym czasie przeprowadzono analizę prawną? Czy ustalono, jakie konkretne szkody mogły powstać wskutek błędów projektowych? Czy zabezpieczono możliwość dochodzenia roszczeń? A jeśli uznano, że nie ma do tego podstaw, to dlaczego?
Nie twierdzimy, że Urząd pozostawał bezczynny. Nie znamy jednak rezultatów ewentualnych działań. Przy tak dużych pieniądzach mieszkańcy mają prawo oczekiwać jasnych odpowiedzi.
Rachunek pozostanie także po otwarciu drogi
W czerwcu Prokuratura Okręgowa w Słupsku odmówiła wszczęcia śledztwa dotyczącego nieprawidłowości wskazywanych przy realizacji ringu. Pisaliśmy o tym w „Tramwaju Słupskim”.
Nie zamyka to jednak kwestii ewentualnej odpowiedzialności cywilnej.
Brak podstaw do postępowania karnego nie oznacza automatycznie braku możliwości dochodzenia odszkodowania. Ring prędzej czy później zostanie oddany do użytku. Kierowcy pojadą nową drogą, znikną maszyny budowlane, a inwestycja trafi do katalogu miejskich osiągnięć. Pozostanie jednak rachunek i pytanie, czy ktoś próbował go rzetelnie rozliczyć.
Mieszkańcy Słupska nie powinni płacić za błędy tylko dlatego, że łatwiej dopisać kolejne miliony do kosztów inwestycji, niż ustalić, kto powinien ponieść ich konsekwencje.
A jeśli okaże się, że istniały podstawy do dochodzenia odszkodowania, lecz miasto nie podjęło odpowiednich działań, problem będzie znacznie poważniejszy niż wadliwie przygotowany projekt. Będzie nim zaniechanie ochrony publicznych pieniędzy.































