Konstytucja jest bardzo fotogeniczna. Szczególnie 3 maja. Można ją wtedy wziąć do ręki, stanąć z nią przed obiektywem, zrobić zdjęcie, wrzucić relację w mediach społecznościowych i przez chwilę poczuć, że oto uczestniczymy w czymś większym. Demokracja. Wolność. Równość. Prawa obywatelskie. Piękne słowa, odświętne miny, Konstytucja przy piersi.
Znacznie gorzej robi się wtedy, kiedy ktoś postanowi ją otworzyć.
Na przykład na artykule 25.
„Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione. Władze publiczne
w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.”
I nagle z uroczystej fotografii robi się całkiem niewygodne pytanie.
19 sierpnia 2026 roku Kościół Ludzi Słońca skierował do Rady Miejskiej w Słupsku skargę na niezałatwienie przez Prezydenta Miasta Słupska wniosku z 11 lipca. Wniosku dość niezwykłego, trzeba przyznać: o umieszczenie symbolu religijnego Kościoła Ludzi Słońca w sali posiedzeń Rady Miejskiej.
Można się uśmiechnąć. Nazwa brzmi egzotycznie. Tyle że Kościół Ludzi Słońca nie jest żartem napisanym na serwetce podczas długiego wieczoru. Jest legalnie działającym związkiem wyznaniowym, wpisanym do prowadzonego przez MSWiA rejestru kościołów
i innych związków wyznaniowych pod numerem 197.
I tutaj zaczyna się robić naprawdę ciekawie. Bo Konstytucja nie mówi: wszystkie kościoły są równouprawnione, z wyjątkiem tych, których nazwa wydaje nam się osobliwa.
Nie dodaje też drobnym drukiem: władze publiczne zachowują bezstronność, chyba że zrobi się niezręcznie. Co więcej, ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania stwierdza rzecz jeszcze bardziej kłopotliwą: „Rzeczpospolita Polska jest państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i przekonań.”
Oczywiście z żadnego z tych przepisów nie wynika, że w sali Rady Miejskiej trzeba teraz znaleźć odpowiednio dużą ścianę i urządzić na niej galerię symboli wszystkich legalnie działających w Polsce wyznań. Nie wynika również, że Kościół Ludzi Słońca
ma konstytucyjnie zagwarantowany wolny gwóźdź obok krzyża.
Ale właśnie o tym należałoby porozmawiać.
Czy w sali obrad organu władzy publicznej powinny znajdować się symbole religijne?
Jeśli tak – czy tylko jednego wyznania? Jeśli jednego, to dlaczego właśnie tego?
Czy odpowiedzią jest tradycja? A jeżeli tak, gdzie kończy się tradycja, a zaczyna konstytucyjna bezstronność państwa? Czy większość ma prawo do swojego symbolu
w przestrzeni publicznej tylko dlatego, że jest większością? A może najprostszym rozwiązaniem byłaby sala bez symboli religijnych? To nie są pytania przeciwko religii,
ale pytania o państwo.
I właściwie Kościołowi Ludzi Słońca należałoby podziękować, bo jednym pismem zrobił więcej dla dyskusji o konstytucyjnej bezstronności władz publicznych niż niejeden uroczysty przemarsz z Konstytucją pod pachą. Trzeba tylko na to pismo odpowiedzieć. Według skargi właśnie z tym pojawił się problem.
Kościół twierdzi, że od 11 lipca do 19 sierpnia nie dostał ani odpowiedzi na wniosek,
ani informacji o przedłużeniu terminu, ani zawiadomienia o przekazaniu sprawy innemu organowi. Dlatego nie skarży się dziś nawet na to, że jego symbolu nie powieszono.
Skarży się na ciszę. I chyba właśnie ona jest w tej historii najbardziej wymowna.
Zwłaszcza w mieście, które bardzo chętnie mówi o otwartości, tolerancji, różnorodności
i wolności. Słupsk przez lata budował taki właśnie wizerunek. Władze miasta chętnie odwołują się do praw obywatelskich i konstytucyjnych wartości. I bardzo dobrze. Problem zaczyna się wtedy, kiedy wartości schodzą z baneru, wychodzą z przemówienia i przestają mieścić się w relacji w mediach społecznościowych. Bo tolerancja jest niezwykle przyjemna, dopóki tolerujemy tych, których sami akceptujemy. Otwartość również nie sprawia większych trudności, kiedy otwieramy się na tych, których chcemy przyjąć. Bezstronność jest prosta, dopóki nikt nie prosi, żeby ją sprawdzić. Prawdziwy test zaczyna się przy kimś, kogo nie znamy, nie rozumiemy albo traktujemy z pobłażliwym uśmiechem.
Słupsk potrafił wykonywać piękne symboliczne gesty. Po rosyjskiej napaści na Ukrainę
na ratuszu zawisła ukraińska flaga. Pamiętam tamten dzień, bo stałam przed ratuszem
i słyszałam tę deklarację osobiście. Prezydentka Krystyna Danilecka-Wojewódzka zapowiedziała, że ukraińska flaga pozostanie na ratuszu do zakończenia wojny.
Wojna się nie skończyła. Flagi już nie ma.
I można oczywiście dyskutować o powodach, czasie i zasadach eksponowania flag innych państw na budynkach publicznych. Tak samo jak można dyskutować o krzyżu w sali obrad. Właśnie na tym polega demokracja. Niepokojąco robi się dopiero wtedy, gdy symbole okazują się zależne od politycznej temperatury, a wartości – od wygody chwili. Bo wtedy powstaje dość osobliwy system. Konstytucję pokazujemy
3 maja. Otwartość deklarujemy przy mikrofonie. Tolerancję wpisujemy w miejską opowieść. Solidarność wywieszamy na maszcie. A kiedy ktoś przychodzi z art. 25 Konstytucji i pyta, czy te wszystkie słowa mają również zastosowanie do niego, zapada cisza.
Być może Kościół Ludzi Słońca nie powinien mieć swojego symbolu w sali Rady Miejskiej. Może żadna religia nie powinna, a może właśnie powinny być wszystkie.
Chętnie posłuchałabym tej debaty. Każda z tych odpowiedzi może być początkiem poważnej rozmowy o świeckości państwa, tradycji, wolności religijnej, prawach większości
i mniejszości oraz konstytucyjnej bezstronności władz publicznych.
Pełną treść skargi Kościoła Ludzi Słońca z 19 sierpnia 2026 r., skierowanej do Rady Miejskiej w Słupsku, można przeczytać tutaj:
https://tablet.esesja.pl/komunikaty/651/160436/4928bc7f65d34987a7563e8ef276b8ad.pdf
































