
Niewielkie drewniane koło stało się przedmiotem sądowego sporu między Kościołem Słońca a Miastem Słupsk. Przy okazji czeka nas egzamin z Konstytucji. I to nie ze znajomości jej przepisów, lecz z gotowości do ich przestrzegania
także wtedy, gdy przestają nam być na rękę.
Z Konstytucją mamy w Polsce osobliwą relację. Potrafimy bronić jej z wielkim przekonaniem, cytować poszczególne artykuły, powoływać się na prawa obywatelskie
i niezależność instytucji. Szczególnie wtedy, gdy władza podejmuje decyzje, z którymi
się nie zgadzamy. Kłopot zaczyna się, gdy z tych samych przepisów chce skorzystać ktoś, czyich poglądów nie podzielamy, czyjej religii nie rozumiemy albo czyich działań zwyczajnie nie lubimy.
W Słupsku nadarza się okazja, by przyjrzeć się temu zjawisku z bliska.
I to w okolicznościach dość niecodziennych, za sprawą drewnianego koła.
Kościół Słońca pozwał Miasto Słupsk. Pozew z 21 października 2026 roku trafił do Sądu Okręgowego w Słupsku, gdzie sprawie nadano sygnaturę I C 1683/26.
Powód domaga się możliwości umieszczenia swojego symbolu religijnego w sali obrad
Rady Miejskiej, w której znajduje się krzyż. Żąda również publicznego oświadczenia miasta
oraz 500 złotych zadośćuczynienia.
Można wzruszyć ramionami. Uznać sprawę za prowokację, kolejną odsłonę światopoglądowej przepychanki albo osobliwość, na którą szkoda czasu. Łatwo jednak
w ten sposób przeoczyć pytanie znacznie ważniejsze od tego, czy na ścianie słupskiego ratusza znajdzie się miejsce dla jeszcze jednego religijnego symbolu.
Czy zasady, na które tak chętnie się powołujemy, obowiązują również wtedy, gdy ich zastosowanie prowadzi do rezultatu, którego sami sobie nie życzymy?
Historia, tradycja i miejsce na ścianie
Spór rozpoczął się od wniosku złożonego 11 lipca 2026 roku przez Kościół Ludzi Słońca, działający dziś pod nazwą Kościół Słońca. Jego przedstawiciele zwrócili się do władz Słupska o zgodę na umieszczenie własnego symbolu religijnego w sali nr 211, gdzie odbywają się posiedzenia Rady Miejskiej.
Miasto odmówiło. W odpowiedzi z 7 sierpnia wskazało, że wpis do rejestru kościołów
i związków wyznaniowych nie daje automatycznie prawa do umieszczania symboli religijnych w budynkach administracji publicznej. Obecność krzyża uzasadniono jego znaczeniem historycznym i kulturowym, zabytkowym charakterem sali oraz wymaganiami ochrony konserwatorskiej. Trudno odmówić tym argumentom znaczenia. Zabytkowe wnętrza nie są przecież pustymi pomieszczeniami, które można dowolnie urządzać. Pozostaje jednak pytanie, czy historia wyjaśniająca obecność jednego symbolu religijnego wystarcza również do uzasadnienia odmowy umieszczenia drugiego.
W pozwie Kościół Słońca podkreśla, że nie domaga się usunięcia krzyża ani przebudowy sali. Nie twierdzi również, że sam wpis do rejestru daje każdemu wyznaniu bezwarunkowe prawo do eksponowania symboli w urzędach. Zarzut dotyczy odmiennego traktowania dwóch prawnie działających kościołów w tej samej przestrzeni publicznej.
Zdaniem powoda odmowa nie tylko narusza zasadę równouprawnienia wyznań, ale również godzi w jego dobre imię i renomę, sugerując, że jest wspólnotą mniej uprawnioną
do obecności w przestrzeni publicznej. Dlatego oprócz zgody na umieszczenie symbolu domaga się oświadczenia, w którym miasto przyznałoby, że naruszyło jego dobra osobiste,
i wyraziło ubolewanie. Oświadczenie miałoby zostać opublikowane na stronie internetowej Słupska przez 14 dni, w ciągu tygodnia od uprawomocnienia się wyroku.
Pięćset złotych zadośćuczynienia ma, jak wskazano w pozwie, charakter symboliczny.
Istotą sporu pozostaje sposób traktowania przez samorząd dwóch związków wyznaniowych.
A gdyby odwrócić sytuację?
Wyobraźmy sobie, że w sali obrad pewnego polskiego samorządu od dziesięcioleci znajduje się symbol niewielkiego, mało znanego wyznania. Jest częścią historii budynku, zdążył wpisać się w jego wygląd. Pewnego dnia przedstawiciele Kościoła katolickiego proszą
o możliwość zawieszenia obok niego krzyża. Władze odmawiają. Tłumaczą, że istniejący symbol ma znaczenie historyczne i kulturowe, sala jest zabytkowa, a samo prawne uznanie Kościoła katolickiego nie oznacza prawa do umieszczania jego symboli w budynkach publicznych. Czy przyjęlibyśmy taką odpowiedź bez zastrzeżeń? Czy argument o tradycji uznalibyśmy za wystarczający? A może zaczęlibyśmy pytać o wolność religijną, równość wyznań i konstytucyjną bezstronność władz?
Nie chodzi o to, że obie sytuacje byłyby pod każdym względem identyczne. Warto jednak sprawdzić, czy oceniając decyzję władzy, kierujemy się tą samą zasadą niezależnie od tego, czy rozpoznajemy w danym symbolu własne przekonania. To ćwiczenie bywa niewygodne. Zmusza do oddzielenia prawa od osobistych sympatii.
Konstytucja nie jest katalogiem życzeń
Artykuł 25 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowi, że kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione. Nakłada również na władze publiczne obowiązek zachowania bezstronności w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych
i filozoficznych.
Nie oznacza to, że każdy związek wyznaniowy może zażądać umieszczenia swojego symbolu w dowolnym urzędzie. Państwo nie ma obowiązku zamieniać sal posiedzeń
w galerie wszystkich istniejących religii. Jeżeli jednak władza publiczna dopuszcza obecność symbolu jednego wyznania, a odmawia podobnej możliwości innemu, powinna potrafić przekonująco uzasadnić tę różnicę.
Sąd będzie musiał rozstrzygnąć także odrębną kwestię: czy odmowa miasta rzeczywiście naruszyła dobra osobiste Kościoła Słońca. Sam zarzut nierównego traktowania
nie przesądza jeszcze o zasadności żądania przeprosin i zadośćuczynienia.
W pozwie przywołano również przykład Bodzentyna. Tamtejsze władze, według dokumentu, zgodziły się na umieszczenie drewnianego koła w sali konferencyjnej, obok istniejącego już symbolu religijnego. Postawiono jeden warunek: wymiary nie mogły przekraczać 20 na 20 centymetrów.
Nie oznacza to, że Słupsk ma obowiązek postąpić identycznie. Pokazuje jednak, że podobny wniosek może spotkać się z inną odpowiedzią samorządu.
W Bodzentynie znaleziono miejsce dla obu symboli. W Słupsku o zasadności odmowy będzie rozstrzygał sąd.
Demokracja dla swoich
Nie trzeba być wyznawcą Kościoła Słońca, aby potraktować poważnie jego argumenty.
Nie trzeba też sprzeciwiać się obecności krzyża w ratuszu, aby zastanawiać się nad zasadnością odmowy dotyczącej innego symbolu. Szacunek dla katolickiej tradycji
nie wyklucza oczekiwania, że władza publiczna będzie stosować wobec różnych wyznań jednakowe kryteria.
Zasady demokracji najłatwiej przychodzi nam akceptować, kiedy służą obronie własnych przekonań. Wolność słowa cenimy szczególnie wtedy, gdy sami chcemy coś powiedzieć. Prawo do protestu wydaje nam się oczywiste, gdy protestują ludzie, z którymi
się zgadzamy. Równość wobec prawa brzmi pięknie, dopóki nie wymaga przyznania takich samych gwarancji komuś, kogo uważamy za przeciwnika.
Wówczas pojawia się pokusa znalezienia wyjątku, najlepiej takiego, który pozwoli nadal deklarować przywiązanie do zasad, ale uniknąć ich niewygodnych konsekwencji.
Tymczasem konstytucyjne gwarancje mają znaczenie właśnie w sytuacjach spornych.
Nie zapewniają nikomu automatycznego spełnienia żądań, lecz wymagają, aby o prawach nie decydowała popularność przekonań ani sympatia do osoby, która się na nie powołuje.
Lubimy myśleć o sobie jako o społeczeństwie przywiązanym do wolności, sprawiedliwości
i równości. W debatach politycznych Konstytucja bywa niemal obowiązkowym rekwizytem. Pojawia się na transparentach, w przemówieniach, w wystąpieniach parlamentarzystów
i samorządowców. Znacznie rzadziej zastanawiamy się, czy jesteśmy gotowi zaakceptować również te jej konsekwencje, które nie odpowiadają naszym oczekiwaniom.
Nie wiadomo, czy drewniane koło kiedykolwiek zawiśnie w słupskim ratuszu.
Sąd może uznać argumenty miasta albo przyznać rację Kościołowi Słońca. Rozstrzygnie konkretny spór o ochronę dóbr osobistych. Pytanie o nasz stosunek do konstytucyjnych zasad pozostanie aktualne niezależnie od wyroku.
Konstytucja nie wymaga od nas, abyśmy wierzyli w to samo. Wymaga czegoś trudniejszego: żebyśmy nie uzależniali praw innych od tego, w co sami wierzymy.
Więcej o sporze dotyczącym obecności symboli religijnych w słupskim ratuszu, wniosku Kościoła Słońca oraz argumentacji władz miasta pisaliśmy już wcześniej na łamach „Tramwaju Słupskiego”:
• Ile religii zmieści się w sali sesyjnej?
• Odpowiedź po terminie. Krzyż zostaje, bo zdążył stać się historią






























