Między obecnością a formą. 50-lecie BGSW w Ustce

0
283

Nie był to zwykły jubileusz ani klasyczny wernisaż. W Ustce Bałtycka Galeria Sztuki Współczesnej świętowała swoje 50-lecie w sposób, który bardziej przypominał doświadczenie niż uroczystość – z performansem, obecnością
i pytaniem o to, czym dziś jest instytucja kultury.

W Ustce, w przestrzeni Centrum Aktywności Twórczej, jubileusz Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej nie miał w sobie nic z muzealnej powagi. Przeciwnie – był wydarzeniem żywym, chwilami niemal intymnym, gdzie oficjalność mieszała się z performansem,
a celebracja z pytaniem o sens samej instytucji.

Wśród gości pojawili się przedstawiciele świata kultury, samorządowcy, artyści
i mieszkańcy. Byli obecni marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk
oraz prezydentka Słupska Krystyna Danilecka-Wojewódzka. Były przemówienia – wyważone, momentami osobiste – podkreślające rolę galerii jako miejsca spotkań, eksperymentu i dialogu. Były też gesty bardziej symboliczne: tort, prezenty, uśmiechy, które na chwilę zawiesiły instytucjonalny ton.

Ale prawdziwe napięcie tego wydarzenia nie rozgrywało się przy mikrofonie.
O godzinie 17:00 przestrzeń przejęła Ewa Zarzycka. Jej performans – tłumaczony na Polski Język Migowy – nie był dodatkiem do programu, lecz jego osią. Wprowadził element niepewności, charakterystyczny dla sztuki, która nie daje się łatwo opisać ani zamknąć
w komunikacie prasowym. To właśnie w takich momentach galeria przestaje być miejscem ekspozycji, a zaczyna funkcjonować jako sytuacja – zdarzenie między ludźmi.

Sama wystawa „Splatając to, co wciąż się staje” wymyka się klasycznym kategoriom.
Nie opowiada historii galerii w porządku chronologicznym. Zamiast tego proponuje sieć powiązań – między artystami, miejscem, pamięcią i krajobrazem. Ustka i Słupsk
nie są tu tłem, lecz współuczestnikiem opowieści. Widać to w pracach, które częściej
są śladem niż obiektem, procesem niż rezultatem.

Jubileusz BGSW nie był więc tylko celebracją przeszłości. Raczej próbą uchwycenia czegoś, co wciąż się zmienia – instytucji, która nie chce być archiwum, lecz organizmem.
I być może właśnie dlatego najważniejsze wydarzyło się nie w oficjalnych wystąpieniach, lecz pomiędzy nimi: w rozmowach, w obecności, w krótkich momentach wspólnego skupienia.
Bo jeśli coś rzeczywiście zostało „splecione” tego dnia, to nie tylko historia galerii,
ale także ludzie, którzy na chwilę stali się jej częścią.

BGSW

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here