W środę 27 maja radni miejscy podejmą jedną z najważniejszych decyzji finansowych ostatnich lat. Podczas sesji będą głosować nad zgodą na zaciągnięcie przez Miasto Słupsk długoterminowej pożyczki w wysokości do 111 milionów złotych.
To nie jest zwykła uchwała budżetowa. To decyzja, której skutki mogą ciążyć nad finansami miasta jeszcze przez wiele kolejnych lat.
Oficjalnie pożyczka ma pokryć planowany deficyt oraz wcześniejsze zobowiązania miasta.
W praktyce coraz wyraźniej widać jednak, że Słupsk znalazł się dziś w sytuacji, w której kolejne zobowiązanie staje się konieczne, by ratować budżet obciążony rosnącymi kosztami strategicznych inwestycji — przede wszystkim ringu miejskiego.
Koszt tej inwestycji wzrósł już z około 129 milionów do nawet 215 milionów złotych. Skala tego wzrostu powinna dziś wywoływać w mieście znacznie poważniejszą debatę niż ta, którą obserwujemy.
Bo problemem nie jest już wyłącznie sama pożyczka. Problemem staje się sposób zarządzania finansami miasta i coraz bardziej niebezpieczne przesuwanie skutków dzisiejszych decyzji na przyszłe lata.
Najbardziej wymowny jest harmonogram spłaty.
Z projektu uchwały wynika jasno, że obecna kadencja praktycznie nie poniesie ciężaru spłaty kapitału tej pożyczki. Największe raty zostały przesunięte na kolejne lata —
a więc na następną władzę i następnych mieszkańców.
Miasto zacznie spłacać pożyczkę dopiero od 2030 roku. Wtedy ruszą pierwsze raty
po 5 milionów złotych rocznie. Później zobowiązania zaczną gwałtownie rosnąć:
- 2033 r. – 10 mln zł
- 2034 r. – 15 mln zł
- 2035 r. – 16 mln zł
- 2036 r. – 25 mln zł
- 2037 r. – aż 30 mln zł
Kulminacja finansowego ciężaru przypadnie więc już całkowicie poza obecną kadencją samorządu. I właśnie to jest najbardziej niepokojące. Bo Słupsk nie bierze dziś wyłącznie pożyczki. Słupsk zostawia następnej władzy ogromne finansowe obciążenie, które przez lata będzie ograniczało możliwości kolejnych budżetów miasta. To politycznie bardzo wygodne rozwiązanie — podejmować decyzję teraz, a najtrudniejsze konsekwencje pozostawić tym, którzy przyjdą później.
Tak wygląda współczesne samorządowe „kukułcze jajo”.
Obecna władza realizuje swoje strategiczne projekty, ale największy ciężar ich finansowania ma spaść już na kolejnych samorządowców. I przede wszystkim na mieszkańców.
Bo samorządowy dług nigdy nie jest abstrakcją. Nie spłaca go urząd, prezydent miasta ani radni. Spłacają go mieszkańcy — przez kolejne lata, często kosztem przyszłych inwestycji, remontów, transportu publicznego czy jakości miejskich usług.
Tymczasem mieszkańcy dostają dziś głównie uspokajający przekaz: że pożyczka jest korzystniejsza od obligacji, że sytuacja jest pod kontrolą i że ring trzeba dokończyć.
Oczywiście — ring jest dziś inwestycją, której zatrzymanie mogłoby wywołać jeszcze większy chaos finansowy. Radni zostali postawieni w bardzo trudnej sytuacji. Tak naprawdę nie głosują już wyłącznie nad samą pożyczką. Głosują nad konsekwencjami wieloletnich decyzji inwestycyjnych i nad próbą ratowania budżetu miasta.
Ale właśnie dlatego ta debata powinna być dziś brutalnie uczciwa.
Mieszkańcy mają prawo wiedzieć:
- jak bardzo zadłużenie ograniczy przyszłe budżety miasta,
- z czego w kolejnych latach trzeba będzie rezygnować,
- ile naprawdę kosztuje dziś polityka wielkich inwestycji,
- i dlaczego największy rachunek zostaje przesunięty na następne kadencje.
Według informacji podawanych przez Polskie Radio Koszalin po zaciągnięciu nowej pożyczki zadłużenie Słupska ma wynieść około 430 milionów złotych.
To poziom, który jeszcze kilka lat temu wydawałby się dla miasta całkowicie niewyobrażalny.
Najbliższa sesja rady miejskiej będzie więc czymś znacznie ważniejszym niż kolejne budżetowe głosowanie.
Będzie kolejnym sprawdzianem dla radnych i odpowiedzią na pytanie, czy mają dziś odwagę rozmawiać o realnych konsekwencjach finansowych polityki miasta — czy ograniczą się wyłącznie do zatwierdzenia decyzji, których skutki odczuwać będą już przede wszystkim inni.
Bo właśnie w takich momentach najlepiej widać, czy radni rzeczywiście reprezentują mieszkańców, którzy oddali na nich głos, czy stają się przede wszystkim politycznym zapleczem obecnej władzy.
Rola radnego nie polega przecież na bezrefleksyjnym podnoszeniu ręki za kolejnymi projektami ratusza. Rolą radnego jest patrzenie władzy na ręce, zadawanie trudnych pytań i bronienie interesu mieszkańców — również wtedy, gdy jest to politycznie niewygodne.
A dziś pytań jest więcej niż odpowiedzi.
Czy miasto naprawdę kontroluje jeszcze skalę własnego zadłużenia?
Czy kolejne pożyczki stają się już sposobem na łatanie skutków coraz droższych inwestycji?
I wreszcie — czy obecna władza nie zostawia następcom finansowego ciężaru, który przez lata będzie ograniczał rozwój miasta?
Bo 111 milionów złotych nie jest już wyłącznie liczbą w budżetowej tabeli. To zobowiązanie, które będzie ciążyło nad kolejnymi budżetami Słupska długo po zakończeniu obecnej kadencji.
Najłatwiej wydaje się publiczne pieniądze wtedy, gdy rachunek mają zapłacić inni.
Tyle że w samorządzie „inni” zawsze oznaczają mieszkańców.
Treść projektu uchwały dostępna jest tutaj:
Projekt uchwały – pożyczka do 111 mln zł


































